Przegląd nowości

Kobiety górą

Opublikowano: czwartek, 17, luty 2011 01:00
W tym samym dniu  miały w Polsce premiery dwie opery włoskie z librettami opartymi na dramatach Fryderyka Schillera. W Teatrze Wielkim w Poznaniu pokazano Gaetano Donizettiego Marię Stuardę zaś w Operze Wrocławskiej Giovannę d'Arco Giuseppe Verdiego. Jak łatwo zauważyć głównymi bohaterkami tych dzieł były wybitne kobiety, i to samo można powiedzieć o ich scenicznych wcieleniach. W Poznaniu prym wiodła Joanna Woś, jeden z najdoskonalszych belcantowskich sopranów koloraturowych.
 
Image

We Wrocławiu popis dwa dni pod rząd, 29 i 30 stycznia dała Anna Lichorowicz dysponująca sopranem typu spinto, który brzmi czasami ostro, ale potrafi być bardzo elastyczny, świetnie rozwija się w górnych rejestrach i doskonale wypełnia każdą verdiowską frazę. Anna Lichorowicz stworzyła też przekonującą postać sceniczną.


Wizerunek prostej, bardzo młodej i nieco naiwnej dziewczyny, która jednak opanowana niezwykłą pasją staje się równa królowi Francji, potrafi go zapalić do boju i nauczyć zwyciężać, kiedy stanie na czele wojska. Joanna d'Arc miewa też chwile zwątpienia natury duchowo-religijnej, czeka na jakiś głos z nieba, podpowiedź, która utwierdzi ją w działaniu. Jednak także te psychologiczne niuanse udało się Annie Lichorowicz wiarygodnie przedstawić gestem i głosem, w czym z pewnością dopomogła jej orkiestra pod batutą Ewy Michnik, i sceniczni partnerzy.

Image

Przyznać jednak trzeba z ręką na sercu, że role męskie nie  dorównywały tej jednej żeńskiej, tytułowej i szalenie odpowiedzialnej. Dobrze, że reżyserka, Natasha Ursuliak wprowadziła do przedstawienia sceny ze snu, dwie role nieme wykonywane przez dziecięcych aktorów -  małą Joannę i małego Karola, którzy w swych najmłodszych latach razem bawią się, próbują sił w szermierczych pojedynkach i przygotowują do przyszłej roli, kiedy Francja stanie oko w oko z potęgą brytyjską.

Image

Dosyć niewdzięczną i może dlatego nieudaną rolę miał natomiast do wykonania sceniczny ojciec Joanny przebrany w szaty duchowne Bogusław Szynalski, który z jednej strony nieustannie gromi córkę (a co z celibatem?) za niezbyt skromne i religijnie poprawne prowadzenie się, z drugiej zaś, okazuje się jej zabójcą w imię jakichś wydumanych idei, honoru, porządku czy równie pusto brzmiącej w tej sytuacji cnoty.


Mało ciekawą scenicznie rolę przewidziano dla króla Karola VII (Evan Bowers), który miał tylko jeden pomysł na interpretację - cały czas pogodnie się uśmiechał. W ogóle koncepcja reżyserska Ursuliak w sporej mierze  polegała na wypełnianiu sceny różnymi postaciami na wzór archaicznych "żywych obrazów".

Image

Czasami zaś owe nieruchome żywe obrazy nabierały ruchu i wówczas przez scenę przebiegały bezładnie, co jakiś czas przewracając się postacie walczących Francuzów, a może Anglików, w zależności od tego w którym momencie opowieści się znajdowaliśmy.


Trochę ruchu wprowadziła też na scenę autorka scenografii Claudia Weinhart, która stworzyła jakby szkielet średniowiecznej katedry przewróconej na bok, i właśnie ściany owej katedry w końcowych scenach opery rozstępują się robiąc miejsce dla ducha Św. Joanny wstępującej do tronu w niebiesiech.

Image

Jeśli dodamy do tego stylizowane na epokę kostiumy autorstwa Małgorzaty Słoniowskiej i bardzo interesującą grę świateł zaprojektowaną przez Benedikta Zehma będziemy mieli niemal pełen obraz przedstawienia, które mimo różnych ułomności nie nuży, choć miejscami przypomina trochę oratorium w kostiumach.

Image

Wszystko to oczywiście zasługa pięknej muzyki wczesnego Verdiego, napisanej wokalnie, z efektownymi partiami Joanny, typowymi verdiowskimi chórami. Zapewne dyrektor Ewa Michnik nie myli się upatrując w Joannie d'Arc sukcesu frekwencyjnego. Takiego przedstawienia można z przyjemnością posłuchać.

                                                                   Joanna Tumiłowicz