

Reżyser postanowił je przenieść do mocno zakorzenionej w zbiorowej świadomości rzeczywistości Hollywoodu, kojarzonej często z music-hallem i jego kolorowo-kiczowatym wystrojem, nowobogackimi wnętrzami, roznegliżowanymi panienkami, porywającą grą świateł (brawa dla Alaina Poissona) i niezbędnym "potopem" confetti i serpentyn, z kotylionami i seriami frywolnych dowcipów. O ile jednak Savary nie stara się na siłę upolityczniać swej barwnej wizji, o tyle za każdym razem, w zależności od miasta, w którym ją pokazuje, okrasza przedstawienie pikantnymi szczegółami zaczerpniętymi z lokalnego kolorytu. Ten zręczny zabieg wznieca również i w Marsylii (głównie za sprawą sposobu potraktowania postaci króla Agamemnona) salwy śmiechu i burze oklasków.

Mamy tutaj zatem stylizowaną na wzór grecki scenografię (Michel Lebois) i zwłaszcza piękne, utrzymane w stylu antycznym stroje (Michel Dussarrat). Otóż panie cieszą oczy kolorowymi tunikami, zwiewnymi muślinami, wetkniętymi z tyłu piórami, a także zgrabnymi nogami i niekiedy ponętnymi, niczym nie okrytymi...biustami. U panów panuje większe zróżnicowanie odzienia, albowiem na przykład Menelaus nosi smokingową marynarkę, grecką spódniczkę i zabawny melonik, a dajmy na to Agamemnon jest wyposażony w kojarzącą się z pancerzem kamizelkę lub - na brzegu morza - w pasiasty kostium kąpielowy, płetwy, okulary przeciwsłoneczne, koło ratunkowe i wędkę. Frenetycznie ożywiony i przeładowany gagami ruch sceniczny może czasami przyprawiać o zawrót głowy i niebezpiecznie się zbliżać do prowokującej wizualną niestrawność granicy, aliści jednocześnie trzeba przyznać, że ten karykaturalny i prześmiewczy obraz antycznej Grecji okazuje się być dramaturgicznie zadziwiająco skuteczny.
W roli tytułowej występuje niezbyt szczęśliwie głosowo obsadzona Mireille Delunsch, rekompensująca pewne wokalne niedostatki osobistym wdziękiem i niepospolitą urodą, pełnymi gracji gestami i zręcznością poruszania się po scenie. Parys w wydaniu Alexandra Swana wzrusza prawdziwie ludzkim obliczem, zaś śpiewająca partię Orestesa Christine Tocci porywa niebywałą energią, ogromnym zaangażowaniem i pieszczącym ucho brzmieniem solidnie wyszkolonego mezzosopranu. Prawdziwą, szlachetnej jakości vis comica bawią nas niezawodny aktorsko i wokalnie Marc Barrard jako Agamemnon, wyraźnie przewodzący całemu zespołowi wykonawczemu Francis Dudziak w roli Menelausa czy dający się wodzić za nos niewiernej żonie i wszystkim pozostałym bohaterom Kalchas, ucieleśniany z powodzeniem przez Erica Hucheta.

Gorące brawa przypadają ponadto w udziale takim artystom jak Till Fechner (Achilles), Anne Rodier (Bakchis), Charlotte Filou (Leoena), Jacques Lemaire (Ajaks I) i Dominique Côté (Ajaks II). Słowa uznania należą się też imponującemu kolektywną muzykalnością chórowi i realizującym układy choreograficzne Josyane Poisson tancerzom. Za pulpitem dyrygenckim stoi dobrze w Marsylii już znany i bardzo ceniony dyrygent pochodzenia egipskiego Nader Abbassi, pod którego batutą Orchestre de l'Opéra de Marseille wydobywa z partytury Offenbacha zmysłową aurę, czarujące parodie dźwiękowe, instrumentalne klejnoty, elegancką plastyczność fraz. Czyż można się zatem dziwić, że opuszczający tanecznym krokiem operowy gmach widzowie próbują nucić pod nosem melodie poszczególnych kupletów? Zaprawdę doskonały to sposób na pożegnanie mijającego i przywitanie Nowego Roku.
Leszek Bernat