Przegląd nowości

Ten nieodparty urok PRL-u

Opublikowano: środa, 17, czerwiec 2026 16:29

Do czego nawiązuje rozbrzmiewająca piosenka Jana Pietrzaka o dziewczynie z tamtej formacji ustrojowej. W PRL-u aprobatą władz cieszyły się produkcje filmowe i telewizyjne propagujące wielkie budowy socjalizmu: trasy W-Z w Przygodzie na Mariensztacie, Huty Katowice w serialu Ślad na ziemi.

 

Dziewczyny do wziecia 1

 

W 1972 roku Janusz Kondratiuk nakręcił czarno-białe Dziewczyny do wzięcia, sprawiające wrażenie jakby paradokumentalnego filmu o kobietach z prowincji poszukujących w stolicy mężczyzn, którzy najczęściej sami stamtąd pochodzili. Dalekie od bezkrytycznej afirmacji ówczesnej rzeczywistości. O podobnej tematyce był też film Wojciecha Wiszniewskiego Historia pewnej miłości. Trochę na fali retro nostalgii, Bałtycki Teatr Dramatyczny im. Juliusza Słowackiego w Koszalinie wystawił sceniczny remake pierwszego z przywołanych utworów (scenariusz, reżyseria i choreografia Dariusza Lewandowskiego).


Zaadresowany głównie do publiczności pamiętającej tamte czasy i szczelnie zapełniającej widownię. Przedstawienie posiada budowę numerową. Na opuszczanej kurtynie-ekranie w regularnych odstępach wyświetlane są rodzajowe materiały archiwalne z tamtej epoki (zaczerpnięte z kronik i dokumentów filmowych). Pomiędzy nimi pojawiają się sceny z udziałem bohaterek znanych z filmu, przybierające formę skeczów. Przedzielają je ówczesne piosenki oraz epizody taneczne, stanowiące jakby ilustrację dla wzorcowej opowieści miłosnej o zakochującej się parze, biorącej ślub, wprowadzającej się do mieszkania i doczekującej się dziecka (Kornelia Downarowicz i Krystian Hintzke). W życiu takie wypadki raczej się nie zdarzają i w głównej historii też pojawi się dziecko, tyle że nieślubne i raczej niechciane. Skoro wprowadzono przelotnie, przy kasie teatru, postać bratanicy premiera Jaroszewicza, której były chłopak korzysta z jej mieszkania i udostępnia je naszym bohaterom, może należało posłużyć się, niczym czechowowską flintą, komiczną perypetią, iż przybywa ona właśnie w najmniej odpowiednim momencie, by upomnieć się o swoją własność?...

 

Dziewczyny do wziecia 2

 

Akcja toczy się wartko, jej miejsca zaznaczają: stały pomost dworcowy w tle oraz chwilowe aranżacje wnętrza kawiarni i typowo urządzonego ówczesnego mieszkania, a szybkie zmiany dokonują się za sprawą przesuwanych praktykabli (przedział kolejowy, kiosk, kasa teatralna, toaleta w kawiarni) czy pojawiających się neonów, typowych dla ówczesnego wystroju ulic (scenografia Agnieszka Kaczyńska). W znacznej mierze zadbano o wierne odtworzenie realiów z epoki, jedynie na nogach kelnerki zabrakło ergonomicznego obuwia chroniącego przed następstwami nieustannego pozostawania w ruchu. O ile w filmowym pierwowzorze występowali aktorzy niezawodowi, co miało podkreślać autentyzm sytuacyjny i środowiskowy, to w wersji scenicznej postawiono na profesjonalizm, którego wymagają zadania wokalne oraz komediowej natury. Zarówno będące efektem naiwności prowincjuszek, jak i wynikające z ówczesnych realiów, kiedy w kawiarni niedostępną pozostaje... kawa, a obsługujące poddają tresurze swoich klientów (w charakterystycznych eroizodach Kelnerki i Kasjerki wystąpiła Katarzyna Lenarcik-Stenzel). Tu już widać wpływy późniejszego Stanisława Barei. Trójka tytułowych dziewczyn, żądnych stołecznej przygody, pozostaje wewnętrznie zróżnicowana pod względem charakterologicznym, tak że powstają zindywidualizowane wizerunki sceniczne odgrywanych postaci. Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska przydała „Panience z okienka“ czyli urzędniczce z poczty rysów najbardziej doświadczonej i pewnej siebie, a przynajmniej starającej się za takową uchodzić.


Jej przeciwieństwem w ujęciu Adrianny Jendroszek była Marta, padająca ofiarą nie tylko nielubianego kremu sułtańskiego, na który uwodzone są kobiety, ale i własnej lekkomyślności, za co przyjdzie jej zapłacić ciążą, co wykracza poza treść filmu i stanowi własny wkład autora teatralnej adaptacji. Wreszcie po środku pomiędzy nimi stara się uplasować Dominika Mrozowska-Grobelna jako Pućka.

 

Dziewczyny do wziecia 3

 

Wykonawczynią popularnych wtedy przebojów, składających się na oprawę muzyczną spektaklu, okazała się Bernadetta Burszta-Czarnowicz, z powodzeniem potrafiąca przydać im nowego życia. Kiedyś to kino dyskontowało sceniczny sukces dramatów, teraz zaś dzieje się na odwrót, teatry, również muzyczne, coraz częściej inspirują się ekranowymi fabułami (np. Amator w Opolu, Anioł zagłady w Metropolitan Opera).

                                                                   Lesław Czapliński