Błąd krytyczny rozszerzenia [sigplus]: Dla folderu galerii obrazów stories/2011/marzec/Deszcze 01 oczekiwana jest względna ścieżka do folderu startowego określonego w konfiguracji rozszerzenia w zapleczu systemu Joomla!.
Balet do muzyki Henryka Mikołaja Góreckiego I przejdą deszcze... jest autorskim spektaklem dyrektora Polskiego Baletu Narodowego Krzysztofa Pastora. Zgodnie z nazwą zespołu, którą można potraktować jako społeczne zobowiązanie, spektakl ten przemawia do polskiej publiczności, która zanurzona jest w historycznych dysputach i rozpamiętywaniu ran zadanych narodowi. Czy taki temat można przedstawić językiem tańca?
Choreograf odpowiada twierdząco. Zapewne ten spektakl baletowy mógłby zainteresować także publiczność w innych krajach, zwłaszcza iż muzyka Góreckiego zdobyła sobie światową pozycję, ale cały kontekst dzieła, różne odniesienia emocjonalne są już wyłącznie własnością mieszkających między Wisłą i Odrą. Dla nas wcale nie jest obojętne jakiemu wydarzeniu dedykował kompozytor utwór Beatus Vir (zamówiony przez kardynała Karola Wojtyłę dla uczczenia 900. rocznicy męczeńskiej śmierci krakowskiego biskupa Stanisława), ani co oznacza łacińska sentencja Salve, sidus Polonorum. Rozumiemy co się może kryć za tytułem Małe requiem dla pewnej Polki (w tym wypadku chodzi o czeski taniec). Krzysztof Pastor skutecznie unika w swym balecie pełnej dosłowności, ale przecież sięgnął po muzykę Góreckiego nieprzypadkowo, a sam tytuł baletu zaczerpnął z proroczego wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, który zapowiada nasze odrodzenie.
W samym spektaklu pojawiają się zarówno Polacy symboliczni, duchowi, kroczący przez 1000. letnią historię, jak też całkiem realni, współcześni, niekiedy nawet nieco zdziwieni tym, co zastają wokół siebie. Rozróżnić ich można m.in. dzięki bardzo prostym, a jednak funkcjonalnym i niosącym pewne przesłanie kostiumom zaprojektowanym przez Yumiko Takeshima. Szczególnie charakterystyczna jest grupa "naznaczona" złotą kreską, jakby promieniem światła, który zapisał się na ich brązowych koszulach, a lider tej grupy, Jacek Tyski w swoich ewokacjach tanecznych jest bardzo przekonywający, wyrażając swym tańcem ból i niepokój całych pokoleń, którym nie było dane rozwinąć się swobodnie, bez historycznych czy ideologicznych obciążeń. Jeszcze bardziej zagadkową postacią symboliczną jest wybitny holenderski tancerz Rubi Pronk, któremu choreograf powierzył rolę Tchnienia. Publiczność może podziwiać jego niewiarygodną sprawność ruchową połączoną z płynnością gestu. Każdy skłon, każde podniesienie ręki w jego wykonaniu ma estetyczny wyraz, przemawia swoim pięknem. Towarzyszący Tchnieniu Dwaj Złowrodzy (Adam Kozal i Egor Menshikkov) choć z pewnością są wybitnie uzdolnionymi tancerzami nie mogą się równać z tym rzeczywiście zjawiskowym artystą, który już drugi raz wzbogaca gościnnie obsadę premiery baletowej Krzysztofa Pastora.
Do peletonu znakomitych solistów biorących udział w przedstawieniu należy też z pewnością zaliczyć Maksima Wojtiula, Dominikę Krysztoforską, Aleksandrę Liashenko i kilkoro innych, którym twórca tego symbolicznego przedstawienia wyznaczył konkretne, najczęściej skomplikowane wyrazowo role, w których nie można specjalne zabłysnąć taneczną techniką, trzeba natomiast udowodnić, że się ma osobowość. Nie można też zapomnieć barytona Adama Kruszewskiego, który wykonał trudną partię solową w kantacie Beatus Vir, ani chóru Teatru Wielkiego i orkiestry pod kierunkiem Wojciecha Michniewskiego, którzy zaprezentowali muzykę Henryka Mikołaja Góreckiego na dobrym, koncertowym poziomie, "przy okazji" towarzysząc tancerzom. Sama muzyka tego kompozytora, często bardzo rytmiczna, pełna obsesyjnych nawrotów nie wydaje się trudna do choreograficznego opracowania, stąd m.in. miarowe maszerowanie zespołu baletowego przez scenę. Jednak o wiele ważniejsze od układów baletowych mających swe źródło w stylistyce tańca nowoczesnego jest stworzenie całości spójnej, dynamicznej i w dużym stopniu komunikatywnej, również dzięki pomysłowej aranżacji przestrzeni, nawet z użyciem kurtyny wodnej (autor Bert Dalhuysen).
Co prawda długość poszczególnych utworów, która w konsekwencji dała trwające ponad 1,5 godzinne widowisko, powinna skłonić twórców do zrobienia w środku przerwy - wszak balet składał się z wyraźnie oddzielonych czterech części, co dawało taką możliwość, jednak to może mieć znaczenie, gdy na spektakl I przejdą deszcze... przyjdzie już zwyczajna, a nie wyrobiona publiczność.
Joanna Tumiłowicz