Choć najsilniejszymi impulsami słuchowymi były totalne i gwałtowne uderzenia w klawisze duetu Lukasa Geniušasa i Anny Geniushene, to byłoby wysoce niesprawiedliwym opisywanie ich występu na festiwalu Chopin i jego Europa, jako kanonady hałaśliwych efektów. Prawda, że fortepian jest w istocie instrumentem perkusyjnym, zaś usłyszenie jego dynamicznych możliwości w całej krasie w sali Filharmonii Narodowej nie jest zjawiskiem zbyt częstym. Tym razem małżeńska para zgodnie doprowadzała kilka razy swoje instrumenty do ich maksymalnych możliwości, choć potrafiła także wspiąć się na wyżyny delikatności i liryzmu, jak to w ślubnym związku często bywa. Zagrane na wstępie trzy wspaniałe Nokturny Claude'a Debussy'ego należały do świata zwanego impresjonizmem muzycznym, do zawoalowanych sugestii barwowych i tajemniczych odblasków toni morskiej.
Wcale nie czuło się tutaj tęsknoty za oryginalnymi wersjami orkiestrowymi tych symfonicznych arcydzieł, bo Anna i Lukas swoimi palcami imitowali dźwięki poszczególnych instrumentów. Co więcej, aranżacji tych trzech Nokturnów (Chmury, Festyn, Syreny) dokonał mistrz nad mistrze Maurice Ravel, który doskonale opanował technikę przekładu. Początek uczty zakończyła także autorska parafraza na dwa fortepiany słynnego i niezmiernie kochanego utworu – Poematu La Valse. Po przerwie przenieśliśmy się do Ameryki lat 20. XX wieku, gdzie również poniosło Ravela.
Jak pisze w książce programowej festiwalu Kacper Miklaszewski, tutaj wielki francuski impresjonista spotkał się z Gershwinem. Echa zainteresowania jazzem są widoczne w Sonacie skrzypcowej Francuza, ale czy u Gershwina są jakieś wpływy ravelowskie? Z tego samego tekstu dowiadujemy się, że ostateczny kształt wielu kompozycji autora Summertime, czy to orkiestrowy, czy to w wykonaniu na dwa fortepiany, był dziełem całego zespołu muzyków, adaptatorów i orkiestratorów. Może Gershwinowi brakowało trochę akademickiej wiedzy, tym bardziej, że gdy przybył do Paryża w poszukiwaniu dobrego profesora, to mu powiedziano, że już niczego uczyć się nie musi, skoro odnosi takie sukcesy. W każdym razie efekt końcowy przeróbek jego utworów był absolutnie zadowalający, a dzięki grze tak doskonale zespolonej pary pianistów, otrzymywał jeszcze dodatkowe punkty.

Tak więc Uwertura kubańska, Trzy preludia i na deser jeszcze Błękitna Rapsodia rozbłysły pełnym blaskiem muzyczno-akustycznym i wywołały głośne owacje sali, choć czar subtelnych impresji zamienił się tutaj z poczuciem rytmu, wybuchami entuzjazmu i typowym wrażeniem swingu. Co można powiedzieć jeszcze o samych wykonawcach? Powtórzę zdanie, którego użyłam w recenzji z płyty polskiego małżeńskiego duetu fortepianowego Aleami Piano Duo, tworzonego przez Aleksandrę Pazdygę-Chojnacką i Michała Chojnackiego. „Prócz perfekcyjnego zgrania technicznego dołączają do artystycznych kreacji szczyptę fantazji seksualnej”. Co prawda niekiedy uderzenia Anny niezupełnie nakładały się na ruchy Lukasa, jednak efekty zespołowej kokieterii dawały tu także o sobie znać. Można jeszcze pokusić się o charakterystykę stylu pianistycznego tej sympatycznej pary. Ten duet fortepianowy zbiera znakomite opinie krytyków muzycznych, którzy określają ich jako rzadką konstelację dwóch solowych gwiazd grających w idealnej synergii. Lukas Geniušas to laureat II nagrody na XVII Konkursie Chopinowskim w 2015 roku, z kolei Anna Geniushene to srebrna medalistka prestiżowego Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Vana Cliburna z 2022 roku. Anna Geniushene często opisywana jest jako pełna ekspresji, wykonująca partie melodyczne z uderzającą, śpiewną wręcz gracją. Jej fizyczna obecność i gesty na scenie emanują dużą energią. Z kolei Lukas Geniušas reprezentuje w duecie opanowanie, oszczędność ruchów i niesamowitą stabilność rytmiczną. Często realizuje głębsze, bardziej perkusyjne i osadzone brzmienia, stanowiące fundament orkiestrowy dla partii żony. Nie są to jednak moje własne uwagi, lecz krytyków amerykańskich. W moim odbiorze to właśnie Lukas wykonywał wiele czysto efekciarskich ruchów, robił nawet ćwiczenia gimnastyczne przy fortepianie i poodwijał rękawy tużurka, gdy przyszło mu popisywać się swoją techniką. Anna, w istocie potrafiła zaskakująco z wielką mocą uderzyć gęsty akord, ale raczej zachowywała spokój i umiar w gestach i mimice. Na bis artyści zagrali kompozycję raczej w dosyć łagodnym rytmie walca.
Joanna Tumiłowicz