Błąd
  • Błąd krytyczny rozszerzenia [sigplus]: Dla folderu galerii obrazów stories/2011/kwiecien/Turandot oczekiwana jest względna ścieżka do folderu startowego określonego w konfiguracji rozszerzenia w zapleczu systemu Joomla!.

Przegląd nowości

Księżniczka przed ślubem

Opublikowano: poniedziałek, 25, kwiecień 2011 02:00

Błąd krytyczny rozszerzenia [sigplus]: Dla folderu galerii obrazów stories/2011/kwiecien/Turandot oczekiwana jest względna ścieżka do folderu startowego określonego w konfiguracji rozszerzenia w zapleczu systemu Joomla!.

Turandot Giacomo Pucciniego w Operze Narodowej wzbudziła mieszane odczucia, bo w warstwie muzycznej została przygotowana bardzo solidnie, zaś inscenizacyjnie jest niezbyt jasną reinterpretacją psychologiczną żywiołu kobiecego w połączeniu z męską chęcią zdobywania i panowania. To co w tradycyjnie opowiedzianej bajce o chińskiej księżniczce jest łatwe do zaakceptowania, rzucone na płaszczyznę psychoanalizy staje się bełkotliwym wywodem reżysera poszukującego oryginalności za wszelką cenę. Mariusz Treliński chciał połączyć osobowość kobiety-modliszki z łagodną i bezinteresownie kochającą Liu, jako alter ego Turandot. Nie wiadomo tylko, dlaczego łagodna ginie a drapieżna i egoistyczna przeżywa dopiero po śmierci tamtej lepszej prawdziwą miłość. Logiczniej byłoby na odwrót.

Simple Image Gallery Extended


Zamiast jednak zagłębiać się w zawiłości behawioralne i pytać, co miało oznaczać zasugerowanie, że trzej mistrzowie ceremonii Ping, Pang i Pong, zostali ucharakteryzowani na transwestytów, kiedy Turandot jest w całości apoteozą miłości hetero, lepiej po prostu posłuchać dobrej muzyki, a ta strona realizacji opery była w większości udana. Przede wszystkim do Warszawy sprowadzono dobrze czującego muzykę Pucciniego włoskiego dyrygenta Carlo Montanaro, który poprowadził przedstawienie z właściwym dla południowca temperamentem i żarem.

Jako bardzo dobrą trzeba uznać obsadę solistów, i choć do barwy i jakości głosu sopranistki Franczeski Patane w roli Turandot można mieć zastrzeżenia, to jednak wykonała ona swą rolę z poświęceniem i znawstwem, czemu przysłużyło się jej pokaźne doświadczenie - jak sama stwierdziła śpiewała tę arcytrudną partię już 300 razy! Ogromnym pozytywnym zaskoczeniem była natomiast rola Liu kreowana przez polską sopranistkę Katarzynę Trylnik. Jakkolwiek dysponuje mniejszym wolumenem głosu od Turandot, to jednak czysto i pięknie prowadzona kantylena zdradzała ogromne możliwości tej śpiewaczki. Z polskich wykonawców wypada wymienić miłą niespodziankę jaką sprawił dawno nie oglądany i nie słuchany na tej scenie Kazimierz Pustelak. W jego wykonaniu rola cesarza Altouma nabiera prawdziwie ludzkich cech, a głosowo, co prawda wzmocniona środkami technicznymi, też dawała ogromną satysfakcję, jakiej może dostarczyć doświadczony artysta, który wie już wszystko o sztuce śpiewu. Solidnie przygotowany wokalnie był tercet Ping, Pang i Pong (Frank Dolphin Wong, Mark Fowler i Mateusz Zajdel).

Zadowalająco obsadzona była rola Timura kreowana przez Romana Palisadova i wreszcie, chyba najmocniejszy punkt na liście solistów - Kalaf w wykonaniu Kamena Chaneva z Bułgarii, który śpiewał tak jak trzeba, pełnym mocnym pięknie brzmiącym głosem, który nie boi się ani wysokich tonów, ani długich fermat. Na uwagę zasługuje przygotowany przez Bogdana Golę chór Teatru Wielkiego Opery Narodowej, tym razem rozmieszczony na III balkonie wielkiej widowni, i dobiegający do uszu z góry, jako komentarz i "głos sumienia". Dosyć oryginalnym elementem  przedstawienia była rzucona na ekran plansza informująca o tym, że pod koniec III aktu kompozytor przerwał pisanie partytury i dzieło pozostało nieukończone, jednak zaraz po tym krótkim "intermezzo" akcja rusza dalej i opera ma swój tradycyjny finał - apoteozę miłości i powtórzenie motywu z głównej arii Nessun dorma. Ślub księżniczki może się odbyć.

                                                                        Joanna Tumiłowicz