Przegląd nowości

Portret pianisty w sepii

Opublikowano: środa, 16, wrzesień 2026 15:35

Recital Mikhaila Pletneva na festiwalu Chopin i jego Europa miał być kolejnym występem muzycznym bez patrona całej imprezy. Stało się inaczej, pianista zagrał jako drugi bis, trochę wymuszony, Nokturn nr 9 Fryderyka Chopina i potraktował ów uroczy, bardzo znany utwór, trochę jak muzyczny żart przeciągając jeden z ozdobnych trylów w końcówce. Nie miało to jednak nic ze świętokradztwa, raczej wynikało z chęci wzbudzenia sympatii publiczności. Rzecz bowiem w tym, że ów recital wywołał dosyć mieszane uczucia u tzw. wyrobionej publiczności. Może trochę dziwne wydawało się bardzo ostrożne poruszanie artysty po estradzie i przygotowane dla niego specjalne krzesło z oparciem. – „Ma problemy z kręgosłupem” – domniemywali domorośli medycy. Ale to nie wszystko – Pletnev grał przy mocno przyciemnionych światłach i grał jakby wyciszoną, przeintelektualizowaną wersję wybranej muzyki, pozbawioną większych emocjonalnych zrywów. Zaczął od repertuaru „szkolnego”, czterech Preludiów i Fudze zbioru Das Wohltemperierte Klavier. Prawie każdy, kto otarł się o szkołę muzyczną miał do czynienia z którymś z tych dzieł, więc chętnie wystawiał wykonawcy cenzurkę.

 

Pletniow 1

 

Nikt zapewnie nie grał tych miniatur tak dobrze i pewnie, ale z pewnością zachował w pamięci jakiś wzór poprawności. Pletnev nie realizował jednak typowej recepty na Preludia i Fugi, ale próbował wejść muzycznie w podskórną konstrukcję dzieła. Podobnie było z cyklem Roberta Schumanna Kreisleriana. Miniatury pisane dla Klary, późniejszej żony, ale dedykowane Chopinowi, to dosyć luźno powiązane obrazki nawiązujące do utworu literackiego E.T.A. Hoffmanna, tworzące na przemian nastrój nostalgii i radości, smutku i patosu. W interpretacji Mikhaila Pletneva był to ciąg jakby zawieszony w przytłumionej przestrzeni uczuć, niedopowiedzeń i wyciszonych sugestii. Jeśli akurat to wykonanie nie trafiło na słuchacza poszukującego głębszego sensu muzyki, mogło wywoływać uczucie znużenia, ba, nawet nudy. Tę samą intencję zachował pianista do wyboru miniatur Edwarda Griega ze zbioru Utwory liryczne. Kilka z nich zdobyło sobie sporą popularność, np. Motyl, inne urzekają prostotą i pozbawionym efektowności tanecznym rytmem. Pod względem wykorzystania techniki pianistycznej ustępują jednak cyklowi Roberta Schumanna, więc zastosowany przez Pletneva wygaszony i przyciszony sposób realizacji partytury wydawał się bardziej na miejscu. Warta zauważenia jest też zastosowana przez artystę kolejność prezentowanych utworów. Zaczął od geniusza wszechczasów, następnie wziął na warsztat jednego z wybitnych romantyków, a zakończył utworami „pierwszorzędnego kompozytora z drugiego szeregu”. Co mogło z tego wyniknąć? Odpowiedź przyniosły dwa bisy. Najpierw skłaniający do włożenia w grę większej ilości energii – Edwarda Griega fantazyjny utwór zawierający wątki folklorystyczne, a na zakończenie powrót „na szczyt” – czyli Chopin. To był już chyba „stary, dobry Pletnev”, znany z rewelacyjnych nagrań i niezliczonej liczby występów. Także w roli dyrygenta.

                                                                  Joanna Tumiłowicz