Inaugurację nowego, 82 sezonu Filharmonii Krakowskiej uznać można za zapowiedź jej zamierzeń programowych. Z jednej strony będzie to kontynuacja prezentacji wielkich form wokalno-instrumentalnych wykorzystujących fakt posiadania jednego z najlepszych zespołów chóralnych w Polsce, a jak przystało na instytucję pod patronatem Karola Szymanowskiego sięgnięto tym razem do kompozycji oratoryjnych tego twórcy. Los sprawił zarazem, iż w pierwszym utworze – Litanii do Marii Panny op. 59 – nagłe zastępstwo za niedysponowaną solistkę przypadło właśnie śpiewaczce z tej formacji Lidii Sosnowskiej.

O ile w pierwszym ustępie spięcie do pewnego stopnia udzieliło się pozostałym wykonawcom, to drugie Jak krzak skarlały zabrzmiało już bardziej satysfakcjonująco. Coraz częściej pojawiająca się Litania wraz ze Stabat Mater op. 53 tworzy oryginalny Dyptyk sakralny w dorobku Szymanowskiego, złożony z poetyckiej parafrazy Jerzego Lieberta popularnej modlitwy maryjnej oraz łacińskiej sekwencji w polskim przekładzie Józefa Jankowskiego.

Nie należący więc do kanonu muzyki liturgicznej w ścisłym tego słowa znaczeniu. Michał Klauza skupił się na dramaturgii poszczególnych ogniw, nie układających się zatem w płynne kontinuum. Na właściwej dla każdego stronie wyrazowej, nie odwołując się przy tym do tradycji interpretacyjnej z przeszłości. Dla mnie najbardziej przejmująco zabrzmiał chór a cappella Spraw, niech płaczę z tobą razem oraz drugie arioso barytona Panno słodka, racz mozołem. Moją uwagę zwróciło też quasi-instrumentalne, a przy tym wolne od wszelkiej egzaltacji prowadzenie frazy przez Ewę Tracz, a także nienaganna dykcja artystki.
Częściej też chciałoby się słyszeć ciemny mezzosopran Urszuli Kryger, który korzystnie zestroił się z sopranem w ustępach wspólnie z nim śpiewanych. Z przewidzianego początkowo ansamblu solistów ostał się jedynie Łukasz Goliński, pamiętny Selim czyli tytułowy Turek we Włoszech przed laty w Operze Krakowskiej, o czym zapomniano w notce biograficznej w programie.

Przygotowaniem chóru do tych utworów żegnał się z nim Janusz Wierzgacz, z dużym sukcesem prowadzący go przez ostatni sezon. Z drugiej strony w filharmonicznym repertuarze nie zabraknie wielkiej symfoniki, na co wskazywała Dziewiąta Antonína Dvořáka w drugiej części inauguracyjnego wieczoru. Dobrym obyczajem Michał Klauza, od ubiegłego sezonu dyrektor artystyczny krakowskich filharmoników, poprowadził symfonię Z Nowego Świata z pamięci.

Dyrygent wyeksponował monumentalne rysy tego dzieła, zwłaszcza w jego skrajnych ogniwach. Wywierało wrażenie zdecydowanene unisono kwintetu we wprowadzeniu. Z kolei dzięki dobrze strojącej blasze (waltornie i puzony) w pełni doszedł do głosu elegijno-patetyczny charakter finału. W środkowych częściach kapelmistrz skupił się na przenikaniu pieśniowego liryzmu z licznymi solami drzewa i ekspresyjnymi zwolnieniami muzycznego toku z żywiołem tanecznym, dającym znać o sobie również w triach Scherza, odwołującego się do tego z innej Dziewiątej, a mianowicie tej Beethovena. Powinowactwa z tym ostatnim pojawiły się ponadto w allentonando poprzedzającym kodę.
Lesław Czapliński