Przegląd nowości

Kocham balet, ale nie hałas noise'a

Opublikowano: wtorek, 23, czerwiec 2026 14:53

Jeśli chodzi o stronę muzyczną spektaklu Kocham Balet firmowanego przez Teatr Komuna Warszawa, a wykonywanym na Festiwalu OFF Rzeszów w choreografii Ramony Nagabczyńskiej, to składa się ona z trzech części. Pierwsza przebiega w absolutnej ciszy, a cztery tancerki – wykonawczynie, dziś uznane choreografki i performerki, tworzą dosyć karkołomne dla niewyćwiczonego ciała figury świadczące, że po 20 latach od zakończenia przygody z baletem są nadal świetnie rozgimnastykowane i lata (8) spędzone niegdyś w szkołach baletowych pozostawiły im na trwałe rozciągliwość stawów.

 

Kocham balet 1

 

Część druga to ruchy taneczne przebiegające w myśl zasad baletu klasycznego z pewnymi elementami pantomimy wykonywanej do muzyki z jednego tylko utworu Saint-Saensa Łabędź, ogniwa suity Karnawał Zwierząt. Sama muzyka jest tutaj trochę zniekształcona, elektronicznie zaburzona i „rozwodniona”, poza tym metodą montażu, przesterowania i zapętlenia ciągnie się pewnie dziesięć razy dłużej niż oryginalna kompozycja, wykorzystywana w klasycznych układach baletowych jako Umierający łabędź. Był to w istocie 100 lat temu krótki utwór choreograficzny stworzony dla baleriny rosyjskiej Anny Pawłowej. Wtedy to z wesołej muzyki skomponowanej dla dzieci powstała baletowa wersja raczej smutna i melancholijna. W spektaklu Kocham balet ów „łabędź” sugerował niezwykle długą i żmudną drogę, którą tancerki osiągają doskonałość, jednocześnie próby i ćwiczenia różnych standardowych ruchów i figur baletowych może się na dłuższą metę wydawać nieco infantylne, jak zresztą dla wielu osób takim jest cały balet tzw. klasyczny, w którym jedną z rutynowych figur jest stawanie na puentach, chodzenie, podskakiwanie, unoszenie się itd.   


Osobnym segmentem przedstawienia jest scena wybierania przez tancerki klasycznych pantofelków baletowych, point wypełnionych twardą masą, dających umocnienie dla stopy, aby tancerka mogła stanąć na czubkach palców. Efekt stawania na puentach ma stwarzać wrażenie lekkości i unoszenia się w powietrzu. Scena dopasowywania baletek do stopy wyraźnie denerwuje tancerki, które rozrzucają niewygodne baletki po scenie.

 

Kocham balet 2

 

Można tutaj dostrzec dwoistość i sarkazm w stwierdzaniu Kocham balet, kiedy artystki wspominają opresyjne spojrzenia swoich nauczycielek baletu. Dziś wciąż mają na sobie przewiewne kostiumy, jakby z przedstawień Jeziora łabędziego (autorstwa Dominiki Olszowy). 

 

Kocham balet 3

 

Ale najgorsze nadchodzi w trzeciej części spektaklu, gdy po niespodziewanym odgłosie armatniego wystrzału pojawia się trwające zdecydowanie za długo sekwencja z gatunku noise emitowana zdecydowanie za głośno – tu przydałby się czujnik pokazujący, iż dopuszczalny dla ludzkiego ucha poziom decybeli, w moim pojęciu został znacznie przekroczony. Co prawda organizatorzy przedstawienia uprzedzali w zapowiedziach, że będzie głośno, ale jednak tak długi odcinek bezsensownego hałasu, gdy tancerki wykonują rutynowe obroty i biegają w kółko, nie daje niczego innego, tyko poczucie sadomasochistycznego bólu w uszach i na całym ciele. Ramona Nagabczyńska po spektaklu uspokajała publiczność, że na występie w Rzeszowie „skomponowany” przez Daniela Szweda, perkusistę a zarazem absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu kawałek, był i tak cichszy niż w oryginalnych przestrzeniach Teatru Komuna Warszawa. Mała pociecha.

                                                                       Joanna Tumiłowicz