

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościMusical "My Fair Lady" nową pozycją na afiszu Opera Nova w Bydgoszczy
Strona 2 z 3 Jak wiemy bydgoska świątynia scenicznej sztuki muzycznej zaistniała zaledwie pół roku później! O popularności pierwszej nowojorskiej produkcji można powiedzieć tyle, że w premierowej obsadzie, bez przerwy, była grana przez sześć i pół roku. Kompozytor Ferderic Loewe był synem tenora operetkowego w Wiedniu, lecz młodość spędził w Niemczech. Tam grał m.in. z Berlińskimi Filharmonikami i napisał pierwszą piosenkę. Mając 20 lat z przeświadczeniem o swoim talencie i z jeszcze większym zapałem wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Wiodło mu się różnie, ale zawsze w komponowanych piosenkach umieszczał lekkość muzycznego stylu Wiednia. Takie też odczucie pozostaje po wysłuchaniu My fair Lady.
Zdaje się, że dyrygent Maciej Figas prowadzący premierowy spektakl w Operze Nova podobnie jak życzył tego sobie kompozytor odczytał i zrealizował partyturę. Orkiestra rzeczywiście czarowała powabem dźwięku upajającego zebraną na widowni publiczność. Znakomite muzycznie, ogromnie melodyjne i zgrabnie interpretowane piosenki świadczyły o profesjonalności batuty Macieja Figasa. Subtelnymi barwami orkiestra bajecznie malowała odcienie zmieniających się sytuacji scenicznych, bowiem i one wynikały z treści libretta. Ono zaś to już domena reżysera, którym był Maciej Korwin. Przedstawił wartko zmieniające się sceny akcji, nie koniecznie rozgrywającej się w edwardiańskim Londynie 1912 roku. Reżyserowi zabrakło polotu, głównie w scenach komicznych. Widownia zdecydowanie za mało z zbyt rzadko się śmiała. Nie mam tu na uwadze tylko sceny podczas wyścigów. W niej już wyedukowana Eliza ulega niesamowitym emocjom. Do obstawionego konia kieruje jeden wyraz, powiedzmy nieparlamentarny, po którym Pani Higgins (Magdalena Krzyńska), nawet nie udawała, że z przerażenia mdleje a publiczność nie śmiała się wcale, a powinna i mogłaby. W partii Elizy Doolittle wystąpiła Aleksandra Meller. Artystka posiada miłą sceniczną aparycję i swobodnie porusza się po scenie. Lecz ładnym z natury głosem pod technicznym względem niezbyt swobodnie włada. Przede wszystkim spory niedosyt pozostawiła chyba w najpopularniejszym walcu Przetańczyć całą noc. Podobnie, a może nawet jeszcze bardziej rozczarowująco postać prof. Henry Higginsa budował Marek Richter. Bezbarwnie przedstawił piosenkę Zwyczajny ze mnie jest typ w I akcie i w piosence, Lecz cóż, przywykłem do jej wad z II aktu nie wyraził wystarczająco rozterek duszy po rozstaniu z Elizą. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||