Przegląd nowości

Przywłaszczenie tożsamości ukarane albo Rossiniada po raz ósmy

Opublikowano: piątek, 10, lipiec 2026 17:52

A wszystkiemu winna nawałnica czyli temporale, które tym razem rozlega się już w trakcie uwertury i zaburza ludzkie zachowania, czyniąc je nerwowymi. Tak dochodzi do zamiany bagaży stanowiącej oś operowej intrygi Okazji czyniącej złodzieja (l'Occasione fa il ladro), operowej fraszki Rossiniego w jednym akcie, która zainaugurowała VIII Festiwal tego kompozytora w Krakowie, a nieco później rozpocznie XXXVII w Wildbad w niemieckim Schwarzwaldzie.

 

Okazja czyni złodzieja 1

 

Jak można się domyślać, reżyser Jochen Schönleber ze swej strony nie pominął okazji, by przy jego przeglądaniu nie pominąć eksponowania wypełniających go ineksprymabli. Librecista Luigi Prividali przy sposobności sięgnął po efekt z gatunku marivauxdage, a mianowicie zamiany postaci zajmowanymi miejscami.

 

Okazja czyni złodzieja 2

 

Pani czyni to ze swoją pokojówką, by wybadać prawdziwe intencje narzeczonego, a nieznajomy z hotelu, który wszedł w posiadanie cudzego bagażu, przywłaszcza paszport jego właściciela, a wraz z nim jego tożsamość i wystarcza do tego peruka, skoro wtedy nie istniały jeszcze dane biometryczne, a tylko ujęty w słowach rysopis. I tym sposobem chce pojąć za żonę cudzą narzeczoną. Na dodatek służąca okazuje się siostrą przyjaciela złodzieja tożsamości, która przed laty zbiegła z niecnym uwodzicielem. Ostatecznie wszystko wraca na swoje miejsce i dobrze się kończy. Inscenizacja nie jest natrętnie uwspółcześniona, ale w paszporcie chociażby należałoby wymienić zdjęcie, ale kto w operze zawracałby sobie głowę takim drobiazgiem? 


Wraz z pojawieniem się Wuja Euzebia, na pierwszy rzut oka przypominającego Brighellę, spodziewałem się, że będziemy mieli do czynienia ze stylizacją na commedię dell'arte, ale okazało się, że jego wykonawcą jest mozambicki tenor Timóteo Bene i ciemna karnacja bynajmniej nie jest wynikiem charakteryzacji. A może mógł to być kluczowy pomysł na sceniczne rozegranie akcji tej opery w Filharmonii Krakowskiej 27 czerwca?

 

Okazja czyni złodzieja 3

 

Stylowe wykonanie muzyki belcantowej wymaga przede wszystkim, by najtrudniejsze technicznie dźwięki sprawiały wrażenie niewymuszonych, naturalnie artykułowanych. Do tego ideału najbardziej zbliżył się baryton Giovanni Accardi jako służący Martino w arii Il mio padrone è il uomo. Tenor Davide Zaccheriniego w roli pozbawionego bagażu i tożsamości Alberta wydawał się matowy i jakby spłaszczony, a w śpiewie Ilarii Monteverdi w partii jego narzeczonej Berenice pojawiały się oznaki wysiłku i forsowności przy intonacji tonów w wysokim rejestrze, choć tym wykonywanym staccato nie sposób było odmówić urody.

 

Okazja czyni złodzieja 4

 

Na jakość brzmienia być może wpływ miała akustyka filharmonicznego audytorium i proporcje dynamiczne pomiędzy solistami a tylko nieco niżej znajdującą się orkiestrą Filharmonii Krakowskiej pod dyrekcją Jacopa Brusy, gdyż duet Oh quanto son grate wspomnianej pary w głębi estrady zmienionej w scenę odznaczał się lekkością i dźwiękową szlachetnością. Dobre wrażenie pod względem jakości brzmienia pozostawił też kwintet Quel gentil, quel vago oggetto, śpiewany mezza voce. Jakkolwiek ta określona przez kompozytora jako „burleska z muzyką“ warta była przypomnienia, ale na inaugurację może należało z jego dorobku wybrać utwór o większym ciężarze gatunkowym?

                                                                      Lesław Czapliński