Bardzo obfita i różnorodna międzynarodowa wystawa współczesnych prac rzeźbiarskich nosi tytuł Rzeźba po stabilności, co w najprostszym rozumieniu oznacza obiekty, które „jeszcze” stoją i się nie przewracają.

Ciekawe, że prawie nie ma tutaj prac nawiązujących do klasyki: rzeźb z kamienia, brązu, gliny (jeśli nie liczyć monumentalnej, uszkodzonej pracy Aliny Szapocznikow z patynowanego brązu pt. Przyjaźń, która jest zabytkiem, jak Pałac Kultury i Nauki), jest za to mnóstwo innych materiałów, które pozwalają utrzymać stabilność w sensie dosłownym, a w sensie metaforycznym – sugerują nadążanie za zmieniającą się rzeczywistością, której daleko do stabilności, a więc jest to post-stabilność. „Trwałość i stabilność przestają być oczywiste” – czytamy w drukowanej ulotce. Współczesna rzeźba żywo reaguje na zmieniającą się rzeczywistość, a najnowsza wystawa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej bada ten proces.
Ponad pięćdziesiąt prac artystek i artystów z całego świata zajmuje przestrzenie Muzeum – od podcieni po galerie drugiego piętra. Wiele z nich powstało specjalnie na tę okazję. Jest tutaj nawet niewielki aneks muzyczny, czy powiedzmy – akustyczny. Pierwszym była instalacja, (która artystka nazwała rzeźbą) Dominiki Olszowy Słoje miodu w fundamentach łóżka.
Praca bezpośrednio odwołuje się do wierzeń, folkloru oraz rytuałów związanych z łotewską boginią śmierci – Veļu Māte (Matką Umarłych), o której śpiewa się pieśni na Łotwie. Melodii niestety nie zaprezentowano na wystawie, zaś w zasadzie wkład rzeźbiarki ograniczył się do uformowania na łóżku kulistych form pokrytych firanką. Zainteresowanie budził natomiast żółty płyn w słoikach – miał konsystencję miodu? Inną pracą z efektami dźwiękowymi – (tylko dla osób z bardzo wyczulonym zmysłem słuchu, co podkreślali oprowadzający po wystawie jej kuratorzy Jagna Lewandowska i Szymon Maliborski) – była praca Mauela Burgenera bez tytułu, która w rogu największej sali Muzeum wypełniała na fioletowo krawędź pionową i część poziomej.

Ważnym narzędziem pracy dla tego artysty była z zewnątrz niewidoczna maszyna próżniowa, która tworząc podciśnienie utrzymuje ustawione w rogu sali tafle i przewody. Zapewnia zatem jaką-taką stabilność, a przy tym, gdy się stanie blisko daje się słyszeć delikatny szum zasysanego powietrza. Widać też zamontowane rureczki. Szwajcarski rzeźbiarz musiał mieć przynajmniej podstawowe kwalifikacje techniczne. Elementy muzyczne są wyraźnie słyszalne w pracy audio-wideo estońskiego artysty Kaarela Kurismy, który na nadmorskiej plaży zanurzając w falach blaszany obiekt wywołuje skąd inąd znane z autopsji efekty szumowe i bulgotania. Zwrócę jednak uwagę na cztery inne prace rzeźbiarskie, które choć bez muzycznych konotacji, robią spore wrażenie, zarówno z powodu koncepcji artystycznej danego twórcy i jego praktycznego wkładu fizycznego, a także niebanalnej narracji jaką niosą ze sobą. Mamy więc na korytarzu II piętra Muzeum przedziwną, upiorną pielgrzymkę jeźdźców z odpadającymi płatami skóry, którzy dosiedli całkiem nieoczywistych „wierzchowców”, choć jest tu także koń.
To dzieło – może chodzi tu o nawiązanie do Arki Noego – autorstwa estońskiej artystki Edith Karlson, która reprezentowała swój kraj na Biennale w Wenecji. Czyżby Estonia i inne kraje bałtyckie wiodły prym we współczesnej sztuce? Symptomatyczne jest rozłożone na podłodzie wielkiej sali MSN dzieło pt. Żółty Węgiel Izy Tarasewicz z Białegostoku, dla której głównym punktem wyjścia dla instalacji było przedwojenne, surrealistyczno-fantastyczne opowiadanie Żółty węgiel autorstwa Zygmunta Krzyżanowskiego – polsko-ukraińskiego pisarza.
W tym utworze naukowiec odkrywa technologię pozwalającą przetwarzać ludzką złość, agresję, zawiść i cierpienie w niewyczerpalne źródło energii. Dziś mamy tego paliwa pod dostatkiem, nie tylko na wystawie. Są jeszcze dwie sporych rozmiarów prace prezentujące pewne urządzenia techniczne: dwie części ogromnego wiertła do tworzenia tunelu (po polsku Tunelownica) – to rzeźba Hiszpanki Teresy Solar Abboud oraz Wielka, spiralna klatka schodowa Brytyjczyka Jacka O’Briena, element architektoniczny zawieszony poziomo i owinięty przezroczystą tkaniną.

Przed bezsensem broni artystę jedynie rozmiar tego obiektu, ale są na wystawie prace dużo mniejsze i całkiem absurdalne, jak będąca artystycznym nieporozumieniem praca innego gościa z Albionu Michaela Deana, która może służyć tylko do śmiechu, bo owinięta jest taśmą ze słowami Tender – Delikatnie, ale nie chodzi tu wcale o Love Me Tender Presleya.
Joanna Tumiłowicz