

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowości"Romeo i Julia" Charles'a Gounoda w Opéra de Lausanne
Strona 2 z 6
Teraz zaś zostaliśmy zaproszeni do wzniesionego w połowie zeszłego wieku Théâtre de Beaulieu, którego widownia, z wykładanymi drewnem ścianami i okazałym żyrandolem, była w roku swej inauguracji (1954) uważana za największą i najpiękniejszą salę w całej Szwajcarii romańskiej. To właśnie tutaj pokazywana jest aktualnie nowa inscenizacja Romea i Julii Charlesa Gounoda, dzieła, które od momentu swojej kreacji (rok 1867, Théâtre Lyrique du Châtelet w Paryżu) cieszy się wciąż ogromną popularnością. Dzieje się tak pomimo formułowanych niejednokrotnie na temat tej pozycji kąśliwych, a dotyczących jej konstrukcji, opinii, z których chyba najbardziej złośliwą - przytoczoną również w przewodniku Kamińskiego - jest określanie rzeczonej opery jako: "cztery duety miłosne z dodatkami". A przecież mamy tu do czynienia z najbardziej udaną adaptacją operową tragedii Szekspira, choć trzeba przyznać - i nie jest to absolutnie żadnym zarzutem - że doznawany w trakcie jej słuchania przez odbiorców szok emocjonalny jest wywoływany bardziej przez warstwę dźwiękową tej pięcioaktowej opery niż przez dramaturgię opowiadanej historii. Wyjątkowa inspiracja Gounoda na płaszczyźnie melodycznej oraz niczym niezakłócona jedność stylu muzycznego i rzadko spotykana spójność akcji Romea i Julii nie może doprawdy nikogo pozostawić obojętnym.
Natomiast osobnym problemem jest atrakcyjne przedstawienie tej słynnej historii miłosnej dzisiejszemu widzowi, którego wrażliwość, doświadczenia estetyczne i tym samym oczekiwania różnią się diametralnie od konwencji panujących powszechnie kilkadziesiąt lat temu. Największym niebezpieczeństwem czyhającym na inscenizatorów opery Gounoda - w które bardzo często nieroztropnie wpadają - wydaje się być utopienie mitycznego już wątku we łzawej ckliwości, źle pojętym romantyzmie i tym samym trudnej do zniesienia banalności. Pod tym względem lozańska realizacja, przygotowana przez francuskiego reżysera Arnauda Bernarda, dostarcza pełnej satysfakcji dzięki inteligentnie przeprowadzonej, poruszającej wizualnie i zgodnej z muzyką koncepcji. To prawda, że chodzi tutaj o niezwykle doświadczonego inscenizatora, byłego asystenta Nicolasa Joëla i Jean-Claude'a Auveray, mającego za sobą owocną współpracę z tak prestiżowymi placówkami jak Coven Garden, Metropolitan Opera, La Scala czy Teatro Colon w Buenos Aires. Wszakże jego najcenniejszym atutem artystycznym, mającym trudny do przecenienia wpływ na sposób budowania obrazów scenicznych, jest bez wątpienia fakt, iż Bernard posiada solidne wykształcenie muzyczne: studiował grę na skrzypcach w Konserwatorium w Strasburgu i był członkiem tamtejszej Orkiestry Filharmonicznej. Z pewnością dlatego punktem wyjścia w jego pracy reżyserskiej jest zawsze partytura danej opery, jej struktura, dynamika, kierunki muzycznych napięć.
|
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||