Przegląd nowości

Opowieść tańcem

Opublikowano: poniedziałek, 15, czerwiec 2026 18:17

Z początku nie ma w tym spektaklu w TR Warszawa żadnej muzyki, jest za to dużo ruchu. Można go utożsamiać z tańcem, oczywiście nowoczesnym, nie klasycznym. Wykonawcy podrygują w rytm nadawany przez samolot – to pewnie jakieś długotrwałe turbulencje, bo sztuka nosi tytuł Strach przed lataniem.

 

 Strach przed lataniem 1

 

Potem jest podróż pociągiem i znów artyści podrygują, ale ze znacznie większą amplitudą. Jest również podrygiwanie sugerujące napięcie erotyczne, ale główna postać skandalizującej pisarki, dziennikarki i feministki Isadory Wing, grana z wielkim poświęceniem przez Martę Nieradkiewicz, wyraża swoją radość piruetami w typie tańca derwiszów. Fakt, kilka osób z premierowej publiczności nie zdzierżyło (wydawało im się, że pewne rzeczy w teatrze są „be”) i wyszło w trakcie. 


Jednak recenzent powinien się kierować dekalogiem Tomka Miłkowskiego, szefa międzynarodowego stowarzyszenia krytyków, gdzie wyraźnie jest napisane, iż zasadą oceniającego ma być formuła „trwam”. Cały ten świat na scenie wykreowała reżyserka Weronika Szczawińska z wyraźnym udziałem choreografii ułożonej przez Alicję Czyczel i oprawą wizualną scenografki Marty Szypulskiej, jednocześnie autorki kostiumów, które same w sobie są dziełem artystycznym.

 

Strach przed lataniem 2

 

Spektakl zresztą jest zapowiadany jako przedstawienie kostiumowe. Na jego sukces złożyła się także praca Piotra Wawera jr. adaptatora powieści Eriki Jong. Dopiero w drugiej części przedstawienia, kiedy ruch taneczny bez muzyki zmienia się w szalony happening, czasem zupełnie bez słów, ale już z podkładem dźwiękowym, wspinamy się na wyższy poziom teatralnej magii. I tu pojawia się aranżacja arcydzieła Claude'a Debussy'ego Światło księżyca, co może sugerować, że bohaterowie spektaklu przenieśli się z Wiednia do Paryża. 


W jakimś nieopanowanym paroksyzmie paranoi rozrzucają po scenie kilka materacy i owijają się nimi. Po Debussym jest trochę popu i rocka, bo początkowo dosyć „bezpieczny" perfomance przechodzi do stadium polewania się jogurtami, posypywania chipsami i niezidentyfikowanym proszkiem – może bułką tartą.

 

Strach przed lataniem 3

 

Trochę szkoda gdy niszczy się produkty spożywcze, ale główna sprawczyni sama zadaje sobie pokutę z powodu tego świętokradztwa. Jedzenie służy do konsumpcji, nie należy go tracić. Spektakl kończy się na szczęście całkiem naturalistyczną spóźnioną kolacją w wannie. Wszystkie te uwagi są tylko opisem warstwy powierzchniowej spektaklu, nie oddają istoty i przesłania dzieła. – „To opowieść o próbie wniknięcia w pożądanie jako siłę napędzającą życie” – powiedziała reżyserka. Dodajmy, że próba jest w pełni udana.

                                                                        Joanna Tumiłowicz