Nie podobała się Sir Davidowi Pounteyowi tradycyjna formuła maski operowej powstałej w XVII-wiecznej Anglii Henry Purcella i postanowił nadać jej nowe znaczenie. Patetyczne i liryczne fragmenty Masque of Might śpiewane, pomieszane z sekwencjami tanecznymi i pantomimicznymi, zostały odziane w nowe, bardzo aktualne sensy i wyszedł z tego barwny „protest song” zakończony „happy-endem”.
Najpierw rodzi się „Chorąży Wojny” o imieniu Diktat, niemalże w kołysce udekorowany rzędami orderów, a pod wielkim, paradnym panneau podpisany imieniem Carolus Rex (sam reżyser wspominał, że początkowo miał pomysł, aby muzykę Purcella wypełnić komicznymi scenkami z życia księcia Karola i Diany), a potem ów tyran zajadający hamburgera morduje bez żenady wszystkich przeciwników polityki niszczenia środowiska naturalnego. Wreszcie, gdy budzi się w łożu unurzanym w śmieciach traci władzę, której wizualną sekwencją jest zabawa miniaturową kulą ziemską, jak Charlie Chaplin w filmie Dyktator.
Nie ma powodu, by opowiadać o wszystkich epizodach tej ekologicznej przypowieści zmontowanej w stylu kolażu oprawionego muzyką, bo te wszystkie pomysły są bardzo przejrzyście wytłumaczone, czy to obrazem wideo, czy nawet wrzucanymi na tablicę słowami w stylu: – a teraz zobaczycie państwo, jak „X” spotka się z „Y”. Wykonawcy dwoją się i troją, tylko Brett Polegato, kanadyjsko-włoski baryton wykonuje aktorsko fenomenalnie jedną, karkołomną rolę Diktata. Inni muszą nieustannie, tak jak chór i grupa tancerzy, w błyskawicznym tempie zmieniać kostiumy, by przeistoczyć się w całkiem odmienną postać sceniczną.

W znakomitej międzynarodowej obsadzie polscy śpiewacy grają też ważne role, zwłaszcza świetna Dorota Szczepańska w nieco „socrealistycznej” partii Eleny, a wspierają ją koledzy – Mariusz Godlewski w mundurze jakby Rydza-Śmigłego, Krzysztof Lachman realizujący wyczerpującą partię tenorową, czy kontratenor Rafał Tomkiewicz, którego w muzyce barokowej nie powinno zabraknąć. Ogromną rolę przewodnika po fabule odgrywa autor projekcji wideo David Haneke współpracujący ze scenografką Leslie Travers i autorką niesamowicie licznych i bogatych kostiumów Marie-Jeanne Lecca.
Przedstawienie jest więc wizualnie atrakcyjne, a muzyka Purcella, dyrygowana przez Paula Goodwina szybko traci swój nobliwy, barokowy sznyt i staje się całkiem współczesną ścieżką dźwiękową do dramatycznych zagrożeń, jakie spotykają nasz ziemski klimat. Kwestia radykalniejszych zasad chroniących naturalne otoczenie, lasy, powietrze, glebę, zbiorniki wodne, staje się na scenie Warszawskiej Opery Kameralnej mocnym głosem artystów ostrzegających przed zbliżającą się zagładą.

Masque – typowo angielska forma widowiska muzyczno-teatralnego, będąca wyspiarską odpowiedzią na narodziny klasycznej włoskiej opery, została tutaj wykorzystana przez brytyjskiego twórcę do gorącego apelu i sprzeciwu wobec np. rabunkowej wycinki lasów, pożarów, zaśmiecania i degradacji środowiska. To jego i nasze wołanie o umiar, szacunek, wreszcie, o położenie kresu konfliktom zbrojnym. Może nawet ta wizja i artystyczno-katastroficzna prognoza, do której zaangażowano nawet biblijną powiastkę o Samuelu, Saulu i wróżce Endor, wydaje się rozwlekła i zagmatwana, ale jako całość Masque of Might, czyli Maska Mocy powinna przemówić do każdego. Czy jednak Warszawska Opera Kameralna powstrzyma zagorzałych przeciwników systemu handlu emisjami ETS i w ogóle ideę neutralności klimatycznej – to już pozostanie tylko w sferze marzeń.
Joanna Tumiłowicz