Ten tytuł jest jak szklana góra. Na szczycie ukryte cuda, ale dostać się tam jest prawie niemożliwe. Próbowałem dwa razy. Spektakl warszawski sprzed kilkunastu lat był piękny i wywołał burzę. Objechaliśmy z nim pół Europy i zebraliśmy wiele pochwał, ale w moim przekonaniu nie dotarliśmy do magicznego szczytu.

W Poznaniu tym bardziej, bo do takiej wspinaczki cały teatr musi być przygotowany poważnie i dysponować na wszystkich swoich szczeblach kadrami bez skazy. Skąd więc upór, żeby dokonać tej sztuki w Gdańsku? Próbujemy przecież tego podejścia w Bałtyckiej po raz trzeci. Otóż jestem przekonany, że dysponujemy tutaj najlepszymi zasobami artystycznymi w Polsce.
Po pierwsze - Maestro José Maria Florêncio. Jego interpretacja muzyki Ryszarda Straussa jest na światowym poziomie, a orkiestra z która pracuje od trzech lat osiągnęła niespotykaną w polskich operach jakość.
Po drugie - na naszej scenie narodził się i okrzepł jeden z najciekawszych sopranów w Europie, którym włada charyzmatyczna artystka Katarzyna Hołysz. Partia Salome w jej interpretacji przejdzie z pewnością do historii opery.
Po trzecie solistka Bałtyckiego Teatru Tańca, Franciszka Kierc, która wcieli się w ciemną stronę księżyca tańczącej księżniczki.
Po czwarte autorka choreografii Izadora Weiss, która debiutowała jako tancerka w spektaklu warszawskim.
Po piąte Hanna Szymczak, nasza magiczna scenografka.
Pozostałych powodów nie wymienię, bo jest ich sporo, a moja zapowiedź ma skromne granice. Spektakl jest niestety tylko dla dorosłych, bo przecież to nie jest opowieść wzięta prosto z Biblii, tylko z Oskara Wilde'a.
Marek Weiss