Położone na południu Francji, na lewym brzegu Rodanu, miasto Awinion kojarzy się w Polsce z pachnącym lawendą regionem Prowansji i z popularną piosenką o zachowanym jeszcze częściowo do dzisiaj moście Saint-Benézet, o którym między innymi śpiewała niegdyś Ewa Demarczyk. Niektórzy pamiętają jeszcze, że to tutaj wznosi się słynny Pałac Papieży, służący od XIV do XVIII wieku za schronienie dla następców Świętego Piotra.

Wszakże na co dzień najważniejszym elementem oferty kulturalnej dynamicznie działającego ośrodka jest istniejąca od 1734 roku, a funkcjonująca w zachowanym do dzisiaj gmachu od roku 1847, Opéra d'Avignon, na której czele już prawie od trzydziestu lat stoi - najpierw jako dyrektor generalny, a obecnie w charakterze doradcy artystycznego - Raymond Duffaut, człowiek-instytucja, ogromnie zasłużony w rozwoju sztuki lirycznej we Francji i w Europie, pełniący zarazem od 1982 roku funkcję dyrektora słynnego Festiwalu Chorégies d'Orange. Główną pasją Duffauta jest odkrywanie nowych talentów operowych (dość powiedzieć, iż to dzięki niemu rozwijają swoją błyskotliwą karierę tacy artyści jak Roberto Alagna, Inva Mula czy Patrizia Ciofi), a awiniońska placówka stała się za jego sprawą ważnym miejscem promocji dla młodych adeptów sztuki wokalnej, ale także również i dla dobrze zapowiadających się instrumentalistów.

Można się było o tym przekonać w trakcie noworocznych przedstawień Życia paryskiego, opéra-bouffe Jacques'a Offenbacha, w reżyserii Nadine Duffaut (prywatnie małżonki dyrektora teatru). Chodzi tutaj o produkcję, która już od paru lat jest oklaskiwana przez publiczność Marsylii, Nicei, Reims, Saint-Etienne, Tulonu i Tuluzy, a która za każdym razem ujmuje swą świeżością, niebywałym wdziękiem, zadziwiającą aktualnością i rzadko spotykaną w tego typu spektaklach inteligencją. Otóż Nadine Duffaut przesunęła w czasie akcję dzieła Offenbacha z okresu Wystawy Światowej z 1867 roku do przełomu XIX i XX wieku, a więc po upokarzającej klęsce Francji w wojnie z Prusami i po zrywie rewolucyjnym ludności Paryża zwanym Komuną Paryską, zaś przed zbliżającą się już wielkimi krokami tragedię Pierwszej wojny światowej.
Chodzi więc o okres Trzeciej Republiki Francuskiej, zwany popularnie Belle Epoque, czyli o czas rozkwitu i spokoju, a przede wszystkim łatwego i beztroskiego życia. Do rozbawionego i roztańczonego Paryża, stolicy światowych rozkoszy, ściągał wówczas tłum spragnionych rozrywki cudzoziemców, co w omawianej inscenizacji jest sugerowane sporą ilością symbolizujących różne kraje chorągiewek, z zapowiadającymi wizytę szwedzkiego barona Gondremarcka, jego małżonki i Brazylijczyka flagami na czele. Owi przybysze pojawiają się na dworcu kolejowym Saint-Lazare (zręcznie zaprojektowana, funkcjonalna scenografia Emmanuelle Favre) zbudowanym na tle wyłaniającej się w głębi Wieży Eiffla, symbolu nowoczesności i przemysłowego postępu.

Techniczno-komunikacyjne osiągnięcia tamtej epoki przypomina też przemierzający scenę miniaturowy pociąg. Ponadto atrakcyjnie się prezentują wyposażenia wnętrz przywoływanych salonów, zdominowane przez zapowiadające już nowy styl meble i zanurzane w barwnym oświetleniu zaprojektowanym przez Philippe'a Grosperrina, zwracającym uwagę widza na dokonywaną wówczas stopniowo elektryfikację miasta. Czarującym dopełnieniem warstwy wizualnej prezentowanej w Awinionie inscenizacji są wykreowane przez Gérarda Audiera kostiumy, lekkie, eleganckie, zabawne, choć świadomie zrywające z kiczowatością i tandentną karykaturą prezentowanych aż do znudzenia w tego typu produkcjach strojów. Niezależnie od rozrywkowego charakteru wystawianego dzieła Offenbacha, Nadine Duffaut pokazuje, że tuż za plecami owych oddających się upojnym rozrywkom i zabawom mieszczan i arystokratów gromadzą się już przedstawiciele biedniejszych warstw ostro skonfliktowanego społeczeństwa: sprzedawcy gazet, pijacy, robotnicy, urzędnicy, służące, panienki lekkich obyczajów i próbujący bez powodzenia nad nimi zapanować policjanci.
W pełni uzasadnionym dramaturgicznie ukoronowaniem omawianej wizji - a nie jej sztucznie dodaną ozdobą - jest brawurowo wykonany przez Hélène François i Egora Korneva, wprawiający publiczność swym obłędnym rytmem w szampański nastrój, kankan w układzie choreografki Laurence Fanon. Najwyższy podziw budzi poziom wokalny i sprawność aktorska wszystkich bez wyjątku solistów, którzy na dodatek doskonale sobie radzą z płynnym przeplataniem tekstu mówionego ze śpiewanymi fragmentami. W rolach barona Gondremarcka i jego małżonki bawią nas Lionel Peintre i Lydia Mayo, a obok nich popis komediowego temperamentu demonstrują Michel Vasisière (Bobinet) i Olivier Heyte (Gardefeu).

W postać rękawiczniczki Raula, czyli panny Gabrieli, wciela się wciskająca w fotel promieniującą kobiecością Caroline Mutel, a umawiającym się z nią na randkę szewcem Frickiem jest obdarzony nieprzeciętnym komizmem Florian Laconi. Ten ostatni wywołuje salwy niepowstrzymanego śmiechu, szczególnie w rolach ociekającego złotem Brazylijczyka i Prospero. Do sukcesu spektaklu przyczyniają się w równym stopniu Patricia Fernandez (Metella), Sophie Haudebourg (Paulina), Ludivine Gombert (Klara), Françoise Petro (Madame de Quimper-Karadec), Wiebke Nolting (Luiza), Isabelle Monpert (Leonia), Xavier Seince (Józef), co doskonale przygotowany przez Aurore Marchand chór - zbiorowy bohater tego widowiska. Orchestre Lyrique de Région Avignon Provence prowadzi utrzymujący nie słabnący ani na chwilę rytm przebiegu akcji i porywającą narrację muzyczną Dominique Trottein, dyrygent zawsze mile - szczególnie przy okazji noworocznych szaleństw - w Awinionie widziany.
Leszek Bernat