Raz po raz mają miejsce inauguracje sezonów. Tych instytucjonalnych, jak i prywatnych salonów. Dziś przyszła kolej na ten muzyczny w mieszkaniu prof. Elżbiety Stefańskiej, wcześniej należącym do Jej Rodziców: Haliny Czerny i Ludwika Stefańskich. Jak przystało na dom klawesynistek, do których należy również Mariko Shioya, pierwsze niedzielne popołudnie należało do tego instrumentu.
Gospodyni domu oraz gość Władysław Kłosiewicz pokrótce przedstawili dzieje jego rewitalizacji poprzez produkcję unowocześnionych egzemplarzy przez firmę Pleyela, a następnie powrót do tych oryginalnych z epoki i odtwarzanych na ich podstawie kopii. Wspomniany artysta dał następnie recital utworów Louisa Couperina, kompozytora z czasów „złotego wieku“ klawesynu, a więc siedemnastego stulecia.
Złożyły się nań preludia, chaconny oraz suita zestawiona z jego poszczególnych tańców. W niemenzuralnych preludiach kompozytor stosuje zapis nutami pozbawionymi wartości, które nadaje im dopiero wykonawca, decydując tym samym o rytmie, będącym rezultatem improwizacji. Okazało się, że nie potrzeba „pancernego klawesynu“ jak nazywano instrument zaprojektowany przez Wandę Landowską, by z kompozycji Louisa Couperina wydobyć ukrytą w nich potęgę brzmienia.

Spod palców Władysława Kłosiewicza dobywało się ponadto bogactwo odcieni kolorystycznych, pod względem których klawesyn góruje nad swym zwycięskim na przeciąg ponad stulecia rywalem i następcą. W jego obronie stawał Voltaire, utrzymując, że fortepian to „instrument dla garkotłuków“. Dziś w muzyce jest miejsce dla obydwu, na co wskazywać będzie Schumannowskie popołudnie za miesiąc.
Lesław Czapliński