Toruń jest jednym z piękniejszych polskich miast. Jednak jego życie muzyczne pozostaje w cieniu o wiele intensywniej promujących się rodzimych aglomeracji. Zupełnie niesłusznie, bowiem koncert, który wysłuchałem 3 października 2008 roku dowodzi, iż zaprezentowano poziom artystyczny zasługujący, co najmniej na większą uwagę.
Wprawdzie dla Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej właśnie rozpoczęty sezon artystyczny w tej formie, jest dopiero drugim rokiem działalności, lecz świętuje jednocześnie początek czwartej dziesiątki istnienia. Stało się tak, bowiem, w sezonie artystycznym 1978/79 została założona Toruńska Orkiestra Kameralna i uchwałą Rady Miasta Torunia, w lutym 2006 roku zmieniła nazwę na Toruńską Orkiestrę Symfoniczną. Obecnie jej dyrektorem jest sprawnie instytucją kierujący dyrektor Paweł Dudzik. Na stanowisko nowego kierownika artystycznego trwa konkurs, którego rozstrzygnięcia należy spodziewać się w listopadzie br. Istotnym elementem w pracy Toruńskiej Orkiestry jest zorganizowanie już kilkunastu edycji Międzynarodowego Letniego Festiwalu Toruń - Muzyka i Architektura. Niezależnie od koncertów dla miejscowej publiczności Toruńska Orkiestra poprzednio grała na kilku polskich estradach oraz w Belgii, Szwajcarii, Czechach, Słowacji, Niemczech, Danii, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Francji, Białorusi, a we wrześniu br. na Litwie.

Program ostatniego koncertu mającego miejsce w przecudnej urody Sali Wielkiej Dworu Artusa odbywał się w ramach cyklu Miesiąc z muzyką Camila Saint-Saënsa (1835-1921). Z tego względu został rozpoczęty bodaj najpopularniejszym utworem, jakim jest poemat symfoniczny Danse macabre (Taniec szkieletów), op. 40 (1874). Prowadzący koncert dyrygent Zbigniew Graca tej, niewątpliwie bardzo znanej kompozycji, nadał wyrazisty koloryt brzmieniowy. Orkiestra najczęściej ciemnymi barwami, w rytmach rozbudowanego walca malowała taniec nocnych upiorów. Lecz o przejmującym odbiorze makabrycznych pląsów ludzkich kości decydowała znakomicie realizowana rytmika i harmonia dźwięków przenikających się instrumentów. Już w pierwszych taktach świetna technika gry grupy wiolonczel i kontrabasów (pizzicato), oraz solo skrzypcowe (Izabela Bogusz? - w programie nazwiska nie podano), świadczyły, iż plastyczna wizja utworu zostanie perfekcyjnie przekazana.
Drugim utworem normandzkiego kompozytora, najbardziej znanego z opery Samson i Dalila, był II Koncert fortepianowy g-moll op. 22 (1868), w którym partię solową powierzono nadzwyczaj interesującej interpretacji pianisty, jakim jest Paweł Kowalski. Artysta rozpoczynając solowo I część Andante sostenuto ze świetnym znawstwem i wyczuciem wykorzystał wszystkie możliwości instrumentu. Następnie kontynuował już przy udziale całej orkiestry. Po subtelnie przeprowadzonych przez dyrygenta muzycznych starciach fortepianu i orkiestry, pianista z prawdziwą wirtuozerią swoje, niebagatelne umiejętności w dialogu z instrumentami smyczkowymi szczerze przedstawiał. Pod batutą Zbigniewa Gracy podobnie interesująco, wręcz z efektownymi kolorytami dźwiękowymi zabrzmiały żwawe melodie kapryśnego Allegro Scherzando stanowiące II część oraz melodyjna tarantella, będąca pełnym temperamentu finałowym Presto. Magia mistrza klawiatury, Pawła Kowalskiego, należy do jego głębokich odczuć, aczkolwiek musi nosić znamiona indywidualnej interpretacji. Do tego stopnia rozgrzał toruńskich słuchaczy, że po długotrwałych i huraganowych brawach, pianista dał się skusić do bisu.
Na ostatni punkt programu omawianego koncertu zaplanowano VII Symfonię C-dur słusznie uznawaną za jedno z najwybitniejszych osiągnięć romantycznej symfonii, wiedeńskiego kompozytora Franza Schuberta. Zdaje się, że Zbigniew Graca bogactwu romantycznej muzyki owej symfonii najbardziej schlebiał. Czynił to jednak z należnym umiarem, z całą maestrią zwracając uwagę na niebiańsko dopracowane szczegóły i detale. Pokazał je już podczas Andante, w krótkim 8-taktowym temacie waltorni wprowadzając romantyczny nastrój, skrzętnie podtrzymywany i rozwijany. Po potężnym unisono (jednym głosem), skrzypiec i puzonów ożywionym rytmem maestro w Allgro non troppo subtelnie rozwinął melodykę poprzedniego tematu. Atmosferę podniosłego nastroju rozwijał w dużych rozmiarów Andante con moto i stale z blaskiem instrumentów powracał do cudownej płynności frazy, szczególnie wtedy, gdy kontrastowały z sobą wzajemnie uzupełniające się melodie. W Scherzo, Allegro vivace z lekkością i gracją brzmiały dźwięki obojów i fletów. Z urzekającą estetyką dźwięku, przemiłą dla ucha słuchaczy, zagrano także i finałowe Allegro vivace. Wielkie brawa!
Nie zdołałem tego dokładnie prześledzić, lecz odniosłem wrażenie, że maestro Zbigniew Graca z TOS pracuje już od wielu lat, bowiem podczas koncertu z zespołem muzyków oraz solistą rozumiał się doskonale. Wydaje się, iż jego jednoznaczne właściwości manualne wcale nie były tak bardzo potrzebne, gdyż wszyscy rozumieli się znakomicie. Wejścia poszczególnych instrumentów idealnie trafiały w dynamiczne akordy granych , trzech różnorodnych stylistycznie utworów. Może jeszcze nie wszystko było idealnie precyzyjne, mam tu na uwadze głównie wewnętrzną dyscyplinę w poszczególnych sekcjach, aczkolwiek sam kwintet może poszczycić się próbą wysokiej muzycznie jakości. Nie mogę stwierdzić, że Toruńska Orkiestra Symfoniczna zawsze gra tak wspaniale, lecz pod batutą warszawskiego dyrygenta pokazała, iż jest perłą w koronie polskich orkiestr i świeci wystarczająco jasnym blaskiem.
Wilfried Górny