Wykonania sceniczne i koncertowe opery, która ma już sporą kolekcję różnych inscenizacji, nawet w autentycznych wnętrzach ujętych w oryginalnym libretcie (w tym film z 1992 roku, w którym akcja odbywa się kolejno w bazylice Sant'Andrea della Valle, w Palazzo Farnese oraz w Zamku Świętego Anioła, czy nie mniej „wypasiona”, prawie autentyczna logistycznie inscenizacja Opery Wrocławskiej z 1998 roku za dyrekcji Ewy Michnik), nakłada pewne obowiązki na kolejnych organizatorów przedsięwzięcia z muzyką Giacomo Pucciniego.

Tosca w ramach Festiwalu Centralny Plac Muzyki zapowiadała się na sensacyjne wydarzenie mimo niesprzyjających okoliczności – okropnego upału, plenerowych warunków wymagających sztucznego nagłośnienia, i braku dekoracji. Przede wszystkim atutem przedsięwzięcia była znakomita międzynarodowa obsada.
Śpiewacy, dla których chlebem codziennym jest udział w przedstawieniach Metropolitan Opera a także czołowych scen europejskich stanęli na dosyć ubogiej w urządzenia sceniczne estradzie plenerowej pod Pałacem Kultury i Nauki. Na jeden wieczór do Warszawy zlecieli się ze świata zjawiskowy sopran spinto Sonya Yoncheva, świetny tenor liryczny Jonathan Tetelman, oraz dramatyczny baryton gruziński George Gagnidze.

To zapewniło sukces artystyczny i prestiżowy dla organizatorów letniego przedsięwzięcia. Pozostałą obsadę uzupełnili Polacy, rekrutujący się przeważnie z zasobów Akademii Operowej Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Jeśli o nich chodzi to reprezentowali oni bardzo wysoki poziom wokalny, zdrowe, silne męskie głosy, z których żadnemu nie można było wytknąć wokalnych niedoskonałości. Dołączył do tego zestawu Chór Filharmonii Narodowej, Chór Dziecięcy „Artos” oraz orkiestra Sinfonia Varsovia pod batutą Bassema Akiki.

Opisywanie walorów muzycznych wykonania mija się z celem, bo z jednej strony mieliśmy wymarzoną obsadę solistyczną, z drugiej każdy głos i każdy pojedynczy instrument był podpięty pod sztuczne nagłośnienie, które zawsze deformuje efekt akustyczny. Natomiast trzeba przyznać, że artyści stanęli na wysokości zadania i postarali się, aby przynajmniej strona wizualna, związana z grą aktorską stwarzała sugestię, że wszystko dzieje się naprawdę. Także organizatorzy dołożyli swoją część dostarczając iluzji w postaci animacji wideo, za które odpowiadał Kuki – Krzysztof Iwański, utalentowany i świetnie wykształcony grafik. W istocie animacje do Toski były ruchomymi dosyć oszczędnymi kolorystycznie grafikami towarzyszącymi trzem aktom muzycznego dramatu.
Może najmniej percepcyjnie udane były animacje do początków aktu pierwszego, kiedy akcja opery się rozkręca. Rosnące pomarańczowe słupki, jakby wykresy dynamiki procesów ekonomicznych, gdy „powinniśmy” oglądać obraz namalowany przez Cavaradossiego, może nawet przeszkadzały w odbiorze muzyki. Potem jednak pojawiły się symboliczne ale całkiem konkretne rysunki architektoniczne budowli rzymskich występujących w trzech aktach dzieła - bazyliki Sant'Andrea della Valle, Palazzo Farnese oraz Zamku Świętego Anioła. Siatki niby ze stołu kreślarza ożywały, ulegały obrotom, deformacjom, rozpadowi na fragmenty, i to było zdecydowanie twórcze. Podobnie działały na publiczność rzucane na ekran napisy, tłumaczenia libretta wraz z rozbudowanymi didaskaliami, wyjaśnianiem, co dana postać robi w tym momencie, co się z nią dzieje, co przeżywa. Za opracowanie napisów odpowiadał Bartłomiej Majchrzak. Reszty teatralnej magii dokonali soliści swoją grą, postawą, gestem, i dwoma niezbędnymi rekwizytami, wachlarzem pozostawionym w kaplicy przez siostrę poszukiwanego zbiega, oraz nożem, narzędziem zbrodni w rękach Toski.

Była jeszcze teczka z papierem, na którym baron Scarpia mógł napisać przepustkę dla Toski, a Cavaradossi skreślił list do ukochanej. Pozostałe rekwizyty, np. klucze do kaplicy czy koszyk z jedzeniem były czysto umowne. Prawdziwy dramat niosła jednak sama muzyka i główni protagoniści, którzy zachowywali się jak na prawdziwej scenie. Sonya Yoncheva zaprezentowała trzy atrakcyjne kreacje, po jednej na każdy akt opery – czerwona, biała, biała. Jonathan Tetelman wystąpił w skromnym garniturze, ale posiłkował się marynarką, którą w zależności od sytuacji zdejmował i zakładał. Baron grany przez Georga Gagnidze występował w dopasowanym do tuszy paradnym surducie, w którym musiał zademonstrować swoją śmierć na krześle. Ironicznych komentarzy doczekał się jedynie Cesare Angelotti, zbiegły z więzienia arystokrata – Mateusz Hoedt, który w nienagannie świeżym fraku pojawił się w kościele prosząc o pomoc, a poźniej miał się ponoć przebrać w kobiecy strój. Pozostali pomocnicy Scarpii oraz poczciwy Zakrystian - Grzegorz Palutis, nie wzbudzali już takich emocji. I jeszcze jeden epizod wart uwiecznienia - Cavaradossi czyli Jonathan Tetelman wykonał podczas owacji kończącej operę znamienny gest, taki sam, jaki zademonstrował występując w roli Cavaradossiego w krakowskim wykonaniu opery na dziedzińcu Zamku Wawelskiego – dotknął palcami desek sceny i ucałował je. Co oznacza, że chce on do nas znów przyjechać. Zapraszamy.
Joanna Tumiłowicz