Nowy cykl spotkań o nazwie Strefa przenikania otwiera podwoje Filharmonii Narodowej na zjawiska, które łączą się z muzyką, służą muzyce, pomagają melomanom, a także samym artystom, powiększają naszą wiedzę o świecie sztuki, z której można czerpać na różne sposoby. Dwaj artyści – fotograficy, Grzegorz Mart i Wojciech Grzędziński, osiągnęli już w swoim zawodzie szczyty profesjonalizmu. Ten pierwszy ma kierunkowe wykształcenie, bo studiował zarówno w Akademii Sztuk Pięknych jak i łódzkiej „filmówce". Ten drugi spotkał się z najbardziej niebezpieczną formą dziennikarskiego rejestrowania rzeczywistości, bo relacjonował konflikty zbrojne i ich skutki w Libanie, Iraku, Afganistanie, Sudanie Południowym, Gruzji i na Ukrainie.
A także przez kilka lat pełnił funkcję szefa fotografów i oficjalnego fotografa Prezydenta RP. Jakkolwiek działali w zupełnie innych rejonach to ich osobiste kariery zawodowe połączyło fotografowanie wydarzeń muzycznych. I jak się okazuje dojście do tej abstrakcyjnej i ulotnej sztuki było dla obu mężczyzn czystym przypadkiem, dotarli do filharmonii w ramach zastępstwa. Grzegorz Mart zajął się uwiecznianiem festiwalu Warszawska Jesień, zaś Wojciech Grzędziński związał się z Międzynarodowymi Konkursami Chopinowskimi. Tych zajęć podjęli się nie mając większego pojęcia o muzyce klasycznej, ani o specyfice pracy muzyków, o ich kłopotach i emocjach.
A ponieważ zarówno Warszawska Jesień jak i Konkurs Chopinowski odbywają się w Filharmonii Narodowej, więc tutaj zorganizowano wystawę ich prac i tutaj odbyło się spotkanie pod nazwą Strefa przenikania, które poprowadziła dziennikarka i kulturoznawczyni – Maja Chitro, pracująca w popularnym lifestyle'owym magazynie ELLE. A jednak, mimo braku specjalnego przygotowania i nawet podstawowej wiedzy o muzyce poważnej, obaj fotograficy wywalczyli sobie znaczące miejsce w tym dosyć wąskim kręgu fotografików wpuszczanych na sale koncertowe i za kulisy filharmonii, zaprzyjaźnili się z wieloma muzykami, poznali też specyfikę ich pracy.
Wystawa fotogramów w foyer Filharmonii Narodowej nie jest oczywiście fotograficzną wersją muzyki, ponieważ obraz nie posiada właściwości muzycznych, choć cechuje go jednak jakaś kompozycja oraz zależność od koloru i światła. Jest jedynie rejestracją zachowania człowieka – muzyka podczas jego pracy, pokazuje napięcia, wysiłek, oddanie tworzonej interpretacji itp. Fotograficy jednak próbują różnymi sposobami przeniknąć istotę twórczości muzycznej. Ze zdjęć trudno odczytać komunikat jaka muzyka była grana, które dzieło jakiego kompozytora było wykonywane, jednak na fotogramach przygotowanych przez Grzegorza Marta widać pewne działania czysto malarskie.

Artysta rozwija technikę akrylu na fotografii. Różnokolorowe pociągnięcia pędzla nie wchodzą na twarze ani na instrumenty, atakują natomiast tło, starają się uwidocznić rytm, napięcie, a przede wszystkim ruchy wykonywane podczas tworzenia dźwięku. Gdy puzoniści wyciągają swoje suwaki w jednym kierunku, to podobnie artysta nakreśla pędzlem równolegle ten sam kierunek.

Inaczej jest ze skrzypcami, bo tutaj poruszenia smyczkiem odbywają się w różnych płaszczyznach i stawianie równoległych linii nie jest już takie jednostajne. Jeszcze inny komentarz malarski został zastosowany do zdjęcia pokazującego perkusistę grającego na kotłach. Całkiem odmiennie podchodzi do rejestrowanego materiału fotograficznego Wojciech Grzędziński. On nie deformuje obrazu kolorowymi plamami ani liniami, stara się natomiast uchwycić jakiś nietypowy układ rąk, ciała, twarzy pianisty, zresztą nie tylko podczas występu, ale także przed i po zejściu z estrady. Nie trzeba wielkiej spostrzegawczości, aby odkryć, że ci ludzie całą swoją osobowość poświęcają tworzeniu muzyki. A to świadczy o ogromnej wyobraźni samego fotografa. Na pytanie dziennikarki – jaką muzykę lubią, albo przynajmniej rozpoznają bez podpowiedzi, Grzędziński odpowiada bez wahania – Chopin. I to by było na tyle.
Joanna Tumiłowicz