Przegląd nowości

Wokół konkursu Henryka Wieniawskiego

Opublikowano: poniedziałek, 26, październik 2026 06:33

Obecnie przebiegający 17 Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego, różni się znacznie od poprzednich. Już inauguracja była zaskakującą atrakcją. Orkiestra Filharmonii Poznańskiej pod dyrekcją Łukasza Borowicza zagrała świetnie, chociaż Uwertura Szałowskiego i III Symfonia Grażyny Bacewicz to wybitne nudziarstwo, ale repertuar polski, więc trzeba popierać. Natomiast Koncert wiolonczelowy a-moll Camille Saint-Saënsa to rewelacyjna interpretacja południowo-koreańskiej wiolonczelistki Tue-Yeom Kim, której nazwisko trochę trudne dla polskiej publiczności, ale gra zachwycająca, wznosząca poprzeczkę wykonania znacznie wysoko, zwłaszcza dla uczestników Konkursu, który swe instrumenty smyczkowe grając trzymają znacznie wyżej, niż urodziwa i pełna uroku wiolonczelistka.

 

Przy okazji pragnę zwrócić uwagę, że taka uroczystość jak Inauguracja Konkursu nie potrzebuje zapowiedzi i omawiania programu koncertu. Dostojna i kompetentna publiczność poznańska wyedukowana na Pro Sinfonice Alojzego Andrzeja Łuczaka, nie potrzebuje dodatkowych prelekcji, a wszelkie informacje ma do dyspozycji w drukowanych programach. Dama próbująca to czynić z estrady bardziej dbała o urodę i dekolt karnawałowej kreacji niż wiedzę, którą mogłaby posiąść, gdyby należała do Pro Sinfoniki.  Zauważono również brak obecności prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, który – jeśli chory – powinien być przyniesiony na noszach, aby osobiście przemówić na otwarciu wydarzenia, przynoszącego tak wielki prestiż Poznaniowi. Uczyniła to (o własnych siłach) jego zastępczyni, ale to nie to samo.

 

Bogata historia tego Konkursu obfituje w szereg zmian regulaminowych, organizacyjnych, personalnych i repertuarowych, ale niezmiennie promuje polską i światową wiolinistykę, pamięć o Patronie i jego twórczości oraz kariery co najmniej kilku pokoleń utalentowanych skrzypków, którzy przewinęli się przez Konkurs, począwszy od jego pierwszej edycji w roku 1935.

 

Wielu wybitnych laureatów po latach wraca do Poznania w charakterze jurorów. W tegorocznej edycji są to Bartłomiej Nizioł (przewodniczący) i Agata Szymczewska, a z zagranicznych autorytetów aż osiem nazwisk tak skomplikowanych, że boję się, że złamie mi się pióro.

 

Przy okazji chciałbym postulować, aby w tym gronie było więcej polskich autorytetów skrzypcowych, których na szczęście nasza Ojczyzna posiada pod dostatkiem.


Z nostalgią i sentymentem wspominam grono poznańskich organizatorów Konkursów skupionych wokół Towarzystwa Wieniawskiego, mającego siedzibę na Starym Mieście między Farą a Szkołą Baletową. Tam urzędowali kolejno Edmund Grabkowski, Zdzisław Dworzecki, Michał Merczyński, Alina Kurczewska, a wśród nich szczególnie wybitny Andrzej Wituski, który nieraz publicznie deklarował, że w jego długim i bogatym życiu zawodowym zawsze najważniejsza była prezydentura miasta i Konkurs Wieniawskiego.

 

Mój gabinet w Polskim Teatrze Tańca przy ul. Koziej znajdował się zaledwie kilkadziesiąt metrów od siedziby Towarzystwa Wieniawskiego, stąd te sentymenty, przyjaźnie, wspomnienia i głębokie przeświadczenie, że poznański Konkurs Skrzypcowy wydał nie tylko wybitnych wirtuozów, ale również wspaniałe grono organizatorów i działaczy muzycznych.

 

Kiedy piszę ten felieton jesteśmy już po drugim etapie. Poziom gry skrzypcowej poszczególnych kandydatów jest tak wysoki, że już teraz można współczuć jurorom, których werdykt zapewne nie zadowoli wszystkich i wywoła spory, a być może – nie daj Boże nawet – gorszące awantury, aby tego uniknąć już teraz przestaję się interesować każdym uczestnikiem III i IV etapu (świetnie pomyślana kameralistyka pod batutą Anny Duczmal-Mróz i koncert z orkiestrą pod dyrekcją Łukasza Borowicza). Zdając sobie sprawę z ryzyka takiej decyzji, postanowiłem wybrać sobie tylko jednego kandydata i towarzyszyć mu aż do zwycięstwa niezależnie od werdyktu jury, czy ewentualnych  opinii mediów.

 

Jest nim jeden z trzech polskich kandydatów (pięcioro już odpadło), który siłą swego talentu, perfekcyjnego przygotowania, inteligencji i osobowości dotrze do finału, zwycięży i zdejmie ze mnie ryzyko tak karkołomnego przewidywania.

 

Nazywa się Wojciech Niedziółka, ma zaledwie 23 lata, spory dorobek repertuarowy, wiele koncertów solowych i kameralnych, również z orkiestrami symfonicznymi. Szczególne sukcesy osiąga pod dyr. Pawła Przytockiego, bo ten dyrygent zna się na rzeczy i sam kiedyś był młodym talentem.

 

Wszystko to piszę dlatego, abyście Państwo spróbowali towarzyszyć mi w śledzeniu najbliższych losów tego niezwykłego artysty i trzymali kciuki za jego sukces konkursowy!

                                                                   Sławomir Pietras