Przegląd nowości

Szczecin - Cmentarz Centralny - "III Symfonia" w strugach deszczu.

Opublikowano: czwartek, 26, czerwiec 2008 02:00

            Warcisław Kunc, dyrektor Opery na Zamku obchody Dni Morza od wielu już lat uświetnia koncertem Tym, którzy nie powrócili z morza. Każdego roku koncert ma inny program, lecz zawsze odbywa się w parkowej scenerii miejscowego Cmentarza Centralnego. Na nim, bowiem znajduje się pamiątkowa tablica z nazwiskami osób, których ciała pochłonęły na zawsze wody mórz i oceanów.

Image 

            W bieżącym roku, 15 czerwca koncert zaplanowano na godz. 22:00. Była to ciepła i słoneczna niedziela, więc w ciągu dnia wybrałem się na spacer po tonącej w zieleni ogromnej, cmentarnej przestrzeni. Mogiły ukryte wśród rozłożystych konarów drzew i wielokolorowych krzewów, na przemian z bukietami kolorowych kwiatów otulał urzekający śpiew wielu gatunków ptaków. Kontemplując nad ludzkim przemijaniem dotarłem do wielkiej fontanny, w której wodach miał odbyć się koncert. Służby porządkowe jeszcze ustawiały ławki dla publiczności, pulpity dla muzyków oraz tysiące lamp i reflektorów mających feerią barw uświetnić wizualne odczucia. Niestety synoptycy na wieczór zapowiadali opady deszczu i burze. Zatem dyrektor postanowił zainstalowanie wiaty chroniącej muzyków, przede wszystkim zaś instrumenty przed niszczycielskim działaniem deszczu. Wprawdzie taki zabieg znacznie ograniczył przestrzeń sięgającą horyzontu, lecz instrumenty smyczkowe nie uległy całkowitemu, bezpowrotnemu zniszczeniu, bo deszcz faktycznie zaczął padać.


 

            III Symfonia Henryka Mikołaja Góreckiego, przez samego kompozytora nazwana Symfonią Pieśni Żałosnych jest utworem przecudnej urody. Jej pięknem można się rozkoszować zawsze i wszędzie. W domu słuchając płyty CD, w wygodnym fotelu sali koncertowej oraz podczas zapadającego zmroku cmentarnej ciszy. Warcisław Kunc, pod którego batutą grała Orkiestra Opery na Zamku wspaniale zrozumiał i przedstawił skrajną prostotę zapisu nutowego. W pierwszej najdłuższej, bo sięgającej około pół godziny części Lento. Sostenuto tranquillo ma cantabile przy ciemniejącym niebie i czerwonych iluminacjach świetlnych w tempach i barwie nadał orkiestrze najbardziej wstrząsający wymiar.

Image 

W tym czasie solistka, Barbara Kubiak siedząca na swobodnie pływającej, poruszanej wiatrem łodzi anielsko brzmiącym sopranem śpiewała Lament świętokrzyski Pieśni łysogórskiej pochodzącej z XV wieku. Przejmująco interpretowała tekst Synku miły i wybrany rozdziel z matką swoje rany. W dwóch następnych, znacznie krótszych częściach z ujmującą szczerością wypowiedzi artystycznej, pełnym operowym głosem zniewalająco przekazywała modlitwę Mamo, nie płacz, nie, niebios przeczysta królowo, młodej mającej zaledwie 18 lat dziewczyny Helena Wanda Błażusiakównej osadzonej w więzieniu. Przy coraz bardziej ciemniejącym niebie na w iluminacjach świetlnych zaczął dominować kolor niebieski, a nad głowami słuchaczy - parasole. Finałowa część przez kompozytora opraowana na zasadzie wariacji jest autentyczną melodią ludową z opolskiego Kajze mi się podzioł mój synocek miły? I tę część przy reflektorach różnymi kolorami mieniącymi się w gałęziach pobliskich drzew solistka, orkiestra oraz dyrygent powinni zapisać na karb odniesionych sukcesów artystycznych. Ze względu na wilgoć wszystkie instrumenty brzmiały nieco ciemniej niż na estradzie koncertowej. Ze względu na brak kontaktu wzrokowego między solistką i dyrygentem zdarzyły się, może dwie sytuacje, w których zwolnieniem tempa kwintet musiał połączyć się z partią wokalną. I na tym właśnie polegał urok nocnego koncertu, dedykowanego Tym, którzy nie powrócili z morza, wysłuchany przez tych, którzy zostali na lądzie.

                                                                                  Wilfried Górny