Wystawa w Żelazowej Woli poświęcona osobie bliskiej Fryderykowi Chopinowi, ale nie posiadającej dorobku muzycznego, wydaje się być zaledwie ciekawostką. Tymczasem George Sand, a właściwie Aurore Dupin, primo voto Dudevant, pisarka, której twórczość niemal do jej śmieci była we Francji na indeksie ksiąg zakazanych, stała się w jakimś sensie zwierciadłem, w którym odbijała się wielkość Fryderyka Chopina.

Co prawda to niemiecki kompozytor Robert Schumann, także wzięty publicysta, „odkrył” talent naszego muzyka i zakrzyknął na piśmie „Czapki z głów, to geniusz", zaś inny gwiazdor romantycznej muzyki Franz Liszt opracował na fortepian kilka chopinowskich melodii, to ich opinie nie stawiały twórcy Mazurków i Ballad tak wysoko w świecie sztuki, jak im się to należało.
Dr Artur Szklener, dyrektor Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, powiedział na otwarciu ekspozycji George Sand, W kalejdoskopie życie i sztuki, iż ona jako pierwsza prawdziwie zrozumiała przełomową rolę naszego kompozytora w świecie sztuki, jego wykraczającą daleko poza romantyzm wizję artystyczną.

To dlatego pisarka, która przybrała męski pseudonim, (albo dla swej ochrony, albo w celu szokowania maluczkich), której związek z młodszym o 6 lat Chopinem trwał niewiele więcej niż 10 lat, jest wciąż w naszej orbicie zainteresowań. Przed laty w Pałacu Ostrogskich w Warszawie była wystawa poświęcona George Sand, która jednak skupiała się na jej życiu i miłości do Polaka. Teraz w pawilonie przy Domu Urodzenia Fryderyka Chopina, mamy pogłębioną sylwetkę pisarki, pokazującą jej rozliczne talenty, np. przyrodnicze, malarskie, kulinarne, nie wspominając już o towarzyskich.
140 różnych obiektów ze zbiorów polskich i francuskich tworzy klimat epoki, sugeruje obecność pełnej gwaru, humoru grupy osób odwiedzających wiejską posiadłość pisarki w Nohant, zaś pozostawione po tych spotkaniach pamiątki, notatki, rozmaite drobiazgi, szpargały, nawet przedmioty codziennego użytku są naznaczone dotykiem sławnych osób ze świata sztuki, muzyki, literatury, malarstwa.

Wszystkie te świadectwa dawnego istnienia otaczane przez muzealników wielką troskliwością mają już „odcisk upływającego czasu", pożółkły, są bliskie rozpadu, więc oglądających ekspozycję może nawet dziwić ogromne zaciemnienie w salach wystawowych praktycznie bardzo utrudniające obserwowanie szczegółów. Co więcej, przedmioty w gablotach, zwłaszcza rysunki i ręczne zapiski, nie są oznaczone żadnymi podpisami, więc w wielu wypadkach trzeba się domyślać co reprezentują i do kogo należały.
Ponumerowane eksponaty są jednak szczegółowo opisane w wydanej z tej okazji broszurce, organizatorzy wystawy przygotowali także pliki z audiodeskrypcją omawiającą pochodzenie i znaczenie niektórych eksponatów, czekoladziarki, pieczęci, kałamarza, pojemnika itd.
Oglądający wystawę czuje się więc na niej trochę jak odkrywca, który poznając szczegóły jakiejś historii powoli zaczyna pojmować koleje losu życia pisarki, przypominające trochę prywatne dzieje naszej Marii Konopnickiej, która po rozstaniu z mężem sama zajmowała się wychowaniem dzieci i prowadziła swobodne życie wyemancypowanej kobiety w ówczesnym, dosyć pruderyjnym XIX-wiecznym środowisku. Zwiedzającemu tę nieco przyciemnioną wystawę towarzyszy nastrojowa muzyka, oczywiście Chopina, ale także Schuberta i Liszta, co nawiązuje do swoistego tygla kulturowego, łączącego w domu owej wybitnej gospodyni ludzi różnych sztuk i narodowości.
Ważnym momentem wernisażu wystawy w Żelazowej Woli było wystąpienie Ambasadora Republiki Francji w Polsce p. Etienne de Poncins, który poruszył szereg ciekawych i nie zawsze znanych faktów z życia zarówno Fryderyka Chopina jak i George Sand.

Nawiązał do francuskiego pochodzenia naszego kompozytora, co zwykle staramy się nieco umniejszać i jego związku z Francuzką w każdym calu, jaką była George Sand, która swoją sympatię do Polski i do jej niepodległościowych dążeń podtrzymywała również po śmierci Chopina. Wiązało się to także z jej kontaktami z przebywającym we Francji Adamem Mickiewiczem, a nawet o wiele młodszym od wieszcza Cyprianem Kamilem Norwidem. Pamiątki ze zbiorów muzeów francuskich mogą więc pogłębić naszą wiedzę o naszych dawnych i całkiem niedawnych związkach.
Joanna Tumiłowicz