Przegląd nowości

Vissi e vivo d'arte

Opublikowano: poniedziałek, 10, sierpień 2026 22:05

Z lekka trawestując incipit arii z niedawno granej tu Toski można by tak scharakteryzować biografię artystyczną Lidii Grychtołówny. Na swój powrót po latach nieobecności w Krakowie Artystka otrzymała iście królewską oprawę za jaką uznać można wawelski Dziedziniec Arkadowy. Na program recitalu 8 sierpnia w ramach XIX Festiwalu „Wawel o zmierzchu“ złożyły się utwory doby Romantyzmu: od Schuberta poprzez Schumanna po Chopina.

 

Lidia Grychtołówna 1

 

W grze Grychtołówny przede wszystkim zwraca uwagę głęboko osadzone w instrumencie, własne touché czyli ukształtowany przez lata praktyki sposób uderzenia. Zapewnia to szlachetność dobywanych dźwięków, które nie są powierzchowne czy przebite, lecz zawsze doskonale wyważone, również pod względem barwy.

 

Lidia Grychtołówna 5

 

Szczególnie „rzucało się to w uszy“ przez porównanie z wcześniej występującą pianistką, która dość nijakim dźwiękiem zagrała chopinowskie Wariacje op. 2 na temat duetu „Là ci darem la mano“ z Don Giovanniego Wolfganga Amadeusa Mozarta. I zaraz potem okazało się, że z tego samego instrumentu można wydobyć brzmienie dostarczające pełnej satysfakcji. O zachowanej swobodzie technicznej świadczyło wykonanie dwóch schubertowskich Impromptu z op. 90 (D. 899): 2 Es-dur w tempie Allegro i 4 As-dur oznaczonego jako Allegretto. Zarówno w tym przypadku, jak i kolejnych punktów programu, czynnik wirtuozowski nie wysuwał się na pierwszy plan, lecz ustępował przed głębszym namysłem interpretacyjnym. 


Pod palcami Pianistki, dzięki długoletniemu doświadczeniu koncertowemu i pedagogicznemu, kompozycje te uzyskały konstrukcyjną przejrzystość i czytelność, wynikający z samego przebiegu  autonomiczny sens i przesłanie, mimo braku bezpośrednich odniesień programowych. Może poza cyklem schumannowskich miniatur składających się na cykl Scen dziecięcych op. 15.

 

Lidia Grychtołówna 3

 

Ale i tu, mimo sugestii zawartych w tytułach, mamy do czynienia przede wszystkim z pięknem wynikającym z samej formy muzycznej, a nie literackich asocjacji, choć nie sposób od nich całkowicie uciec. Dawno już nie słyszałem tak poruszającego ujęcia Marzenia, układającego się w pieśń bez słów, wyrażającą odcień rezygnacji, pogodzenia się z przemijaniem, choć może to być projekcja skojarzeń związanych z osobą Wykonawczyni i Jej kondycją.

 

Lidia Grychtołówna 4

 

W ten sposób utwór ten odzyskał swą moc oddziaływania, która uległa spospolitowaniu, a nawet zbanalizowaniu przez nadmiar prezentacji, często w oderwaniu od kontekstu, jako popularna pozycja na bis. Lidia Grychtołówna potrafiła utrzymać napięcie i przykuć uwagę słuchacza nie tylko do tej miniatury, ale i pozostałych scen dziecięcych, jak przystało na niegdysiejszą laureatkę III Nagrody Konkursu im. Schumanna w Berlinie. Pamiętam też sprzed lat wybitne wykonanie przez Nią jego Etiud symfonicznych. 


A przecież zdarzało mi się podzielać opinię Chopina o „mdłym Saksończyku“, którą niezbyt kurtuazyjnie odwdzięczył się tamtemu za skierowane pod jego adresem: „Czapki z głów. Oto geniusz“. Przyznam się, że nie jestem zwolennikiem tego entuzjazmu, ale tym razem nie sposób było odmówić sugestywności chopinianom:Trzem Mazurkom z op. 59 oraz Polonezowi cis-moll op. 26, na które Pianistka jakby rozciągnęła melancholijną aurę zagranego pomiędzy nimi Nokturnu c-moll op. posth.

 

Lidia Grychtołówna 2

 

I nawet jakby zasłuchał się zegar wawelskiej katedry, skoro tym razem wybijanie godziny dziewiątej wydawało się ściszone, nie chcące zbyt brutalnie wdzierać się i zakłócać rozbrzmiewającej muzyki. Z tym wiekszą  niecierpliwością oczekiwać będę ponownego spotkania z Maestrą, która 30 sierpnia w ramach LI Festiwalu „Muzyka w starym Krakowie“ z orkiestrą Filharmonii Krakowskiej przedstawi XXIII Koncert fortepianowy A-dur Wolfganga Amadeusa Mozarta.

 

Lidia Grychtołówna 6

 

Jedynym cieniem kładącym się na tym wieczorze były przymusowe rewizje przy wejściu, w państwie Orwella jakim jest obecna Polska, obłudnie nazywane dobrowolnymi. Niedawno zmarła artystka, której niegdysiejszy przebój zaczynał się od słów: Zrewiduj mnie. Ale nawet w PRL-u nie zdarzały się takie sytuacje przy tego rodzaju okazjach.

                                                                          Lesław Czapliński