Przegląd nowości

Amsterdam w Warszawie

Opublikowano: czwartek, 03, wrzesień 2026 13:41

Bardzo ciekawy koncert holenderskiej orkiestry Concertgebouw z elementami skandynawskimi, bo po pierwsze dyrygował fiński kapelmistrz, Santtu-Matias Rouvali, gość szalenie zdolny i świetnie dysponowany, wyglądający w swej bujnej fryzurze jak młody Paderewski. Po drugie solistą w koncercie Beethovena był Vikingur Olafsson, pianista z Islandii, po trzecie na bis orkiestry poszedł idealnie i z wyczuciem zagrany Valse triste Sibeliusa.

 

Vikingur Olafsson 1

 

To powinno wikingom wystarczyć. Do doskonałych wykonań należy też zaliczyć Divertimento na smyczki Grażyny Bacewicz, kompozycję najbardziej nowoczesną w tym zestawie, zagraną ze smakiem i wyobraźnią. Zapewne ów utwór nie miał żadnego programu literackiego, więc nasuwają się rozmaite próby uchylenia rąbka wyobraźni. Przykładem – telewizyjne programy informacyjne. Allegro pełne awangardowych pisków i glissand, na które odpowiadały inne instrumenty, przywodziło na myśl dyskusje publicystyczne w TVN, zwłaszcza te „Po faktach” prowadzone przez Monikę Olejnik, gdzie temperament rozmówców nie daje się długo utrzymać w ryzach i zaczynają mówić równocześnie, nie słuchając już swych partnerów.


W drugim segmencie Adagio otrzymaliśmy mocno przygaszoną, specjalnie prowadzoną wyćwiczonymi stłumionymi głosami ponurą wersję Trwam-owych „Informacji dnia” z rutynowym „Szczęść Boże”. W trzecim odcinku Giocoso pojawił się łukowaty stół z programu „Minęła dwudziesta” TVP z dyskutantami, gdzie wszyscy polemizowali ze wszystkimi. W punkcie drugim nastąpiła radykalna zmiana nastroju, gdy przy fortepianie zasiadł super elegancki solista i wysłuchał z ogromnym przejęciem symfonicznej ekspozycji Koncertu Cesarskiego Beethovena zagranej z wielkim żarem i patosem, że aż chciało się śpiewać.

 

Santtu-Matias Rouvali

 

Na tym tle część Eroiki Beethovena w rozpowszechnianym przez NIFC nagraniu Orkiestry XVIII wieku Fransa Brüggena, wcale nie była mniej energiczna, choć zapewne dynamika przedstawiała się skromniej, a już tempa w finale Koncertu z pewnością nie były tak klasyczne, jak we wspomnianym albumie. Pianista starał się dorównać, a może nawet pokonać błyskotliwością zespół, a później wytłumaczył się, że nie zagra na bis Chopina, ale coś co Chopin lubił, czyli Bacha. Drugą część koncertu Królewskich Amsterdamczyków wypełniła nieco kulfoniasta w pierwszej części V Symfonia Prokofiewa.

 

Vikingur Olafsson 2

 

Potem były rytmy groteskowe, jak z baletu Romeo i Julia, potem jeszcze ciężkie, ostinatowe stąpanie niedźwiedzia, co niektórzy uważają za marsz żałobny. W końcowej części, znowu giocoso, rytm przyśpiesza i z dwudzielnego zmienia się w ostinato konnicy lub stukania kół wagonu o podkłady. Orkiestra ma świetną sekcję dętą, drewno i blachę, a już tubista w prawym górnym rogu (nie mylić ze świetnymi waltorniami) zdominował odbiór Prokofiewa. Po długich owacjach dyrygent zarządził najpopularniejszego Sibeliusa, co przekonało bardziej sceptycznych słuchaczy do walorów tego słynnego zespołu, który potrafi zagrzmieć, ale także doprowadzić piano do absolutnej ciszy.

                                                                          Joanna Tumiłowicz