Co do tego upewniłem się przeczytawszy obszerną recenzję Benjamina Paschalskiego zatytułowaną Drzewieckiemu w dniu urodzin – „Conrad” – Balet Teatru Wielkiego w Poznaniu. Wprawdzie nie podobała mu się rzeźba twórcy Polskiego Teatru Tańca ustawiona i odsłonięta na wewnętrznym dziedzińcu siedziby PTT, której autorem jest Tomasz Matuszewicz z Wydziału Architektury Politechniki Poznańskiej.
Ale Paschalski nie jest z Poznania i dlatego wybrzydza zwłaszcza, że prawdopodobnie nigdy nie widział żywego Drzewieckiego. Również nie podobała mu się wystawa zatytuowana „My z niego wszyscy”. Za dużo w niej „megalomańskich wywodów”… „Większa część ukazuje niesamowite sukcesy okresu Iwony Pasińskiej”, a za mało o Drzewieckim, jego czasach i ludziach, którzy przy nim wyrośli. W sumie – zdaniem Paschalskiego – otrzymaliśmy „erzac, coś wybrakowanego, niedopracowanego”, co uratowałby ewentualnie Stefan Drajewski (napisał książkę) oraz Jagoda Ignaczak, ale widocznie Wycichowska jej nie pozwoliła.
Krytyczne oceny Benjamina Paschalskiego zastąpił entuzjazm, którym krytyk hojnie podzielił się z czytelnikami, po obejrzeniu urodzinowego spektaklu w Gmachu pod Pegazem. „Oczarowanie – to najbardziej adekwatne słowo, które odpowiada temu, co zaprezentowano na poznańskiej scenie operowo-baletowej” – pisze zachwycony.
Zdecydowano odtworzyć cztery krótkie balety z różnych okresów twórczości Conrada, co uczynili emerytowani tancerze, którzy przed łaty tańczyli prapremiery tych dzieł. Na końcowych próbach skonsultowali rzecz całą czołowi soliści epoki Conrada, wśród których był Emil Wesołowski, Anna Staszak i Mariola Henrykowska.
Wieczór składa się z Odwiecznych pieśni Mieczysława Karłowicza (opracowanie Dominika Antkowiak), Etiudy b-moll Karola Szymanowskiego (Agnieszka Wolna-Bartosik), Adagio na smyczki i organy Tomaso Albinoniego (Dominika Antkowiak i Arkadiusz Gumny), oraz Krzesanego Wojciecha Kilara (Gumny, Antkowiak).
Wszystko wypadło świetnie, artyści mogący być dziś prawnukami Conrada zatańczyli wspaniale, a publiczność oszalała z zachwytu i urządziła zespołowi niemilknącą owację. Poziom artystyczny tego wykonania wzrósł jeszcze znacznie dzięki grze orkiestry pod dyr. Marty Kluczyńskiej.
W okolicach 100. rocznicy urodzin do swych repertuarów balety Conrada włączył Polski Balet Narodowy (Przypowieść sarmacka), Opera Śląska (Adagio na smyczki i organy), Telewizja Polska (Łanie i Krzesany) oraz godzinny program, w którym Conrad opowiada o sobie, tym razem nie konfabulując (chyba że o znajomości z Marią Callas!).
Jego wychowankowie (prawie wszyscy żyją) i ich baletowe potomstwo w dniu rocznicy urodzin wybrali się na Cmentarz Junikowski, aby złożyć kwiaty i zapalić znicze przy urnie z prochami, wciśniętej w tłumne kolumbarium zwykłych nieboszczyków. Podobno tak chciał Conrad, ale gdyśmy wrócili do dawnej przyjaźni wyperswadowałem mu, że w interesie rodzinnego miasta i jego społeczeństwa jest, aby grób tak wielkiego artysty ozdabiał aleje zasłużonych na Junikowie, lub zbocze nekropolii niedaleko kościoła św. Wojciecha.
O ile duchowieństwo zgadza się w tej sprawie z pobożnymi artystami baletu, o tyle władza świecka odsyła ich delegację „od Annasza do Kajfasza”, co odbieramy jako niechęć nietańczących urzędników do twórcy baletowego, który swą sztukę wzniósł na takie wyżyny jak choćby Feliks Nowowiejski pieśni i symfonikę, Antonina Kawecka operę, Stefan Stuligrosz chóralistykę, a organizatorzy Konkursów Wieniawskiego – sztukę skrzypcową na światowym poziomie.
Co do tego wypowiadali się zgodnie zgromadzeni w Poznaniu z okazji stulecia urodzin swego Mistrza tancerki i tancerze wszystkich pokoleń. Najpierw zjedli wspólny obiad, potem w Operze obejrzeli z zachwytem repertuar, który kiedyś tańczyli. Wreszcie zgromadzeni w grupach wiekowych do późnej nocy wspominali dawne czasy, swą młodość i sukcesy sceniczne pod nadzorem artystycznym i niezapomnianą sztuką Conrada Drzewieckiego.
Sławomir Pietras