Przegląd nowości

O magii codzienności i „Śnie nocy letniej” w Deutsche Oper Berlin

Opublikowano: środa, 17, czerwiec 2026 16:30

Niektóre dzieła przeżywają swoich twórców o kilka pokoleń. Inne o kilka stuleci. Niewiele jednak po czterystu latach sprawia wrażenie, jakby zostały napisane wczoraj. Sen nocy letniej należy właśnie do tej wyjątkowej grupy. To jedna z tych historii, które pod pozorem lekkiej komedii mówią o sprawach niezwykle poważnych: o miłości, pożądaniu, wyobraźni, dojrzewaniu i o tym, jak często człowiek bardziej ufa własnym marzeniom niż rzeczywistości. Opera Benjamina Brittena, zaprezentowana 6 czerwca 2026 roku w Deutsche Oper Berlin, przypomniała o tym z niezwykłą siłą.

 

Sen nocy letniej,Berlin 1

 

Nie był to spektakl próbujący olśnić widza rozmachem dekoracji czy teatralnymi efektami. Reżyser Ted Huffman wraz ze scenografką Marshą Ginsberg postawili na oszczędność środków. Chłodna, niemal ascetyczna przestrzeń od początku kierowała uwagę na ludzi – ich spojrzenia, gesty, pragnienia i wzajemne relacje. Była to decyzja odważna i trafna. Dzięki niej nie oglądaliśmy bajkowego lasu pełnego wróżek, lecz raczej krajobraz ludzkiej wyobraźni. Miejsce, w którym wszystko może się wydarzyć, ponieważ najważniejsze zdarzenia rozgrywają się nie wokół nas, lecz w nas samych.


Już od pierwszych minut uwagę zwracała wyjątkowa spójność zespołu wykonawców. Rzadko zdarza się przedstawienie, w którym każdy ruch wydaje się tak naturalnie wpisany w dramaturgię. Duża w tym zasługa choreografii Sama Pinkletona oraz pracy Ran Arthura Brauna nad postacią Puka. Ruch nie był tu dodatkiem do muzyki – stał się jednym z głównych narzędzi opowiadania historii. Najbardziej spektakularnym przykładem był Puk w wykonaniu Jami Reid-Quarrella.

 

Sen nocy letniej,Berlin 2

 

Artysta stworzył postać pełną energii, figlarności i nieprzewidywalności. Zachwycał akrobatyczną sprawnością, ale równie imponujące było to, jak umiejętnie łączył ruch z aktorstwem. Jego Puk nie był jedynie zabawnym duchem lasu. Stawał się przewodnikiem po świecie przedstawienia, strażnikiem granicy pomiędzy snem a jawą. Kiedy pojawiał się na scenie, wszystko wydawało się możliwe. W centrum tej opowieści pozostawali jednak Oberon i Tytania. Iestyn Davies stworzył Oberona niezwykle eleganckiego, niemal hipnotycznego. Jego charakterystyczny kontratenor idealnie pasował do postaci, która jednocześnie fascynuje i budzi niepokój.

 

Sen nocy letniej,Berlin 3

 

Davies nie potrzebował wielkich gestów. Wystarczała obecność, sposób prowadzenia frazy, jedno spojrzenie. Jego Oberon był bardziej siłą natury niż człowiekiem – kimś, kto obserwuje wydarzenia z dystansu, a jednocześnie potrafi jednym ruchem wpłynąć na los wszystkich bohaterów. Równie przekonująca była Alexandra Oomens jako Tytania. Jej świetlisty sopran wnosił do spektaklu lekkość i wdzięk, ale także wewnętrzną siłę. W relacjach z Oberonem tworzyła postać znacznie bardziej złożoną niż baśniowa królowa elfów. 


Dumna, niezależna, chwilami kapryśna, pozostawała zarazem bardzo ludzka. Ich wspólne sceny należały do najbardziej sugestywnych momentów wieczoru, bo pod warstwą fantastyki opowiadały o czymś doskonale znanym każdemu widzowi – o konfliktach, napięciach i pojednaniach obecnych w każdej relacji. Na osobne wyróżnienie zasługuje także Maria Vasilevskaya jako Helena. W jej interpretacji bohaterka nie była jedynie komiczną postacią desperacko zabiegającą o uwagę ukochanego. Vasilevskaya potrafiła pokazać pełne spektrum emocji: od rozpaczy i poczucia odrzucenia po gniew, ironię i nadzieję.

 

Sen nocy letniej,Berlin 4

 

Dzięki temu Helena stawała się jedną z najbardziej prawdziwych postaci całego spektaklu. Równie dobrze wypadli pozostali młodzi kochankowie. Ich sceny należały do najzabawniejszych fragmentów przedstawienia. Huffman prowadził je z dużym wyczuciem współczesnej psychologii. Kłótnie, zazdrość i nagłe zmiany uczuć były pokazane tak wiarygodnie, że chwilami można było zapomnieć o elfach i czarach. W bohaterach łatwo było rozpoznać własne doświadczenia i emocjonalne turbulencje. Całość spajała jednak przede wszystkim muzyka Benjamina Brittena.

 

Sen nocy letniej,Berlin 5

 

Trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie ona stanowi najważniejsze źródło niezwykłości tego dzieła. Nie ilustruje wydarzeń – tworzy przestrzeń, w której mogą się wydarzyć. Raz prowadzi słuchacza w świat snu, innym razem przywraca go do rzeczywistości. Potrafi być tajemnicza, liryczna i figlarna, by chwilę później stać się niepokojąca. Pod batutą Dalii Stasevskiej orkiestra Deutsche Oper Berlin wydobyła z partytury niezwykłe bogactwo barw i nastrojów. To właśnie muzyka sprawiała, że publiczność nie tyle obserwowała zaczarowany las, ile naprawdę się w nim znajdowała. Szczególnie udany okazał się także słynny „teatr w teatrze”. 


Sceny przygotowywane przez rzemieślników zostały zagrane z wyczuciem komizmu. Humor wynikał z sytuacji i charakterów, a nie z prostych gagów. Dzięki temu finał przynosił nie tylko rozrywkę, lecz także subtelną refleksję nad samym teatrem i ludzką potrzebą opowiadania historii. To jednak nie wykonawcy, reżyseria czy nawet muzyka pozostają w pamięci najdłużej. Najtrwalsze okazuje się przesłanie tego dzieła.

 

Sen nocy letniej,Berlin 6

 

Szekspir zdaje się przypominać, że niezwykłość nie kryje się w elfach ani czarodziejskich miksturach. Kryje się w samym ludzkim życiu – w przypadkowych spotkaniach, nieoczekiwanych zwrotach losu i uczuciach, które pojawiają się nagle, często wbrew rozsądkowi i naszym planom. Sen nocy letniej przypomina również, jak cienka bywa granica pomiędzy zachwytem a rozczarowaniem, pomiędzy zakochaniem a obojętnością. Jak łatwo przypisujemy innym cechy, których w rzeczywistości nie posiadają. Jak często bardziej kochamy własne wyobrażenia niż prawdziwych ludzi.

 

Sen nocy letniej,Berlin 7

 

Być może właśnie dlatego publiczność opuszczała Deutsche Oper Berlin z tak widoczną radością. Owacje były długie i w pełni zasłużone. Jednak najciekawsze działo się już po wyjściu z teatru. Na twarzach wielu osób można było dostrzec ten szczególny uśmiech, który pojawia się po spotkaniu z czymś naprawdę pięknym. Jakby przez kilka godzin udało się zajrzeć do rzeczywistości rządzącej się nieco innymi prawami. A może właśnie to jest największą siłą Snu nocy letniej. Nie każe wierzyć w elfy. Przypomina, że najbardziej nieprawdopodobne rzeczy wydarzały się, wydarzą i wciąż wydarzać będą między ludźmi. To wystarczy, by świat pozostał miejscem pełnym cudów.

                                                                             Mariusz Grudzień