Przegląd nowości

"Piękna Helena" Offenbacha w Opéra de Marseille

Opublikowano: sobota, 08, styczeń 2011 01:12
Panująca w noworocznym okresie atmosfera zabawy udziela się na szczęście również dyrektorom teatrów operowych, toteż starają się oni w tym czasie zaproponować widzom pozycje o znacznie lżejszym ciężarze gatunkowym. Czynią to wprawdzie jeszcze dosyć nieśmiało sięgając najczęściej po sprawdzone "przeboje" repertuarowe, wśród których na pierwszym miejscu znajdują się oczywiście dzieła wybitnego mistrza błazenad muzycznych Jacques'a Offenbacha. Także i stojący na czele Opery w Marsylii Maurice Xiberras postanowił zaprosić swoją publiczność na offenbachowskie szaleństwo, a jego wybór padł tym razem na wykreowaną w 1864 roku Piękną Helenę, operę bouffa, dzięki której kompozytor zyskał oszałamiającą sławę i przydomek "Króla Drugiego Cesarstwa".
 
Image
 
Ponieważ na ogół Opéra de Marseille nie rozpieszcza tutejszych melomanów noworocznymi spektaklami, łatwo zrozumieć, że wiadomość o umieszczeniu na afiszu rzeczonej pozycji wywołała prawdziwy szturm na kasy biletowe, zmuszając tym samym dyrekcję do zaprogramowania dodatkowego przedstawienia. Można się domyślać, że dodatkowym czynnikiem wzbudzającym wśród widzów tak duże zainteresowanie tą produkcją jest bardzo popularna osoba francuskiego reżysera Jérôme'a Savary i to niezależnie od tego, że owa pokazana w Marsylii inscenizacja Pięknej Heleny pochodzi z aż 1982 roku. Od tamtej pory gościła już w wielu - zresztą nie tylko francuskich - teatrach i za każdym razem odnosiła spektakularny sukces. Polskim czytelnikom warto zatem przypomnieć, że Savary - aktor, reżyser, dyrektor teatralny i operowy - urodził się w 1942 roku w Argentynie i że jako młody chłopiec powrócił z całą rodziną do Francji, gdzie studiował muzykę, manifestując szczególne zainteresowanie jazzem.
 

 
Pewnie dlatego mając dziewiętnaście lat wyjechał do Nowego Jorku w celu rozwijania swych jazzowych pasji, ale kiedy znowu wrócił nad Sekwanę związał się ze środowiskiem teatru dramatycznego, pracując między innymi z takimi artystami jak Jorge Lavelli i Fernando Arrabal. W roku 1965 założył własną trupę teatralną "Compagnie Jérôme Savary" funkcjonującą później pod nazwą "Grand Magic Circus". W swojej błyskotliwej karierze kierował na przykład paryskim Théâtre National de Chaillot, a następnie słynną Opéra-Comique. Obecnie prowadzi na południu Francji własny zespół teatralny "La Boîte à Rêves" (Pudełko marzeń).
 
Image
 
Jego inscenizacje charakteryzuje irytujące niektórych odbiorców, wszak świadczące o nieprzeciętnej wyobraźni i nietuzinkowym talencie ich autora, nagromadzenie ekstrawaganckich i szalonych pomysłów, których celem jest niejednokrotnie prowokowanie widza, a przede wszystkim stworzenie mu doskonałej okazji do przedniej zabawy. W takim to właśnie stylu jest też utrzymana ta licząca już sobie niemalże trzydzieści lat realizacja opery z librettem Henri Mailhaca i Ludovica Halévy'ego, opowiadającej historię żony króla Sparty: Heleny, która zdradzając swego gderliwego męża Menelausa w ramionach przystojnego Parysa, syna Priama, doprowadza do wojny trojańskiej. Według Savary'ego Piękna Helena to dzieło absurdalne, surrealistyczne i - na wzór swego twórcy - sztubackie.


Reżyser postanowił je przenieść do mocno zakorzenionej w zbiorowej świadomości rzeczywistości Hollywoodu, kojarzonej często z music-hallem i jego kolorowo-kiczowatym wystrojem, nowobogackimi wnętrzami, roznegliżowanymi panienkami, porywającą grą świateł (brawa dla Alaina Poissona) i niezbędnym "potopem" confetti i serpentyn, z kotylionami i seriami frywolnych dowcipów. O ile jednak Savary nie stara się na siłę upolityczniać swej barwnej wizji, o tyle za każdym razem, w zależności od miasta, w którym ją pokazuje, okrasza przedstawienie pikantnymi szczegółami zaczerpniętymi z lokalnego kolorytu. Ten zręczny zabieg wznieca również i w Marsylii (głównie za sprawą sposobu potraktowania postaci króla Agamemnona) salwy śmiechu i burze oklasków.

Image

Mamy tutaj zatem stylizowaną na wzór grecki scenografię (Michel Lebois) i zwłaszcza piękne, utrzymane w stylu antycznym stroje (Michel Dussarrat). Otóż panie cieszą oczy kolorowymi tunikami, zwiewnymi muślinami, wetkniętymi z tyłu piórami, a także zgrabnymi nogami i niekiedy ponętnymi, niczym nie okrytymi...biustami. U panów panuje większe zróżnicowanie odzienia, albowiem na przykład Menelaus nosi smokingową marynarkę, grecką spódniczkę i zabawny melonik, a dajmy na to Agamemnon jest wyposażony w kojarzącą się z pancerzem kamizelkę lub - na brzegu morza - w pasiasty kostium kąpielowy, płetwy, okulary przeciwsłoneczne, koło ratunkowe i wędkę. Frenetycznie ożywiony i przeładowany gagami ruch sceniczny może czasami przyprawiać o zawrót głowy i niebezpiecznie się zbliżać do prowokującej wizualną niestrawność granicy, aliści jednocześnie trzeba przyznać, że ten karykaturalny i prześmiewczy obraz antycznej Grecji okazuje się być dramaturgicznie zadziwiająco skuteczny.


W roli tytułowej występuje niezbyt szczęśliwie głosowo obsadzona Mireille Delunsch, rekompensująca pewne wokalne niedostatki osobistym wdziękiem i niepospolitą urodą, pełnymi gracji gestami i zręcznością poruszania się po scenie. Parys w wydaniu Alexandra Swana wzrusza prawdziwie ludzkim obliczem, zaś śpiewająca partię Orestesa Christine Tocci porywa niebywałą energią, ogromnym zaangażowaniem i pieszczącym ucho brzmieniem solidnie wyszkolonego mezzosopranu. Prawdziwą, szlachetnej jakości vis comica bawią nas niezawodny aktorsko i  wokalnie Marc Barrard jako Agamemnon, wyraźnie przewodzący całemu zespołowi wykonawczemu Francis Dudziak w roli Menelausa czy dający się wodzić za nos niewiernej żonie i wszystkim pozostałym bohaterom Kalchas, ucieleśniany z powodzeniem przez Erica Hucheta.

Image

Gorące brawa przypadają ponadto w udziale takim artystom jak Till Fechner (Achilles), Anne Rodier (Bakchis), Charlotte Filou (Leoena), Jacques Lemaire (Ajaks I) i Dominique Côté (Ajaks II). Słowa uznania należą się też imponującemu kolektywną muzykalnością chórowi i realizującym układy choreograficzne Josyane Poisson tancerzom. Za pulpitem dyrygenckim stoi dobrze w Marsylii już znany i bardzo ceniony dyrygent pochodzenia egipskiego Nader Abbassi, pod którego batutą Orchestre de l'Opéra de Marseille wydobywa z partytury Offenbacha zmysłową aurę, czarujące parodie dźwiękowe, instrumentalne klejnoty, elegancką plastyczność fraz. Czyż można się zatem dziwić, że opuszczający tanecznym krokiem operowy gmach widzowie próbują nucić pod nosem melodie poszczególnych kupletów? Zaprawdę doskonały to sposób na pożegnanie mijającego i przywitanie Nowego Roku.

                                                                  Leszek Bernat