Przegląd nowości

Sen reżysera w pięknych dekoracjach

Opublikowano: poniedziałek, 19, październik 2026 20:41

Premiera Fausta Charlesa Gounoda w Operze Krakowskiej odpowiada na zapotrzebowanie widowni, która niezbyt długo wytrzymuje popisy muzyczne. Reżyser Michał Znaniecki ma sposoby na przykuwanie uwagi środkami wizualnymi, zaprasza akrobatkę, ucina nogę zakochanemu poecie, wprowadza w trans żołnierzy i siostry zakonne, każe kopnąć żebraczkę pod kościołem, nawet stosuje trick ze spadającą czapką oficera.

 

Faust,Kraków,2026 1

 

Dzięki tym zabiegom śpiewacy są częściowo zwolnieni z wykonywania bardziej skomplikowanych ruchów, bo robią to statyści, chórzyści i tancerze. Reżyser podzielił głównego bohatera na dwie połowy znajdując dwa bliźniaczo podobne tenory z dużą łysiną. Jeden ma grać Fausta młodego z jasną czupryną, drugi starego. Stary wokalnie jest lepszy od młodego, bo z latami nabrał doświadczenia, młody z czasem traci włosy i wszystko wraca do normy. Znów jesteśmy w teatrze na próbie z Goethego.


Orkiestra jeszcze nie gra, ale jest już, jak podczas prologu (niepotrzebna). W tej premierze trzeba wyróżnić poszczególne warstwy, przede wszystkim rewelacyjną upiornie-klasyczną choreografię sceny baletowej Noc Walpurgii wykonaną we wręcz obłędnie natchnionym stylu przez Jacka Tyskiego. Bardzo ciekawa i wielofunkcyjna jest scenografia samego Michała Znanieckiego przedstawiająca półkolistą, jakby zabytkową widownię teatru, albo cyrkowej areny do walki byków czy też gladiatorów.

 

Faust,Kraków,2026 2

 

Z zewnątrz natomiast widok owego teatru jest ujęty w owalną ramę do starego pamiątkowego zdjęcia, która czasem pozwala solistom wychodzić „do realu”, a Mefisto – Rafał Siwek, jeden z najlepszych śpiewaków w tej operze, nawet sobie zgrabnie wyskakuje ze świata snu, albo legendy, albo literackiej fikcji.

 

Faust,Kraków,2026 3

 

Wśród plusów nie może zabraknąć pochwały dla Małgorzaty Słoniowskiej za piękne, funkcjonalne kostiumy, zarówno legendarne i piekielne, jak też wizytowe suknie i mundury z epoki. Bo współczesne są brane po prostu z magazynu. Od razu widać, że cała historia Fausta, która się przyśniła reżyserowi, ale i librecistom (Jules Barbier i Michel Carrė), jest maczystowska. Kobieta, za którą facet szalał, po upojnej nocy traci swą erotyczną moc. Za zabicie dziecka trafia do więzienia, zaś opinia publiczna ma tylko słowa potępienia, ale nie dla mężczyzny. I jeszcze jeden drobny szczegół. Małgorzata zostaje przekupiona szkatułką z licznymi złotymi precjozami dużej wartości. 


Można by zadać pytanie, co się stało, że właścicielka biżuterii musi prosić o datki pod kościołem? A teraz o samej operze. Pięknie gra orkiestra pod batutą bułgarsko-niemieckiego kapelmistrza Svetoslava Borisova. Znakomicie tańczy balet Opery Krakowskiej, choć zadania są dziko-trudne, bo do klasycznych pas trzeba dodawać konwulsje, więc ktoś się w trakcie „wygrzmocił”. Perfekcyjna jest akrobatka Klaudia Bawer. Chór męski niekiedy tradycyjnie „porykuje”.

 

Faust,Kraków,2026 4

 

Jakby na przekór muzyce reżyser pokazał „antywojenny” marsz niedobitków wracających do ojczyzny, i było to mocne i ważne. Wszyscy żołnierze wracają „pokiereszowani” i z obandażowanymi głowami. Iwona Socha jako Małgorzata ma wszystkie zalety dobrego sopranu, choć lekkie i piękne śpiewanie czasami nie obejmuje wysokich tonów, z którymi niekiedy się siłuje.

 

Faust,Kraków,2026 5

 

Faustów dwóch prezentują Tomasz Kuk (stary) i Adam Sobierajski (młody, ale też pod koniec stary), Siebel, poeta (partia „spodenkowa”) świetnie imituje uciętą nogę, choć należy do grupy najpiękniejszych operowych solistek i nazywa się Monika Korybalska, Walenty – Grzegorz Rubacha „miota się” pomiędzy komizmem i tragizmem. Wagner grający też rolę dyrektora teatru jest sztuczny w obu wcieleniach, wreszcie Magdalena Barylak, jako Marta, której powierzono w prologu rolę „nabzdyczonej” aktorki, jest przekonująca w każdym calu. Przedstawienie dowodzi, że opera wiąże się z ogromnym zbiorowym wysiłkiem, ale potrafi porządnie nadszarpnąć wiarę w człowieka, któremu bliżej do piekła, niż nieba.

                                                                    Joanna Tumiłowicz