Przegląd nowości

Gdy Wotan był człowiekiem

Opublikowano: wtorek, 14, lipiec 2026 18:50

Walkiria pokazana na otwarcie Baltic Opera Festival w Operze Leśnej w Sopocie była w zasadzie przeniesieniem spektaklu z Kopenhagi, wystawianego także w Atenach, o czym nas poinformował demiurg całej imprezy Tomasz Konieczny. Może to się niektórym nie spodobało, może woleliby zobaczyć coś typowo XIX-wiecznego, pełnego bogactwa wizualnego, odniesień wprost do mitologii germańskiej, a nie unurzanego we współczesności.

 

Walkiria 615-26

 

Byli nawet tacy, którym przeszkadzały ptasie śpiewy i zapachy dochodzące z barów, tak jakby nie docierało do nich, że jesteśmy w lesie i całe szczęście, że ptaków nikt nie przepędził. A że w pierwszym akcie na scenie dominują meble biurowe z IKEA, a nordycki bóg Wotan miałby być CEO jakiejś ponadnarodowej korporacji, który w zdenerwowaniu zrzuca z biurek sprzęty i papiery? No cóż, taki pomysł miał reżyser John Fulljames z panią Johanne Holten, oraz scenograf Tom Scuff, będący także projektantem kostiumów. 


Jego trzeba by zapytać, dlaczego szef wielkiej korporacji wygląda z daleka jak samuraj i wywija długą tyką „po japońsku”, jak mistrz walki na kije. Być może jego specyficzne okulary z prawym czarnym szkiełkiem mają dodatkowe znaczenie, ale wolałabym się w to nie zagłębiać. Bo w takiej inscenizacji, jednej z najwspanialszych oper świata, nie wszystko do siebie pasowało i pozostawało dla nas tajemnicą, jednak przekaz ogólnych idei dramatu wiele na tym nie ucierpiał.

 

Walkiria 615-23

 

Legendarni bohaterowie tej historii są wtłoczeni w rozmaite meandry życia w sposób wstrząsający i dojmująco prawdziwy. Podstawowym elementem scenografii są tu ogromne schody, których symbolika nawiązuje do setek podań, legend i wyobrażeń, choćby z filmu Pancernik Potiomkin. Na tej stromej przestrzeni rozgrywają się losy ludzkie, ich tragedie, nadzieje, miłość, rozpacz i triumf. Na schodach stworzyli niezapomniane kreacje aktorskie i wokalne Wotan – Tomasz Konieczny i jego żona Fricka – Małgorzata Walewska.

 

Walkiria 615-46

 

Na tych samych schodach rozlokowały się symetrycznie germańskie wojowniczki Walkirie i tutaj miały swoją dosyć statyczną „jazdę”, ale tu siedzi też na stopniu skruszony, rozpaczający Wotan, który jednej z córek musi wymierzyć okrutną karę. A narracja kolejnych wydarzeń następuje bardzo wolno, zgodnie z librettem napisanym przez tego samego Richarda Wagnera. Dramat prawie 5-godzinny, nawet wykształconego muzyka i kompozytora jakim był Stefan Kisielewski, skłonił kiedyś do żartów, jak to na przedstawieniu usypiał, budził się i stwierdzał, że pięknie grają, znów zasypiał i znów budził się i tak kilka razy. 


Mamy zatem trzy długie akty. W pierwszym zawiązuje się uczucie miłości pomiędzy Sieglindą – wspaniałą Izabelą Matułą oraz Siegmuntem – świetnym tenorem wagnerowskim Stanislasem de Barbeyrac. W drugim dochodzi do rozwoju podstawowych konfliktów i Siegmunt ginie. Ktoś z publiczności znający podstawowe „hity” liczył na to, że usłyszy słynny „marsz żałobny” Wagnera, ale musi poczekać na kolejną część tetralogii.

 

Walkiria 615-68

 

Nie zawiedli się natomiast miłośnicy efektownej „jazdy Walkirii”, od której zaczyna się akt trzeci. Dyrygent Alex Kober poprowadził z talentem wszystkie orkiestrowe epizody wielkiego dramatu, także kończący przedstawienie Czar ognia, w którym smaży się Brunhilda – Stephanie Müther – chyba najmniej wokalne sprawna wykonawczyni w całej obsadzie, w której liczbowo dominowali polscy artyści, wśród nich prawie cała grupa Walkirii – Natalia Rubiś, Magdalena Pluta, Joanna Motulewicz, Iwona Wall, Anna Bernacka i Barbara Bagińska.

 

Walkiria 615-135

 

Dramaty Wagnera nie są zbyt często pokazywane i grane na polskich scenach, właśnie z uwagi na ogromne trudności wykonawcze. Trudno znaleźć tenorów, którzy wytrzymują długie popisy solowe, w których nie ma miejsca na markowanie i śpiewanie forte ciągnie się kwadransami. Nie ma też zbyt wielu prawdziwie dramatycznych sopranów. Jest natomiast idealny Wotan, bas-baryton Tomasz Konieczny, jakby urodzony do tej wielkiej roli, o głosie rozpoznawalnym natychmiast, już po pierwszej nucie. Artysta łączący w sobie liczne talenty. Może kiedyś zobaczymy stworzony przez niego cały Pierścień Nibelunga.

                                                                         Joanna Tumiłowicz