Przegląd nowości

Karłowicz i reszta

Opublikowano: czwartek, 27, sierpień 2026 23:28

W ramach kolejnych festiwali Muzyka w starym Krakowie już po raz drugi odbył się recital wokalny Sofiji Sołowij (21 sierpnia w Auli Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie). Program operowo-pieśniarski bez wątpienia zdominował tym razem Mieczysław Karłowicz, w którego miniaturach wokalnych do słów Kazimierza Tetmajera i Adama Asnyka najlepiej odnalazła się ukraińska śpiewaczka. Potrafiła w pełni dostosować się do intymnego wymiaru pieśni, z dużą wrażliwością podążając za poetyckim tekstem. Operowała odpowiednio wyważonymi proporcjami dynamicznymi, stonowaną artykulacją i rozlewną kantyleną, kiedy przeważał pierwiastek liryczny (Smutną jest dusza moja), a giętkością kształtowania frazy, gdy wymagała tego humorystyczna treść (Zaczarowana królewna).

 

Sofijia Sołowij 2

 

Z odpowiednim wyczuciem wtórowała jej pianistka Tetiana Hryskowa, gdyż partia fortepianowa bynajmniej nie ogranicza się w nich do akompaniamentu, lecz dopowiada pewne myśli, zaledwie zasugerowane słowami, a wybrzmiewające w rozbudowanych kodach czy wręcz postludiach. Ostatnio w tym repertuarze do tego stopnia mnie zachwycił chyba jedynie przed laty mistrz Andrzej Hiolski. Natomiast w pieśniach Wasyla Barwinśkiego raziła mnie zbyt operowa maniera w prowadzeniu głosu, przytłaczająca tę w założeniu kameralną muzykę, choć powstałą już w XX wieku i niekiedy rozbudowaną jak w przypadku Sonetu skomponowanego do tej formy poetyckiej Iwana Franki. Takie podejście w pełni znalazło uzasadnienie w ariach z dzieł tego rodzaju artystycznego, zwłaszcza werystycznych. A więc tytułowej Wally z opery Alfreda Catalaniego, niegdyś koronnej partii Renaty Tebaldi. Czy też w dramatycznych ustępach z Halki Stanisława Moniuszki (kawatyna O mój maleńki) czy Rusałki Antonína Dvořáka, ale nie tej popularnej Měsičku na nebi z pierwszego aktu, lecz Ó marno, ó marno to je z następnego. Program dopełniły arie z mniej znanych oper francuskich: Safony Charles'a Gounoda i Herodiady Jules'a Masseneta, a także Oj, czy dawno te buło z Wija Mychajła Werykiwśkiego, o którego innej operze Najmitce niedawno na tym miejscu pisałem. Artystka wystąpiła w dwóch różnych kreacjach dostosowanyvh do dwóch odmiennych części swego występu: operowej (szmaragdowa suknia) oraz pieśniarskiej (złota narzutka na czarnej toalecie). Wracając jeszcze do osoby Barwinśkiego, to był on postacią tragiczną. Od 1915 roku kierował lwowskim Instytutem Muzycznym imienia Łysenki pod władzami różnych państw i ustrojów (Austro-Węgier, Polski, okupacji niemieckiej i Związku Radzieckiego), ale w 1948 został wraz z żoną aresztowany i na 10 lat osadzony w łagrze, wskutek czego bezpowrotnie zaginęło wiele jego utworów, które tylko częściowo udało mu się odtworzyć przed zgonem w 1963 roku.


Pośmiertnie pech prześladuje Stanisława Ludkewycza. Co prawda dożył stu lat, ale utracił na rzecz Myrosława Skoryka patronat nad Lwowską Filharmonią, uzyskany po Czajkowskim po odzyskaniu niepodległości, a teraz wypadła z programu omawianego koncertu jego zapowiadana miniatura fortepianowa Kartka z albumu.

 

Sofijia Sołowij 1

 

Słowa do jednej z pieśni Barwinśkiego napisał Bohdan Łepky, pisarz, autor trylogii o Mazepie, związany z Krakowem, gdzie przed drugą wojną światową kierował katedrą ukrainistyki na UJ, o czym przypomina tablica na dziedzińcu zabudowań uczelnianych przywołanemu ulicy Gołębiej, a zmarł w 1941 roku i został pochowany na Cmentarzu Rakowickim. Wspominam o tym, gdyż przed pieśniami Karłowicza Sofija Sołowij podziękowała publiczności za wsparcie dla Ukrainy walczącej o przetrwanie i zachowanie wolności. Warto na koniec odnotować, że koncertów nie opuszcza Stanisław Gałoński, sędziwy założyciel festiwalu i jego przez te wszystkie lata dyrektor.

                                                                    Lesław Czapliński