Przegląd nowości

W Poznaniu Wieniawski, w Toruniu Paganini

Opublikowano: środa, 21, październik 2026 20:50

W piątek 16 października 2026 roku, akurat w dniu, w którym na odbywającym się w Poznaniu konkursie skrzypcowym Wieniawskiego, zaplanowano jednodniową przerwę przed III etapem, w Toruniu można było usłyszeć Paganiniego. Trzeba stwierdzić, że w poznańskim konkursie, który obserwowałem uważnie na YT w I i II etapie, utworów mistrza skrzypiec z Genuy było nadzwyczaj mało. To właśnie zachęciło mnie do wyjazdu do Torunia, aby posłuchać II koncertu skrzypcowego h-moll Nicola Paganiniego, którego nigdy nie słyszałem na żywo.

 

Jordanki 1

 

Już w sali koncertowej na toruńskich Jordankach wyraźnie poczułem się psychicznie lepiej, kiedy redaktor Piotr Matwiejczuk z Programu II Polskiego Radia prowadzący konferansjerkę, publicznie wyznał, że także nigdy na żywo nie słyszał tego koncertu. Jako solistka wystąpiła Maria Machowska, koncertmistrzyni orkiestry Filharmonii Narodowej. Wiemy, że dwadzieścia lat temu brała udział w XIII konkursie Wieniawskiego i zajęła piąte miejsce. Zwyciężyła wtedy Agata Szymczewska.

 

Jordanki 2

 

Toruńską Orkiestrą Symfoniczną dyrygował litewski maestro Dainius Pavilionis związany z toruńczykami od 2020 roku, jako zastępca dyrektora ds. artystycznych. Jak udał się koncert? Wypadł całkiem nieźle, jeśli odpuści się fałsze i nierówne wejścia dwóch rogów, słyszalne szczególnie na początku drugiej, wolnej części. Solistka znakomicie radziła sobie z najróżniejszymi problemami technicznymi, jakimi naszpikowany jest ten utwór: szybkimi przebiegami dwudźwięków, pizzicatami prawej i lewej ręki, flażoletami, itp. itd.


Zauważyłem wszakże, że tempo nie było zbyt szybkie, a wyraźne przyspieszenie nastąpiło dopiero w końcówce. Tak jak wszyscy melomani, czekałem na III część, z którą kojarzy się ten koncert, czyli na La Campanella – dzwoneczek, odzywając się w partii skrzypiec grany flażoletami oraz przez dodatkowy instrument w orkiestrze.

 

Jordanki 3

 

Wyszło przepięknie. Solistka dość długo opierała się oklaskom publiczności, by w końcu zaproponować na bis utwór przypominający mi bluesa, który jednak, jak to opisano na FB Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej, okazał się rozrywkowym utworem funkowym o pulsującym rytmie, zatytułowany Funk the String. Po przerwie usłyszeliśmy Symfonię fantastyczną z podtytułem Epizod z życia artysty Hectora Berlioza, utwór prawdziwie przełomowy w rozwoju muzyki symfonicznej z uwagi na wyszukaną instrumentację oraz niezwykły komentarz słowny przygotowany przez samego kompozytora słynącego również z błyskotliwego pióra.

 

Jordanki 4

 

Toruńczycy dobrze poradzili sobie z tym dziełem. Mnie szczególnie spodobały się części 2, 4 i 5, czyli Bal z przepięknym walcem, Marsz na stracenie i zamykający symfonię Sabat czarownic. Oczywiście, po wykonaniu dzieła była owacja na stojąco. Tak sobie myślę, że cała ta fantastyczna opowieść Berlioza o treści utworu ma się nijak do słyszanej muzyki, bo po prostu nie da się wprost przełożyć muzyki na słowa i nie są one konieczne do odbioru utworu. Myślę także, iż Symfonia fantastyczna wypadłby jeszcze lepiej w innej sali, bo akustyka sali na Jordankach jest, moim zdaniem, nie najlepsza, taka „bunkrowa”, albowiem dla mnie ten budynek ma coś z bunkra albo z pieczary, takiej muzycznej pieczary. 

                                                                            Wacław Bielecki