Przegląd nowości

Koncert inauguracyjny Filharmonii Szczecińskiej

Opublikowano: wtorek, 13, październik 2026 22:02

W swoich wędrówkach w poszukiwaniu żywej muzyki klasycznej trafiłem do Szczecina. Bywam tutaj rzadko z uwagi na dzielącą mnie odległość do tego miasta wynoszącą prawie pół tysiąca kilometrów. Ostatni raz, co pamiętam bardzo dokładnie, byłem tutaj 8 marca 2020 roku w Operze na Zamku na spektaklu Romeo i Julia Gounoda i na koncercie w Filharmonii. Dlaczego tak dokładnie zapamiętałem tę datę? Albowiem po niej nastąpiła pandemia koronawirusa i związane z nią zamknięcie teatrów, oper i sal koncertowych dla publiczności. Muzycy musieli grać do pustych krzeseł i to w maseczkach.

Filharmonia Szczecinska 1

Nowy sezon filharmonicy szczecińscy zaczęli w piątek 2 października 2026 roku od klasyki pod hasłami: wolności, miłości i niepodległości. Tak bowiem można odczytać zaproponowany przez nich program koncertu inauguracyjnego. Na początek usłyszeliśmy uwerturę Egmont Beethovena napisaną do sztuki Goethego pod tym samym tytułem, opiewającej hrabiego Lamoraala von Egmonta (1522-1568) flamandzkiego polityka i generała, bohatera walk o wyzwolenie Niderlandów. Został on podstępnie uwięziony i publicznie ścięty przez Hiszpanów na rynku w Brukseli. Uwertura Beethovena została wykonana po raz pierwszy w 1810 roku.

Filharmonia Szczecinska 2

Podczas wykonania w Szczecinie dyrygent prowadził ją z pamięci, bez partytury, eksponując charakterystyczne dla Beethovena gwałtowne zmiany dynamiczne. Koncert fortepianowy f-moll Chopina określany jest jako apoteoza romantycznej miłości. W znanym liście do Tytusa Woyciechowskiego dziewiętnastoletni Fryderyk pisze: Bo ja już - może na szczęście - mam mój ideał, któremu wiernie, nie mówiąc z nim, już pół roku służę, który mi się śni, na którego pamiątkę stanęło adagio do mojego Koncertu”. 


Tym ideałem była koleżanka z konserwatorium – Konstancja Gładkowska, śpiewaczka. Z odbiorem koncertów Chopina mam problem, bo słyszałem je kilkadziesiąt razy na  żywo i znacznie więcej razy z różnych nagrań. Przy takim osłuchaniu coraz trudniej jest o szczególne skupienie się na muzyce i na jakieś świeże emocje. Jednak ciągle jeszcze mam dreszcze na plecach, gdy słyszę Larghetto z tremolem smyczków, zaś w części finałowej czekam na słynne solo rogu. W Szczecinie zauważyłem, że waltornista był po jego wykonaniu bardzo zadowolony i uśmiechnął się całą buzią do kolegów. Można przecież, co się zdarza, tę solówkę skiksować.

Filharmonia Szczecinska 3

A jak koncert zagrał David Khrikuli? Nie było to w moim odczuciu wykonanie nadzwyczaj rewelacyjne, ale bardzo porządne i stylowe. Muzyk był skupiony na muzyce i nie czynił zbędnych aktorskich gestów. Technicznie wykonanie było perfekcyjne. Pianista nie forsował dźwięku, grał na ogół delikatnie. Na bis zdecydował się na spokojny, a więc nie rozgrzewający publiczności utwór, tylko taki na wyciszenie emocji: zagrał Intermezzo e-moll op. 119 nr 2 Johannesa Brahmsa. Publiczność przyjęła wykonanie koncertu i bisu owacją na stojąco.

Filharmonia Szczecinska 4

Po przerwie zabrzmiała II Symfonia D-dur op. 43 Jeana Sibeliusa, określana wbrew stanowisku kompozytora - zwolennika muzyki absolutnej, jako Symfonia Niepodległości. Nie wszyscy wiedzą, że historia Finlandii jest podobna do naszej, polskiej. Chodzi o uzależnienie od Rosji. W 1809 roku powstało Wielkie Księstwo Finlandii, w którym wielkim księciem był kolejny car. Pod koniec XIX wieku prawo fińskie zostało całkowicie podporządkowane decyzjom z Petersburga. 


Gubernatorem Finlandii był wtedy generał Nikołaj Bobrikow, który w bezwzględny sposób rusyfikował Finlandię przez niszczenie rodzimych instytucji, narzucenie języka rosyjskiego, cenzurę prasową, likwidację armii fińskiej. Skończyło się to dla niego tragicznie, gdyż w 1904 roku zginął z rąk zamachowca, Eugena Schaumana, który zastrzelił go pistoletem na schodach siedziby Senatu. Zamachowiec po zabiciu gubernatora natychmiast popełnił samobójstwo i od razu stał się fińskim bohaterem.

Filharmonia Szczecinska 5

Oni sami zaczęli bardziej zdecydowanie walczyć z rosyjskim jarzmem i to tak skutecznie, że w 1917 roku odzyskali niepodległość. W takim kontekście historycznym i politycznym była odbierana II Symfonia Sibeliusa skomponowana w 1902 roku. Dla wielu Finów stała się jakby muzycznym opisem ówczesnego losu państwa, któremu odebrano niepodległość. Kończy się jednak optymistyczną przepowiednią zwycięstwa. Usłyszeć to można w czwartej części dzieła Finale: Allegro moderato z tryumfalnymi dźwiękami  instrumentów dętych blaszanych.

Filharmonia Szczecinska 6

Mnie jednak najbardziej zauroczyła część druga Tempo andante, ma rubato, zaczynająca się od pizzicata kontrabasów i wiolonczel. Wykonanie II Symfonii Sibeliusa bardzo spodobało się publiczności, która nagrodziła muzyków owacją na stojąco. Koncertem dyrygował maestro Przemysław Neumann, który tego wieczora zaczął swój trzeci sezon w Szczecinie po przybyciu z Filharmonii Opolskiej. Wiosną tego roku widziałem go w Filharmonii na Ołowiance w Gdańsku, gdzie dyrygował m.in. Szeherezadą Mikołaja Rimskiego-Korsakowa. 


Wtedy wydał po mi się bardzo opanowany i oszczędny w gestykulacji. Dzisiaj zaprezentował się zupełnie inaczej, jako bardzo energiczna i ekspresyjna osoba. Widać, że partytury ma opanowane w każdym szczególe. Egmontem dyrygował z pamięci, świetnie wyczuwał intencje pianisty i precyzyjnie prowadził orkiestrę w potężnej symfonii. Jest on też propagatorem muzyki i nie stroni od kontaktów z melomanami.

Filharmonia Szczecinska 7

Przed koncertem pojawił się na scenie, aby nie tylko powitać publiczność, ale pokrótce omówić najważniejsze koncerty zaplanowane w tym sezonie (wydana w tym celu książka programowa liczy 250 stron). Można było zauważyć, że „słoneczna” sala koncertowa filharmonii, zwana powszechnie „złotą”, nie jest w stanie pomieścić wszystkich melomanów i dlatego piątkowe koncerty są powtarzane w soboty.

Filharmonia Szczecinska 8

Podobnie jest w Filharmonii Narodowej czy Filharmonii Krakowskiej. Na zakończenie dodam, że Filharmonia Szczecińska im. Mieczysława Karłowicza to swoista świątynia sztuki. Nie mówię tutaj tylko o samej architekturze budynku przyrównywanego z zewnątrz do „góry lodowej” oraz niezwykle efektownego i funkcjonalnego foyer. Oprócz muzyki granej w sali koncertowej, w obszernych salach wystawowych na IV piętrze, nieustannie są prezentowane dzieła malarskie i fotograficzne. Obecnie można tam obejrzeć abstrakcyjne obrazy Łukasza Patelczyka oraz biało-czarne fotografie przedstawiające dymy nad Bieszczadami, powstałe z wypalanego tam węgla drzewnego, autorstwa trzech fotografików z rodziny Seidlerów-Kumorów.

Wacław Bielecki