Przegląd nowości

Brutalna wiosna szkodzi

Opublikowano: sobota, 26, marzec 2011 01:00
Ilość zaproszonych dostojnych gości na premierze baletu Izadory Weiss Święto wiosny na deskach Teatru Narodowego w Warszawie świadczy niezbicie o  randze tego wydarzenia. Krzysztof Penderecki z Małżonką, wianuszek innych kompozytorów z Zygmuntem Krauze i Krzysztofem Knittlem na czele, świetni dyrygenci  jak  Wojciech Michniewski, Jose Florencio, gwiazdy filmu i telewizji, z czołowym prezenterem pogody Jarosławem Kretem.
 
Image
 
Można długo wyliczać medialne znakomitości, co jednak nie oznacza, że przedstawienie musiało się wszystkim podobać. Choć Święto wiosny Strawińskiego kiedyś wywołało skandal, dziś jest już szacowną klasyką, muzyką ostrą, gwałtowną, ale na swój sposób piękną. Pomysłodawczyni przedstawienia najwyraźniej wolała jednak poruszyć i zbulwersować środkami scenicznymi, wzmocnić przekaz zawarty w muzyce.
 
Image
 
Spektakl dosyć nachalnie epatuje elementami męskiej przemocy, która na scenie wypada po prostu jak chamstwo, brak kultury i wychowania. Ciągłe odpychanie, popychanie, łapanie za włosy, nawet jeśli miało symbolizować współczesne zdziczenie obyczajów, okazało się zbyt dosłowne, a artystycznie mało wyrafinowane. Balet w układzie Izadory Weiss jest jednak dopracowany w szczegółach bardzo precyzyjnie. Nie ma tutaj głównych ról, wszyscy mają do wykonania istotne zadania taneczno-ruchowo-aktorskie, czemu oddają się z imponującym poświęceniem. Zespół Bałtyckiego Teatru Tańca daje z siebie wszystko, widowisko jest jednak dramaturgicznie nierówne.
 

Początkowa scena pokazująca grupę mężczyzn prezentujących podczas zakładania odzieży swoją urodę i sprawność zapowiadała bardzo interesujące widowisko. Akcja rozwija się w momencie przybycia kobiet. Tancerze bardzo wyraziście i dynamicznie ukazują agresywne instynkty. Kamera od czasu do czasu rzuca na ekran zbliżenia twarzy zawstydzonych, bądź wystraszonych kobiet, co podkreśla dramatyzm sytuacji.

Image

Kulminacja następuje po różnych gwałtownych lub gwałtopodobnych zachowaniach, gdy jedna z dziewczyn zostaje zawieszona za ręce na wysokiej ścianie. Muzyka na kilka chwil zamiera, co nie jest zgodne z partyturą, słychać tylko jęki dziewczyny. Po ponownym włączeniu nagrania inwencja twórczyni spektaklu jakby się wyczerpuje. Następuje szereg powtórzeń nie tyle choreograficznych, co imitujących brutalne zachowania.

Image

Gdyby balet został spięty jakby klamrą i zakończył się sceną z samotnie tańczącymi mężczyznami, może byłoby to bardziej uzasadnione. Natomiast rozwiązanie sugerujące zbiorowy mord na kobietach otwiera nowe pole konfliktu - być może wojennego. Burzy to dotychczasowy, obyczajowy charakter sporu męsko-damskiego.

                                                                Joanna Tumiłowicz