Przegląd nowości

Być jak Joyce DiDonato

Opublikowano: sobota, 11, lipiec 2026 09:17

Krystalicznie czysty głos, bez żadnych przydźwięków i sekrecji, mezzosopran z piękną, altową barwą w niskich rejestrach i jaśniejszych, w bardzo nośnych wysokich fermatach. Swoboda przechodzenia z dołu do góry i precyzyjne koloratury, ale to tylko walory jej sztuki wokalnej.

 

Joyce DiDonato

 

Bo nad tym wszystkim rozpościera się dynamiczna osobowość, umiejętności kontaktu z publicznością, ogromna muzykalność i szeroki repertuar od muzyki dawnej poprzez romantyzm do współczesności, także tej lżejszej, czasem etnicznej, czasem jazzującej.


Z tym powiązana jest swoboda ruchowa, sugerująca taneczne ewolucje, a nawet chęć wspomagania dyrygenta. Temu wszystkiemu służy pełna wyrazu twarz i rozwiana chmura jasnych włosów nad czołem. Esencja wyzwolonej kobiecości. Tak właśnie zaprezentowała się na specjalnej Uroczystej Gali Mozart Night gwiazda wieczoru Joyce DiDonato. Warunki występu na Gali nie były idealnie sprzyjające, bo po letnim deszczu temperatura na Centralnym Placu Muzyki w Warszawie znacznie się obniżyła, ale dla takiej gwiazdy wyzwanie by rozgrzać publiczność nie stanowiło żadnego problemu. Pojawiała się na estradzie, gdzie grała orkiestra dawnych instrumentów Musice Antiquae Collegium Varsoviense, zaraz po zakończeniu numerów symfonicznych prowadzonych przez Maestro Benjamina Bayla, by zacząć oczywiście od arii Wolfganga Amadeusza Mozarta i tych najbardziej popularnych, jak śpiew Cherubina z Wesela Figara, ale również bardziej rozbudowanej i popisowej arii koncertowej z udziałem fortepianu, przy którym zasiadł Tomasz Ritter, zwycięzca Konkursu Chopinowskiego na  instrumentach historycznych. Ch'io mi scordi di te?... Non temer, amato bene było więc pięknym muzycznym dialogiem śpiewaczki z pianistą, który grał wręcz koncertowo. A potem jeszcze amerykańska gwiazda wieczoru wystąpiła ze światowej sławy argentyńskim bandoneonistą Lautaro Greco. Duet ten współpracuje ze sobą regularnie w ramach cross-overowego projektu artystki zatytułowanego Songplay, który łączy klasyczne arie barokowe z elementami jazzu oraz tradycyjnego argentyńskiego tanga. Na tym plenerowym koncercie zorganizowanym przez Warszawską Operę Kameralną artyści wykonali m.in. utwory Astora Piazzolli oraz słynną pieśń z repertuaru Edith Piaff La vie en rose. Cóż to był za koncert. Warszawska Opera Kameralna nie zaproponowała żadnej z pozycji scenicznych swego bogatego repertuaru, ale wydarzenie ze światową gwiazdą, która dzięki niezwykłemu mistrzostwu i doskonałej technice wokalnej może bez problemu śpiewać każdy rodzaj muzyki. Postarano się o wizualne wzbogacenie występu odpowiednio dobranymi ruchomymi slajdami. Niezwykłości spotkaniu dodały utwory niemal współczesne, które zagrała orkiestra dawnych instrumentów MACV, zapewne po raz pierwszy w historii muzyki, bowiem do słynnej pozycji Przetańczyć całą noc z musicalu Fredericka Loewe My Fair Lady zwykle gra orkiestra współczesna, a nie taka, która musi się dostrajać (z uwagi na dużą wilgotność powietrza) po każdym utworze. Również do Habanery z opery Bizeta Carmen orkiestra grała aż się chciało śpiewać. Joyce DiDonato nie zabrakło także partnera w śpiewie – w słynnym duecie La ci darem la mano Mozarta wspomógł ją jako legendarny uwodziciel, świetny nasz eksportowy baryton Hubert Zapiór. Publiczność długo nie chciała się rozstać z królową mezzosopranów i wyprosiła jeszcze kilka bisów, a solistka zachowywała się na estradzie jakby się tu urodziła, zagadywała żartobliwie zarówno do muzyków, jak też siedzących na placu melomanów i były to kontakty absolutnie naturalne, zresztą niezmiernie rzadko prowadzone w tej bezpośredniej formie na tradycyjnych koncertach z klasyką.

 

                                                                          Joanna Tumiłowicz