Przegląd nowości

Archipelag czy bigos?

Opublikowano: poniedziałek, 28, wrzesień 2026 21:24

Nie będę ukrywać, że warstwa muzyczna instalacji dźwiękowej, czy też spektaklu audiowizualnego pt. Archipelag Giedroyć, nie zyskała mojego uznania, a tym bardziej podziwu. Składanka rozmaitych dźwięków, wytwarzanych naturalnie na klasycznych instrumentach i ludzkimi głosami, niestety mocno nagłaśnianych, ze sporym pakietem  nagranych efektów pozamuzycznych szumowo-hałasowych, nie robiła żadnego wrażenia, poza oczekiwaniem końca.

 

Giedroyc 1

 

A przecież sam zamysł tego specjalnego wydarzenia przygotowanego kolektywnie jako Prologudo 69 Warszawskiej Jesieni, był sensowny i w danej sytuacji całkowicie uzasadniony. Po pierwsze data 17 września zarezerwowana w celu przypomnienia „ciosu w plecy” w 1939 roku  ze strony wschodniego sąsiada, w połączeniu  z uchwalonym przez Senat Rokiem Jerzego Giedroycia, którego polityczne znaczenie daleko przerosło skromne założenia kulturalno-mentalnościowe kwartalnika wydawanego po polsku we Francji, były wystarczającym powodem organizacji wydarzenia. Wyszło na to, że wizjoner i geopolityczny fantasta działający na emigracji wprowadził do naszej tożsamości pewne idee i wektory bez których może dziś bylibyśmy zupełnie innymi Polakami.


Rola paryskiej Kultury w kształtowaniu dziejów naszego kraju, czy się to komuś podoba, czy nie, jest niepodważalnym faktem, choć drzewiej, mam na myśli czas wczesnego PRL, wielokrotnie więcej ludzi zajmowało się monitorowaniem, podgryzaniem i dezawuowaniem Instytutu Literackiego i jego szefa, niż  pracowało w Paryżu  dla niego i wspierało redaktora Jerzego.

 

Giedroyc 2

 

I w końcu „wyszło na JEGO”, skoro nawet Aleksander Kwaśniewski - prezydent wywodzący się z tradycji komunistycznej (b. PZPR) - spotkał się w Maisons-Laffitte z twórcą należącym do niepodległościowej emigracji, zatem usankcjonował dorobek redaktora. Aby jednak skończyć z krytyką akustycznej sieczki towarzyszącej wydarzeniu należ dodać, że wysiłek 21 osób biorących udział w wykonaniu oraz tworzących trwający 45 minut utwór, nie poszedł całkowicie na marne, bo strona treściowa,  zawarta w tekście pisanym na ekranie i w słowach wypowiadanych przez aktorów biorących udział w Archipelagu, stanowiła chwalebny przykład merytorycznego skomentowania fenomenu redakcji paryskiej Kultury, a właściwie naszej historii najnowszej od roku 1939 do przełomu ustrojowego. W niczym nie pomogły tu ewolucje kontrabasowe Tadeusza Wieleckiego w kapeluszu, ani popiskujących od czasu do czasu wokalistek, ani Wojciecha Błażejczyka czy Pawła Hendricha na gitarach elektrycznych, ani altówka, ani perkusja, ani trąbka ani..., choć wszyscy dokładali się do tego dźwiękowego bigosu, nad który kompozytorską pieczę sprawował Jerzy Kornowicz.


Oni jednak tylko pogłębiali akustyczny chaos. Natomiast konstrukcja treściowa, czyli scenariusz Beaty Bolesławskiej-Lewandowskiej był godny wyróżnienia za porządek merytoryczny i zgodność z faktami. Współgrała z nimi strona wizualna ukazująca bardzo przystojną, ale niemą Archiwistkę Maszę Wągrocką, oraz wiązankę przetworzonego materiału fotograficznego oraz filmowego. To wszystko razem wydawało się spójne i logiczne, połączone reżysersko przez Waldemara Raźniaka. Do tych historycznych wydarzeń każdy ma pewnie jakiś osobisty komentarz.

 

Giedroyc 3

 

Dla mnie data 17 września 1939 wiąże się nierozerwalnie z dramatycznym i bardzo znamiennym „znakiem” pozostawionym nam przez Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego), czym jak nikt inny wszedł do naszej bolesnej historii  (te wrześniowe dni odebrały nam jeszcze innego wybitnego pisarza Tadeusza Dołęgę-Mostowicza), czemu dałam wyraz tworząc poświęcony Witkacemu obiekt malarski. Mam też w pamięci studencką  podróż  w końcu lat 70. do Paryża z Chórem Akademickim Uniwersytetu Warszawskiego, gdy zobaczyłam w naszym autokarze wracającym już do Polski kilkaset tomów dostarczonych zbiorowo z Maisons-Laffitte i „przemyconych” przez granice. Nawet nie wiem, kto tym zawiadował. Takie refleksje przywołał wieczór w Arkadach Kubickiego zapowiadający festiwal Warszawska Jesień.

                                                                    Joanna Tumiłowicz