Spektakl pokazywany w Basenie Artystycznym Warszawskiej Opery Kameralnej w ramach cyklu Mozart Junior pokazuje, jak niewielkie dzieło genialnego twórcy może posłużyć do stworzenia bardzo różnorodnego, żywego i ciekawego przekładańca - przedstawienia, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Oficjalna nazwa: Dyrektor Teatru – Wolfgang Amadeusz Mozart, to tylko część prawdy, bo do prościutkiej akcji śpiewogry dołączono liczne wątki, wzbogacono też niepomiernie obsadę o kolejne postacie. Czołowym bohaterem jest więc dyrektor teatru, a jednocześnie reżyser nie tylko teatralny, ale także filmowy, grany znakomicie przez Wojciecha Wysockiego.

Co więcej, owego dyrektora uformowano, nawet wizualnie, na słynnego Włocha Federico Felliniego, a dodatkowym identyfikatorem jego obecności są tematy muzyczne Nino Roty z jego filmów. Twórczość samego Mozarta, jego arie, ansamble i utwory instrumentalne są zaledwie jedną, i to wcale nie kluczową, częścią widowiska, zresztą muzyka ta jest podawana w specyficznej, nieco podrasowanej aranżacyjnie transkrypcji Tomasza Pokrzywińskiego na nietypowy zespół instrumentów, dodatkowo sztucznie nagłośniony.
Ale dochodzą tutaj melodie z trochę innego świata, w tym z włoskiej prowincji i fantazji wielkiej rzymskiej wytwórni filmowej Cinecitta, którą wyposażył niezapomnianymi dźwiękami wielki mag kina Nino Rota. To wszystko połączył drobnymi historyjkami inscenizator całości Jakub Przebindowski wspomagany przez całkiem udane układy taneczne Pauliny Andrzejewskiej, skromne ale funkcjonalne dekoracje Katarzyny Gabrat i kostiumy Agnieszki Wyrwał.
Aby rzecz nabrała jeszcze bardziej filmowego charakteru wynaleziono wielkie kamienne schody, jak w Odessie, i na nich nakręcono filmowe przebitki Michała Jaskulskiego z przeżywającym rozterki twórcze Fellinim-Wysockim. Przez basenową scenę przewija się korowód postaci, wśród nich najbardziej wyrazisty jest asystent, a właściwie producent filmu Władysław Grzywna.

Pojawia się we własnej osobie także autentyczna dyrektorka Warszawskiej Opery Kameralnej Alicja Węgorzewska, w roli elegancko ubranej, ale trochę aroganckiej przekupki z targu, ale najważniejsze, bo wprost z Mozarta są sopranistki znane ze scen europejskich - Teresa Marut oraz Adriana Ferfecka, którym pozwolono zaprezentować prócz głosów wspaniałe nogi, więc sprowadzono je trochę do konwencji rewiowej. Natomiast grupę tancerzy, choć od nich często żąda się skojarzeń erotycznych, tutaj uznano za najbardziej poważny i klasyczny element scenicznej akcji.
Finał? Dyrektor Teatru odrzuca wszystkie propozycje alternatywnych scenariuszy, często balansujących na granicy wygłupu i absurdu, nie może też zaakceptować kuszących propozycji materialnych, które mają wyłącznie podtekst reklamowy, wycofuje się z tego całego interesu, a my wracamy z teatru z poczuciem, że dwie godziny spędzone w obrębie scenicznej wyobraźni twórców Warszawskiej Opery Kameralnej dobrze nas rozbawiły.
Joanna Tumiłowicz