Naturalnie uwodzicielski magnetyzm Mariusza Kwietnia, jako odtwórcy partii tytułowej w arcydziele Mozarta, Don Giovanni poznałem przed trzema laty. Było to w Wiener Staatsoper. W sumie interpretacyjną atrakcyjnością Giovanniego wzbudzał mój zachwyt łącznie podczas dziewięciu przedstawień, ale tylko dwóch produkcji. O tym, że Opera Królewska w Londynie wysokim poziomem artystycznej produkcji może przyciągać nawet wybrednych melomanów, chyba nikogo przekonywać nie powinienem. Lecz tym razem do stolicy nad Tamizą poleciałem po to, żeby po raz dziesiąty posłuchać polskiego barytona w roli wzbudzającej sympatię. Nasz wybitny śpiewak bardzo rzadko występuje w ojczyźnie, więc gdy pojawia się w Europie staram się zobaczyć go na scenie i dla jego polskich wielbicieli kilka słów napisać. Zakładam, że takowi w kraju też istnieją. Londyńska produkcja opery Don Giovanni (z 2002 roku), w bieżącym sezonie jest wystawiana od 8 września. Mariusz Kwiecień występował w drugiej obsadzie (Cast B), od 25 września. Ale ten spektakl, grany o godz. 11:30 nie był przeznaczony dla publiczności, tylko dla Zoe i Martin Harris Schools Matinee. Wobec tego mimo szczerych chęci słynnego Krakowianina nie widziałem jak po raz pierwszy na scenie Royal Opera House wciela się w główną postać opery Don Giovanni, ale dopiero wieczorem, 27 września 2008 roku.
Po podniesieniu kurtyny w kształcie ogromnego walca ukazał się pałac Komandora. Później w nieco zmienianych konfiguracjach, także przedstawiał wnętrze pałacu głównego bohatera. Stanowił jedyną dekorację sceny z minimalną ilością niezbędnych rekwizytów. Naturalnie poza finałem, w którym na scenie dominowały dwa rzędy czerwonych, kwadratowych przedmiotów. Pod projektem niewiele grającej, lecz efektownej scenografii, bez godnych Sewilli rozwiązań architektonicznych podpisała się Maria Björnson. W takiej scenerii większość akcji przebiegała bliżej krawędzi sceny. Akcję dziejącą się w XVIII wieku więcej, lecz nie do końca, prezentował styl nieco uwspółcześnionych, dość przyjemnych kolorystycznie kostiumów. Wyborna gra świateł bardziej kształtowała nastrój i atmosferę muzyki niż sama scenografia.
Reżyser Francesca Zambello, ze swej twórczości jest mi znaną z realizacji opery Cyrano de Bergerac w nowojorskiej Metropolitan Opera. Zarówno tamta, jak i londyńska produkcja opery Don Goivanni, z umiarem przedstawia historyczny kontekst wydarzeń scenicznych oraz relacji zachodzących pomiędzy poszczególnymi postaciami dzieła. Mniej dobrego, ale też i nic złego nie zdziałała reżyseria, scen zespołowych nie koniecznie przedstawiających rzeczywiste tło akcji. Tego typu podejście zdecydowanie pomagało solistom w indywidualnym kształtowaniu psychicznych zachowań kreowanych ról. Muzyka spoczywała w batucie urodzonego w Londynie maestro Antonio Papano.Pod jego kierownictwem podczas spektaklu muzyka najczęściej płynęła w świetnych tempach, aczkolwiek nie zawsze porywała, bądź trzymała w dramatycznym napięciu. Pozytywnym zjawiskiem było wyciszenie orkiestry w sposób, w którym piano solistów zawsze dawało właściwe rezultaty. W większości cieszyła płynność arcydzieła Mozarta, dość finezyjne wykończenie fraz i w miarę przyzwoita, lekko klarowna dynamika. Spodobały mi się dobrze wyważone tempa i dobre wyczucie dramatycznej intensywności struktury opery. W tak zachowawczym i bez udziwnień podejściu do partytury wiele swoich umiejętności mogli wykazać soliści. W przypadku omawianego przedstawienia, stanowiący doborowy, wysokiej próby zespół.
Biorąc pod uwagę kolejność ujętą w programie ich zalety rozpocznę od partii Leporello. Do kreowania tej roli był przewidziany Lorenzo Regazzo, lecz z powodu choroby wycofał swój udział w omawianym przedstawieniu. Wobec tego urodzony w Bergamo, włoski bas Alex Esposito mający wystąpić jako Masetto, nagle, w zastępstwie wystąpił jako Leporello. Recytativy (np. Leporello, ove sei?), pomiędzy nim a Giovannim były wzorem precyzji, inteligencji interpretacyjnej i perfekcji technicznej. Słynna introdukcja w I scenie Notte, giorno faticar, i następnie aria rejestrowa z V sceny Madaminal! Il catalogo é questo, sprostały marzeniom interpretacyjnym znawców opery Mozarta. Donna Anna, włoski sopran i jednocześnie uczennica polskiej śpiewaczki, Anastazji Tomaszewskiej - Patrizia Cioffi jest mi znają już artystką. Po raz pierwszy jej talent podziwiałem w Teatro del Maggio Musicale Fiorentino, gdzie obok Mariusza Kwietnia, 19 października 2003 roku odniosła niebywały sukces jako Zuzanna w Weselu Figara. Jej interpretacja partii córki Komandora w każdym calu była nasiąknięta subtelnymi odcieniami gry i głosu. Bardzo dobre prowadzenie niebiańsko słodkich dźwięków i przestrzeganie mozartowskiej linii wokalnej w arii Or sai chi l'onore świadczyło o nieprzeciętnym, wokalnym profesjonalizmie. Al. już na początku, w recytatywie i duecie Ma quai mai s'offre, o Dei zaprezentowała wspaniały świetliście dźwięczny, bardzo młodo i czysto brzmiący głos, nad którym wspaniale panowała. Z dużym wyrazem przedstawiła się w recytatywie Don Ottavio, son morta i arii Or sai chi l'onore z XIII sceny oraz w recytatywie i rondzie, Crudele! Ah no, mio bne! Wielkie brawa!
Mariusz Kwiecień, odtwórca partii tytułowej był jak zwykle doskonały muzycznie, uroczy w prezencji ruchu scenicznego. Wszelkie recytatywy w jego wykonaniu były faktycznie śpiewane, a nie deklamowane jak to się często u innych zdarza. Recytatyw w III scenie Orsù, spicciiti presto.. cosa vuoi? oraz wszystkie następne dawały czystą rozkosz przysłuchiwania się tak doskonałemu artyście. Jego baryton znakomicie wyszkolony i opanowany technicznie nie miał chwili zachwiania, ani też matowości brzmienia. Z wysmakowanym czarem i blaskiem prowadził linię melodyczną, spontanicznie oddając charakter postaci. Wokalnie świetnie, bardzo dobrze interpretacyjnie, we wspaniałych tempach, z energią, giętkością i łatwością zaśpiewał arię Don Giovanniego Finch' an dal vino. Za brawurowe, dramatyczno-teatralne wymogi arii "szampańskiej" został nagrodzony huraganowymi brawami.
Przypominam sobie, że z równie młodzieńczym wigorem tę arię zaśpiewał na bis, podczas swego recitalu dyplomowego w warszawskiej Akademii Muzycznej, 30 czerwca 1997 roku. Każdy ruch i gest sceniczny miał swoje logiczne w muzyce i treści dzieła uzasadnienie. Od początku do końca Giovanni był obrazem wdzięku arystokratycznych manier. Dało to imponującą i jedną z najlepszych prezentacji postaci, pełnej galanterii w poczynaniach zuchwałego hiszpańskiego uwodziciela serc niewieścich. Postaci tak wiarygodnej, że nawet jej cynizm potrafił wzbudzać sympatię widowni. Emanujący niepokojąco erotycznym czarem wabił głosem, a wysublimowana, wykwintna elegancja jego sztuki wcale nie zniżała się do seksualnego natręctwa. Dowodów na to dał kilka. Pierwszy to fantastyczne ujęcie recytatywu z Zerliną Alfin siamliberatti z IX sceny i następujący po nim duet La ci darem la mano. Drugim było genialne uosobienie sentymentalizmu, jaki daje canzonetta z II aktu Deh vieni alla finstra, o mio tesoro. W jego interpretacji będąca nie tylko popisem wysokiej klasy męskiego uroku wokalnego, ale i pokazem umiejętnego wytrzymania długich linii fraz, śpiewanych bez najmniejszego trudu. Podobnie ładnie zabrzmiała aria Metà di voi qua vadano. Drugą, mniej powabną stronę swej osobowości ukazywał w scenach z swoim służącym Leporello, ale ona tylko w krótkich momentach kontrastowała z dobrze wyważonym i nigdy nie przerysowanym cynizmem, bądź brakiem szacunku. Zachwycił także znakomitym wyważeniem emocji w duecie z Leporello O statua gentillssima. Wstrząsająco zagrał XV scenę z Commendatore Don Giovanni, a cenar teco. Każde drżnie głosu i ciała miało swoje muzyczne uzasadnienie, aż na końcu, z żalem dla widzów pochłonęły go ognie piekielne wionące gejzerami płomieni niemal do połowy wysokości sceny. W ROH Covent Garden inteligentnie aktorsko stworzył przemyślany portret wokalny roli Don Giovanniego, zaśpiewany pięknie brzmiącym głosem. Podczas ukłonów poddani Jej Królewskiej Mości wybitnego Polaka nagrodzili burzliwą owacją. Usłyszałem kiedyś, bodajże 24 września 2006 roku, jak Elżbieta Gładysz, prezes Stowarzyszenia Miłośników Opery Krakowskiej publicznie wyraziła pogląd, iż Mariusz Kwiecień jest naszym dobrem narodowym. Nic dodać, nic ująć, miała rację ta śliczna dama.
Z pozostałych solistów amerykański bas Eric Halfvarson Commendatore może poszczycić się bardzo dobrze zaśpiewaną, niezbyt wielką rolą. Natomiast Don Ottavio - brytyjski tenor Ian Bostridge nieco mnie rozczarował. Jego recytatyw Come mai creder deggio ani aria Dalla sua pace, nijakością wyrazu artystycznego nie wywarły na mnie miłego wrażania. Atrakcyjność wizualna śpiewaka to zbyt mało. Doskonałość aktorskiego ujęcia roli Donny Elviry charakteryzowała brytyjska śpiewaczka Emma Bell.
W arii z V sceny i aktu Ach chi mi dice mai emanowała doskonałą intensywną emocjonalnością, furią i opętaniem po stracie niewiernego kochanka. Wielkim kunsztem interpretacyjnym popisała się także w arii Ah fuggi il traditor oraz w recytatywie i arii In quali eccessi, o Num. Z kolei Zerlina, walijski sopran Rebecca Evans nadała partii wiele barw, ale w mojej opinii aktorsko nie wypadła najkorzystniej. Poprawnie zaśpiewała arię Batti, batti, o bel Masetto i nic więcej nie pokazała w arii Vedrai, carino.
Bardziej efektownie wypadła w duecie z Leporello Per queste tue manine. Debiutant w ROH Covent Garden baryton Levente Molnar, jak na początku relacji wspomniałem partię Masetto objął na zasadzie nagłego zastępstwa. Urodził się w Siedmiogrodzie (Transylvania), debiutował partią tytułową Don Giovanni w Węgierskiej Państwowej Operze, której Studia jest również wychowankiem. Swobodnie rozpoczął recytatyw ze sceny VII Giovinotti leggieri di testa i w pięknym stylu zaśpiewał arię Ho capito, signor sì. Zasłużył na szczere gratulacje wiarygodnym warsztatem aktorskim, w którym nie zniżał się do jednoznacznego, prostackiego wieśniaka. Prawidłową emisją głosu i barwnym ujęciem stwarza nadzieję, iż doprawdy zostanie luksusowym wykonawcą tej roli.
Wilfried Górny