Teatr operowy w położonym nieopodal Paryża miasteczku Massy, nazywany „operą pośród bloków”, jest rzeczywiście otoczony wielopiętrowymi budynkami z mieszkaniami socjalnymi. Wzniesiony według projektu architekta Jeana Duthilleula, stanowi część większego kompleksu instytucji kultury, w skład którego wchodzi również mediateka Jean-Cocteau i miejskie kino.

Nad koncepcją budowy rzeczonej opery - i programem jej pierwszego sezonu - pracował Jean-Louis Martinoty, reżyser i były dyrektor Opery Paryskiej, a w inauguracyjnym koncercie w roku 1993 wzięła udział Teresa Berganza. Oprócz dysponującej doskonałą akustyką głównej sali, w operowym gmachu znajduje się też audytorium, przeznaczona do prób sala imienia Messiaena oraz dwa studia taneczne. Ponadto przewidziano w nim zarezerwowaną dla uczniów okolicznych szkół przestrzeń pedagogiczną, którą z kolei zainaugurował w 2018 roku książę Monako Albert II.
Każdego roku przywołana placówka sztuki lirycznej w Massy proponuje swojej publiczności starannie skonstruowany repertuar, który w bieżącym, zbliżającym sie właśnie do finału sezonie otworzyli parę miesięcy temu Poławiacze pereł Bizeta. Następnie można się było wybrać na Don Giovanniego Mozarta, Trouble in Haiti Bernsteina, Romeo i Julię według Gounoda, Les Arts Florissants i La Descente d’Orphée M-A. Charpentiera, Dziennik zaginionego Janáčka i Növenyéka Adèsa, Cyganerię Pucciniego oraz Czarnobrodego Divareta.
Obecnie sezon zamyka zaś Łucja z Lammermooru Donizettiego w reżyserii cenionego reżysera teatralnego Simona Delétanga, który tą realizacją debiutuje w zakresie gatunku operowego. Jak sam przyznaje, w swoich inscenizacjach chętnie inspiruje się dziełami filmowymi, a w przypadku opery Donizettiego kojarzy jej klimat z atmosferą kultowej już pozycji kinematograficznej, jaką jest Nostalgia Andrieja Tarkowskiego.

Niewtajemniczeni widzowie szybciej jednak dostrzegą, że rezygnująca z odniesień do szkockich realiów powieści Waltera Scotta - pierwowzoru opery - scenografia Aliénor Durand zdradza raczej wpływy stylu włoskiego. Oto bowiem osadzona w stylizowanej i na ogół białej przestrzeni minimalistyczna konstrukcja scenograficzna ukazuje czarne i w miarę postępu akcji przesuwane arkady, które przywodzą na myśl wystrój rzymskich lub florenckich pałaców.
W głębi sceny dominuje natomiast reprodukcja obrazu Judyta odcinająca głowę Holofernesowi Caravaggia, co wyraźnie ma w zamierzeniu reżysera pozostawać w symbolicznym związku z rozgrywającą się w łożnicy sceną zamordowania przez Łucję Artura Bucklawa. Co ciekawe, wyjawiający z przerażeniem zgromadzonym tę dramatyczną zbrodnię Rajmund, opiekun Łucji, powtarza niejako gest obserwowany na przywołanym płótnie.
Dokonane przez bohaterkę zabójstwo staje się według Delétanga jej odpowiedzią na tłumione w niej pragnienia. Jest też reakcją na całkowite zniewolenie i na presję otoczenia zmuszającego ją do niechcianego zamążpójścia za niekochanego przez nią Artura. Wizja francuskiego reżysera diametralnie różni się od znanych nam tradycyjnych inscenizacji omawianego arcydzieła, albowiem słynna scena szaleństwa Łucji (Il dolce suono – Ardon gli incensi) ukazuje tę protagonistkę nie w kryzysie obłędu, lecz w nieoczekiwanym stanie wyciszenia i ukojenia.

To dlatego zamiast histerycznego miotania się po scenie, odtwarza ona spokojnie gesty z wymuszonej na niej ceremonii ślubnej, podczas gdy w tle pojawiają się uczestniczący wcześniej w owej uroczystości goście. Warto przy okazji zaznaczyć, iż ruchy wszystkich wykonawców zostały interesująco i precyzyjnie opracowane przy współpracy choreografa Thierry’ego Thieû Nianga, zaś sugestywne klimaty poszczególnych odsłon są również kreowane za sprawą reżyserii świetlnej Mathilde Chamoux. Z całością obrazu harmonijnie współgrają na ogół pozbawione odniesień czasowo-historycznych kostiumy, zaprojektowane przez Pauline Kieffer.
Symbolicznego znaczenia nabiera tylko jakby pochodzący z epoki elżbietańskiej strój Łucji, z wręcz przyduszającą ją obszerną kryzą wokół szyi. Pochodząca z Hawany sopranistka Laura Ulloa wznieca w roli tytułowej aplauz doskonałą znajomością wszelkich tajników bel canta, swobodnym i naturalnym frazowaniem, niezawodną techniką i poruszającą identyfikacją z rolą.
Zjawiskowo przez nią wykonana - z towarzyszeniem chimerycznych dźwięków szklanej harmoniki (a nie fletu) - scena szaleństwa stanowi emocjonalne i niezapomniane zwieńczenie całej realizacji. Jej ukochanym Edgarem jest wykorzystujący finezyjne środki wokalne kolumbijski tenor César Cortes, dysponujący ciepło brzmiącym i zyskującym w zależności od wyrażanych uczuć różnorodne barwy tenorem.

Henryka Ashtona bezbłędnie portretuje imponujący mocnym i gęsto nasyconym barytonem oraz dominujący potężną sylwetką cypryjski baryton Stavros Mantis. W partii Rajmunda nie do końca przekonuje, wprawdzie przykuwający uwagę atrakcyjnym zabarwieniem swego basu, wszak nie zawsze umiejętnie gospodarujący oddechem i z tego powodu zbyt często rwący końcówki fraz Jean-Vincent Blot. Obsadę bez zarzutu dopełniają argentyński tenor Carlos Tatale (Artur), mezzosopranistka Sophie Belloir (Alisa) i tenor Jean Miannay (Norman). Zaś na czele Orkiestry Opery w Massy i Chóru kameralnego „Mélisme” stoi z powodzeniem specjalizujący się w repertuarze bel canta Jakob Lehmann, nadający potoczyście prowadzonej i zwartej narracji muzycznej odpowiednią intensywność emocjonalną.
Leszek Bernat