Ostatnia premiera opery Nabucco w Operze Wrocławskiej miała miejsce 1 października 1999 roku. Wówczas gmach teatru przechodził gruntowną renowację i poszczególne operowe produkcje gościły w różnorakich miejscach i scenach Wrocławia. Po oddaniu do działalności wyremontowanego budynku, część repertuarowych pozycji wraca na ulicę Świdnicką. Tak też się stało z wielce atrakcyjną inscenizacją opery Nabucco. Zobaczyłem ostatni spektakl grany w kończącym się sezonie, 25 maja 2008 roku.
Przyznaję, że bez zdziwienia, bowiem wysokiego poziomu artystycznego można się było spodziewać. Za pulpitem dyrygenckim Ewa Michnik w genialny sposób przedstawiła własną koncepcję interpretacyjną tej opery. Z niekłamaną przyjemnością wsłuchiwałem się w poszczególne frazy, ich wewnętrzną dynamikę i prawdziwie porywającą energię w miejscach o intensywniejszej dramaturgii. Spodobały mi się również i wolniejsze, dość dobrze wyważone tempa.
Odtwórca partii tytułowej, baryton Bogusław Szynalski zachwycał wokalną dyscypliną kontroli wielkiego z natury głosu. Sceniczną postać budował rozważnie licząc się z wartością śpiewanego słowa. Wzruszył rozpoczynającą ostatni akt modlitwą obłąkanego Nabucco w arii Dio di... Giuda z ostatniego aktu. W duecie z Abigaille w III akcie ukazał ciekawe ujęcie roli króla Babilonii. W roli jego córki z nieprawego, podziw i to pod każdym względem wzbudzała JolantaŻmurko. Niezwykle trudną partię obejmującą dwie i pół oktawy wykonała z kunsztem godnym wielkiej heroiny. Zrozumienie stylu wykonywanej muzyki i wnikliwość interpretacyjną pięknie prezentowała na początku II aktu wolną, spokojną o narracyjnym charakterze cantabille Anch'io dischiuso un giorno. Precyzją w tym wykonaniu odznaczała się gwałtowna cabaletta Salgo già del trono aurato wymagająca dokładnego zasięgu obu krańców rejestru. Abigaille w ujęciu Jolanty Żmurko nie była od początku do końca zawistną, lecz niewiastą zgoła liryczną. Artystka wyeksponowała liryczne aspekty muzyki Verdiego, włożyła je w ślicznej barwy sopran i genialnie zespoliła z aktorskim gestem. W tej interpretacji chęć na zdobycie tronu była tylko środkiem na ukojenie własnych kompleksów. Ich źródłem była Fenena, prawowita dziedziczka. W wokalno - aktorskich relacjach z siostrą z prawowitego łoża w głosie pani Żmurko było więcej żalu niż zazdrości lub zawiści. W pełnej pokory, lirycznej arii umierającej Abigaille Su me... morente... wspaniale zabrzmiały dłuższe linie legato, ukazujące jednocześnie jak świetną techniką wokalną wrocławska primadonna włada. Ostatni akt to już punkt kulminacyjny charakteru budowanej postaci mający obraz życzliwości do Feneny i jej ukochanego Ismaela. Była to jedna z najlepszych i najbardziej wiarygodnych prezentacji postaci Abigaille. Sama Żmurko po prostu była muzyką mistrza z Le Roncole.
Wiktor Gorelikow najkorzystniej swoje umiejętności zaprezentował w płomiennych wezwaniach Zachaccaria w cabalettcie Come notte z I aktu oraz w D'Egitto là sui lidi. Udało mu się wykreować aktorsko charyzmatyczny portret proroka, choć nie do końca fascynujący wokalnie. Dorota Dutkowska w roli Feneny zaprezentowała piękny, głęboki i jednocześnie miękki głos ogromną kulturę muzyczną. Iwan Kit jako Ismaele wyraźnie forsował ładny w barwie głos mocna napięty w górnym rejestrze. Śpiewał bez cienia modulacji jakby kompletnie nie rozumiał, o czym i do kogo śpiewa. Miał spore trudności we włoskim repertuarze, przez co nie pozostawił większych wrażeń. Dobre wrażenie wywarła Monika Świstek odtwarzająca epizodyczną partię Anny, siostry Zaccaria Dość nijaki interpretacyjnie pokazał się Marcin Musiał jako Abdallo i podobnie nijako odebrałem postać Saccerdote, którego bez entuzjazmu wykonał Zbigniew Kryczka.
Chór główny bohater spektaklu, przyjemnie dla uszu otwierał operę śpiewem Gli arredi festivi i następną sceną chóralną z I aktu Lo vedeste. Interesująco zabrzmiał chór kapłanów proponujących Abigaille przyjęcie tronu Noi già sparso abbiamo fama z II aktu, a także chór żołnierzy Nabucco w cabalettcie Cadran cadranno i perfidi. Pod względem jakości muzycznej na komplementy zasłużyła euforia radości E l'Assiria una refina z II aktu, oraz Il maledetto ha non fratelli z II aktu śpiewany prawidłowym staccato. Zgodnie z librettem za pomocą chóru artykułowane były zbiorowe emocje i uczucia m.in. podczas modlitwy Gli arrendi festivi i patetyczna w wyrazie pochwała potęgi Boga Immenso Jrovha z IV aktu. Największe brawa otrzymał lament Va' pensjero sull'ali dorate - wielka aria śpiewana w tonacji molowej jest wokalnym unisonem śpiewanym przez soprany, alty, tenory i basy.
Wilfried Górny