Już prawie jubileuszowa Warszawska Jesień (Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej), grana po raz 69 (owa liczba też jest dla wielu osób znakiem) zagarnia coraz szersze kręgi. Jak twierdzi jej dyrektor Jerzy Kornowicz, dociera do 15,5 mln ludzi na całym świecie. To jeszcze nie jest impreza globalna, bo wtedy przydałby się jej jakiś miliard, ale jak na w sumie dosyć wyjątkowy festiwal obejmujący tzw. muzykę nową, wynik jest zadowalający. Między 18 a 26 września zaserwuje odbiorcom aż 6 nurtów pod ogólnym hasłem ZNAKI. – „Pora na znak do jesiennego odjazdu” – napisał w programie dyrektor Kornowicz, choć może miał na myśli odlot.

W każdym razie, jak czytamy w grubej książce programowej „Znaki nadające specyfikę tej Jesieni mają postać motywów muzycznych, słów, fonemów, grafik, gestu, tańca i choreografii, filmu, światła i działań przestrzennych”. Aby było weselej w różnych miejscach i momentach całego Festiwalu pojawiać się będą niezapowiedziane 20-osobowe Patrole, wymyślone przez Lidię Zielińską i będą w ramach „interwencji obywatelskiej” operować różnymi kategoriami znaków.
Oczywiście na pierwszym miejscu jest nurt główny – w miarę tradycyjne koncerty w filharmonicznych wnętrzach, gdzie muzyka będzie lecieć z estrady, a publiczność będzie na widowni. Drugi nurt zwany Warszawską Jesienią Klubową przeznaczony jest dla nocnych marków, którzy przyjdą do gwarnego baru Pardon To Tu serwującego śniadania przez cały dzień, a prócz tego międzynarodowe dania i koktajle przy dźwiękach muzyki improwizowanej. Nurt trzeci to Mała Warszawska Jesień, zagarniająca tym razem ponad 500 dzieci, przeważnie chóralnie śpiewających, które poddadzą się reżimowi organizacyjnemu zakładającemu, iż dzieci w wieku 5-14 lat będą się artystycznie realizować biorąc przykład z dzieci i młodzieży w wieku 5-18 lat. Jeszcze zaplanowano nurt sześciu wydarzeń międzyfestiwalowych oraz nurt siedmiu wydarzeń towarzyszących. W głównym nurcie powinno być oryginalnie, bo już na inauguracyjnym koncercie w sali Filharmonii Narodowej publiczność ma być otoczona przez orkiestrę, raz rzeczywistą, raz nieobecną i celem tego zabiegu stanie się „rozciąganie szyi” – trzeba będzie się dobrze rozglądać wokoło – na ile szyja pozwoli – tłumaczą organizatorzy.

Mimo wszystko będzie tu jednak powiew koncertowej tradycji. Natomiast później podczas pięcioetapowego maratonu oprócz strawy duchowej zapewnia się posiłki regeneracyjne dla długodystansowców. Nie będzie to jedyny raz, gdy wykonawcy będą brali publiczność „na przetrzymanie”, bo z kolei w Muzeum Etnograficznym odbędą się aż dwie pięciogodzinne opery w formie performansu o Europie, gdzie ma się pojawić obok Napoleona także Beethoven, a nawet Marks. Organizatorzy dali temu podtytuł Katastroficzny Satyricon. Ponadto w Łazienkach Królewskich w Pałacu na Wodzie będzie można posłuchać gry wody. Jakby tego było mało kompozytor Sławomir Wojciechowski będzie próbował odczytać znaki innego kompozytora, Bogusława Schaeffera, który po prostu rysował muzykę i stawiał przed wykonawcami beznutową partyturę. Zwykła muzyka jednak nie wszystkim wystarcza i norweski twórca Trond Reinholtdsen uznał, że jego praca powinna obejmować wszystkie dziedziny sztuki. W tej kategorii pokonał nawet Wagnera z jego Gesamtkunstwerk, bo w Koncercie fortepianowym prócz tradycyjnego instrumentu ma uczestniczyć jeszcze aktor, orkiestra, live video, film dokumentalny o rewolucyjnej wspólnocie wyspiarskiej, filozoficzne projekcje tekstowe, balet widm, przemówienie kompozytora oraz żenujące cytaty z historii muzyki. Brakuje tylko bodźców zapachowych, ale to już pewnie zostanie wykorzystane za rok, na 70. Warszawskiej Jesieni. Na razie miłośnicy nowej muzyki, którzy nie dostaną biletów na zwykłe koncerty będą sobie mogli bezpłatnie poćwiczyć tworzenie muzyki podczas uruchamiania interaktywnej gry komputerowej. Stronę dźwiękową opracował Jarosław Siwiński, płynie to subtelnie, bez większych wstrząsów ani kulminacji dynamicznych, właściwie nie przerywając snu.
Joanna Tumiłowicz