Na skraju załamania nerwowego z powodu swojej samotności? Po seansach filmów Pedro Almodóvara, kiedy wędrują po ich labiryntach namiętności, spotykają się w sąsiadującej z kinem Café Luna. Do tego stopnia utożsamiają się z bohaterkami dzieł swego ulubionego reżysera, że stylizują się na ich sposób ubierania z obowiązkowymi czerwonymi pantoflami na wysokich obcasach (kost. Beata Jasionek).
I porozumiewają się między sobą tekstami piosenek z jego filmów, stanowiącej ich tajny kod. Zrozumiały dla nich i publiczności przedstawienia Café Luna (reż. Arkadiusz Buszko) w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym im. J. Słowackiego w Koszalinie, rekrutującej się z aficionados hiszpańskiego filmowca. Tajny kod mający przełamać ciążącą im samotność.
O ile w krakowskim przedstawieniu w teatrze KTO w końcu ten wytęskniony, wymarzony mężczyzna materializuje się poniekąd deus ex machina, zstępując z wysokości po krętych schodach, o tyle na koszalińskiej Scenie na Zapleczu, stanowiącej część tej właściwej, pozostaje on kimś wirtualnym, a więc istniejącym w tekstach piosenek i w wyobraźni trójki kobiet. W ich wyobraźni, a zatem w pełni podlegającym ich władzy.
A więc takim, który nigdy ich nie zawiedzie. Trzy śpiewające aktorki tworzą swoje historie wyłącznie za pomocą słów piosenek, których polskie odpowiedniki stworzyła Anna Burzyńska. Każda z Pań wnosi własne doświadczenie i osobowość: debiutująca Olga Mleczko pewną dozę nieśmiałości, być może stanowiącą strategię mającą zwabić adoratora, Katarzyna Lenarcik-Stenzel przeciwnie, reprezentuje swobodę i pewność siebie, będące może maską, pod którą kryje się wrażliwość, wreszcie Żaneta Gruszczyńska-Ogonowska skupia się na uwodzeniu zmysłowym tembrem głosu.

Aktorki wchodzą w interakcje między sobą oraz mniej fortunne z widownią, mające na celu zdynamizowanie akcji. Skoro jednak zrezygnowano ze spoiwa w formie dialogów, należało chyba pozostać przy absolutności świata przedstawionego, współtworzonego przez akompaniującego pianistę Macieja Osady-Sobczyńskiego, odpowiadającego za oprawę muzyczną. W sumie koszalińscy artyści nie muszą odczuwać kompleksów wobec krakowskiego ujęcia tego tematu, zwłaszcza, że ich odznacza się znaczną dozą oryginalności.
Lesław Czapliński