Przegląd nowości

Turandot – Nowi władcy starego świata

Opublikowano: wtorek, 16, czerwiec 2026 18:53

W operze bywają wieczory, kiedy wychodzimy z teatru z piękną melodią w głowie. Bywają też takie, kiedy wracamy z pytaniem, które nie daje spokoju jeszcze długo po zakończeniu przedstawienia. Po Turandot w Deutsche Oper Berlin długo nie mogłem uwolnić się od jednej myśli: z ilu jeszcze różnych perspektyw można spojrzeć na tę operę. Do Berlina przyjechałem z bagażem wspomnień wielu wcześniejszych spotkań z ostatnim dziełem Pucciniego. Zawsze była w nim obecna nadzieja.

 

Turandot,Berlin 1

 

Nawet jeśli prowadziła przez okrucieństwo, śmierć i cierpienie, ostatecznie miała zwyciężyć miłość. Tak przynajmniej przywykliśmy myśleć o Turandot. Lodowa księżniczka odnajduje człowieczeństwo, Kalaf zdobywa ukochaną, a świat odzyskuje równowagę. Reżyser Lorenzo Fioroni od pierwszych minut daje jednak do zrozumienia, że nie zamierza opowiadać tej historii. Jego Turandot nie jest opowieścią o tym, jak miłość pokonuje przemoc, lecz o tym, jak trudno wyrwać się z kręgu przemocy nawet wtedy, gdy wszyscy deklarują tęsknotę za miłością. Nie oglądamy baśniowego Pekinu. Nie ma orientalnego przepychu ani dekoracyjności, która przez dziesięciolecia stanowiła znak rozpoznawczy wielu inscenizacji tej opery.


Paul Zoller, autor scenografii, przenosi akcję do świata przypominającego współczesne państwo totalitarne, w którym społeczeństwo funkcjonuje pod nieustanną obserwacją, a przemoc została wpisana w codzienny porządek rzeczy. Egzekucje nie są tu wyjątkiem od reguły, lecz elementem społecznego rytuału. Władza nie ogranicza się do sprawowania kontroli – produkuje również emocje i widowiska, których ludzie oczekują z niemal religijnym zaangażowaniem. Patrząc na scenę, miałem momentami wrażenie, że nie oglądam opery Pucciniego, lecz opowieść o współczesnym świecie.

 

Turandot,Berlin 2

 

O świecie, który równie chętnie śledzi polityczne pojedynki, medialne lincze i publiczne upokorzenia. O świecie, w którym przemoc potrafi zamienić się w widowisko, a ludzie uczestniczą w nim tak długo, aż przestają zadawać pytanie, czy można żyć inaczej. Najbardziej fascynujące jest jednak to, że Fioroni nie kieruje swojego oskarżenia wyłącznie pod adresem rządzących. 

 

Turandot,Berlin 3

 

Jednym z najważniejszych bohaterów spektaklu staje się tłum – zbiorowy bohater, bez którego cały mechanizm nie mógłby istnieć. To on tworzy atmosferę oczekiwania, domaga się emocji i uczestniczy w spektaklu przemocy. Jest jednocześnie ofiarą systemu i jego współtwórcą; cierpi pod ciężarem terroru, ale zarazem pomaga mu trwać. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, kto właściwie jest obserwatorem. Czy my patrzymy na scenę, czy może scena patrzy na nas? Czy publiczność zgromadzona w Deutsche Oper rzeczywiście tak bardzo różni się od tłumu przedstawionego przez reżysera? 


To pytanie pozostaje w pamięci długo po zakończeniu spektaklu, ponieważ dotyka jednego z najbardziej niewygodnych tematów współczesności – naszej fascynacji przemocą oraz zadziwiającej łatwości, z jaką przyzwyczajamy się do jej obecności. Najpełniej zamysł Fioroniego ujawnia się w drugim akcie. Scena zagadek, tradycyjnie traktowana jako intelektualny pojedynek prowadzący do narodzin uczucia, staje się tutaj centralnym punktem całej opowieści. Nie oglądamy konkursu inteligencji ani spotkania kobiety i mężczyzny. 

 

Turandot,Berlin 4

  

Oglądamy publiczny rytuał władzy, w którym wynik wydaje się mniej istotny od samego pokazania, kto ma prawo decydować o życiu i śmierci. Niewielki biały stolik ustawiony pośrodku sceny staje się miejscem politycznego starcia, stołem negocjacyjnym, przesłuchaniem i pokazową egzekucją jednocześnie. Każde pytanie zadawane przez Turandot brzmi jak wyrok, a każda odpowiedź Kalafa jest próbą odebrania jej kontroli nad sytuacją. Daniel Carter prowadzi orkiestrę tak, jakby pod powierzchnią muzyki nieustannie odliczano czas do katastrofy. 

 

Turandot,Berlin 5

  

Napięcie narasta z każdą kolejną zagadką, a widz nie czeka już na rozwiązanie łamigłówki, lecz na moment, w którym ktoś zostanie pokonany. To właśnie w tej scenie Catherine Foster tworzy kreację definiującą całe przedstawienie. Jej Turandot nie jest kobietą zranioną przez historię swojej przodkini. Jest figurą władzy. Kimś, kto przez lata nauczył się, że przetrwać można wyłącznie dzięki sile. Szczególnie wyraźnie widać to w In questa reggia. W wielu inscenizacjach aria ta stanowi próbę usprawiedliwienia okrucieństwa bohaterki. Tutaj staje się portretem człowieka żyjącego pod nieustanną presją systemu. 


Turandot jest obserwowana, oceniana i zamknięta w roli, której nie może porzucić. Władza uczyniła z niej symbol i jednocześnie odebrała jej możliwość bycia sobą. Jej okrucieństwo przestaje być wyłącznie cechą charakteru, a staje się rolą, którą musi nieustannie odgrywać. Paradoksalnie więc osoba znajdująca się na szczycie hierarchii okazuje się również więźniem stworzonego przez siebie świata. Na tym tle szczególnie poruszająco wybrzmiewa Liù w interpretacji Marii Motolyginy. Jest jedyną postacią zdolną do autentycznego współczucia.

 

Turandot,Berlin 6

 

Jedyną osobą, która nie chce zwyciężać, dominować ani podporządkowywać sobie innych. W świecie opartym na przemocy reprezentuje wartości niemal zapomniane: czułość, lojalność i gotowość do poświęcenia. Liù jest jedyną bohaterką, która nie traktuje drugiego człowieka jak przeciwnika, poddanego lub trofeum. Dlatego w świecie Fioroniego wydaje się niemal kimś z innej rzeczywistości.

 

Turandot,Berlin 7

 

Być może właśnie dlatego jej śmierć staje się prawdziwym punktem zwrotnym całej opery. Wraz z nią znika ostatnia osoba zdolna przerwać krąg przemocy, a widz zaczyna rozumieć, że od tej chwili nie ma już nikogo, kto mógłby przywrócić temu światu moralną równowagę. Dlatego finał pozostawia tak głęboki niepokój. Przez całe przedstawienie oczekujemy momentu przemiany. Czekamy, aż miłość okaże się silniejsza od przemocy. W końcu Turandot całuje Kalafa i wypowiada słowa o miłości. Wszystko wydaje się prowadzić do pojednania. Jednak Fioroni świadomie odbiera widzowi ten komfort. Pocałunek nie wygląda jak początek nowego świata.


Bardziej przypomina zawarcie sojuszu pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy doskonale zrozumieli reguły gry. Kiedy chwilę później giną Altoum i Timur, staje się jasne, że nie oglądamy narodzin nowego ładu, lecz jedynie kolejną zmianę na szczycie władzy. Świat pozostaje taki sam. Zmieniają się jedynie ci, którzy będą nim rządzić. Wychodząc z Deutsche Oper, uświadomiłem sobie, że największym zaskoczeniem wieczoru nie była sama koncepcja reżysera.

 

Turandot,Berlin 8

 

Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak szybko akceptujemy reguły takiego świata, jak łatwo przychodzi nam uznać, że zwyciężają najsilniejsi, a słabsi skazani są na rolę ofiar. Być może właśnie tutaj znajduje się najważniejsze pytanie tej inscenizacji. Nie dotyczy ono Turandot ani Kalafa. Dotyczy nas. Czy naprawdę wierzymy jeszcze, że przemoc można zakończyć, czy też każde zwycięstwo rodzi jedynie nowych zwycięzców i nowe ofiary? Nie wiem, czy Lorenzo Fioroni odbiera widzowi nadzieję.

 

Turandot,Berlin 9

 

Mam jednak wrażenie, że próbuje zmusić nas do spojrzenia na świat bez pocieszających iluzji. A kiedy opada kurtyna, pozostawia nas z pytaniem, które wybrzmiewa znacznie dłużej niż ostatnie akordy Pucciniego: czy potrafimy wyobrazić sobie rzeczywistość, w której siła nie jest ostatecznym argumentem? Być może właśnie dlatego, niemal sto lat po premierze, wciąż wracamy do Turandot. Nie dlatego, że znamy odpowiedzi, lecz dlatego, że każda epoka odnajduje w niej własne pytania. Fioroni znalazł pytanie o władzę, przemoc i naszą fascynację siłą. Trudno po tym spektaklu udawać, że go nie usłyszeliśmy.

                                                                          Mariusz Grudzień