By brać się samemu za poemat Juliana Tuwima Bal w Operze, trzeba mieć odwagę i kondycję. Wszystko to jednoczy w sobie Artur Barciś i potrafi z tego skorzystać w maksymalny sposób wypełniając salę Teatru Polonia do ostatniego miejsca.

Jest tylko on ucharakteryzowany nieco klaunowato, co jakoś pasuje do tego satyrycznego tekstu napisanego jeszcze przed II Wojną Światową w 1936 roku, zaś opublikowanego dopiero w 1953, ale nawiązującego do nastroju dzisiejszych politycznych emocji. Bo to i rozwiązłość, i chęć do cielesnych uciech w elitach, wulgarny potoczny język, i pełne pustosłowie oficjalnych wypowiedzi tzw. czynników, wreszcie przepaść dzieląca możnych tego świata od zwykłych ludzi pracy próbujących jakoś wiązać koniec z końcem.
Zabrać się za Bal w Operze właśnie teraz to dowód na doskonałą intuicję społeczno-kulturalną, bo wystarczy tylko zaakcentować aktualne wątki poematu i już trafiamy w dziesiątkę. Tak było kilka miesięcy temu w Warszawskiej Operze Kameralnej, gdzie powstał wielkoobsadowy spektakl muzyczny, wokalny, a nawet akrobatyczny z muzyką Leszka Możdżera w reżyserii Agnieszki Płoszajskiej, realizujący niemal w skali 1:1 ideę Balu w Operze. Teraz Artur Barciś rzuca się samotnie na tego potwora i także wychodzi zwycięsko.

Do pomocy ma dosyć skromną, choć symptomatyczną scenografię Wojciecha Stafaniaka: rusztowanie ze schodami i dwoma – trzema manekinami, kostium Zuzanny Markiewicz i oprawę muzyczną Jerzego Satanowskiego wykorzystującą głównie motywy i rytmy dochodzące z lokali przedwojennej Warszawy, ale jest też niezbędna we współczesnym teatrze wizualizacja na tyłach sceny wykonana przez Franciszka Barcisia. Tutaj nasz sceniczny Tuwim rozdaje kopniaki na prawo i na lewo, co może nawet niektórych zaboleć. Na piśmie teatr ostrzega, że będą „syntetycznie wygenerowane głosy postaci historycznych i innych osób publicznych”, ale nie podaje jakich. Może chodzi o tych, których poeta przyrównuje do małp? A są tu m.in. Führer, Putin, Trump, a nawet Andrzej Duda, ze swoim słynnym: „to nie ludzie, to po prostu ideologia”, co doskonale pasuje do obsesyjnie powtarzanego przez Tuwima słowa IDEOLO, IDEOLO... W pamięci mamy inny „syntetycznie wygenerowany” głos, tym razem prezesa Jarosława, gdy mówił w Sejmie „Nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne”, co dla autora tej niewinnej wstawki, kompozytora muzyki współczesnej, Pawła Szymańskiego, skończyło się nagłym wycofaniem utworu o tytule it's fine, isn't it?, bowiem w ostatniej chwili został on wycofany z programu koncertu w Filharmonii Narodowej. Wtedy przerażenie z powodu hipotetycznego gniewu prezesa skłoniło organizatorów do cenzuralnej zapobiegliwości, teraz jednak żadnej cenzury nie było, spektakl dociągnął do finału i wywołał gremialną stojącą owację. Bal w Operze, nawet bez opery robi bardzo duże wrażenie.
Joanna Tumiłowicz