Pouczające jest porównanie ubezwłasnowolnienia twórców przez całkowicie odmienne systemy ustrojowe. Ze względów komercyjnych w Stanach Zjednoczonych, obowiązującej w Związku Radzieckim doktryny estetycznej socrealizmu, czego doświadczył w obydwu krajach rosyjski filmowiec Siergiej Eisenstein.
Z różnych pobudek oczekiwały one od kompozytorów dyspozycyjności, przede wszystkim w zakresie przystępności pisanych utworów. Ze względów na zyski ze sprzedaży w pierwszym przypadku, możliwości percepcyjnych masowej publiczności w drugim. Przypadło to w udziale dwóm wojennym emigrantom z Polski w dwóch zdawałoby się przeciwstawnych świata stronach: Henrykowi Warsowi oraz Mieczysławowi Wajnbergowi.
Uwertura „Maalot“ pierwszego to właściwie tren przyjmujący formę crescenda. Bardzo dobrze przeprowadził tę zasadę rozwojową Michał Klauza, ale sama muzyka mnie nie (po)ruszała, będąc doskonale nijaką. Dotyczyło to także pierwszej części High-Rise (Wieżowce) suity Szkice miejskie tegoż autora, na początku której strojenie waltorni pozostawiało nieco do życzenia.
Nie mam do końca pewności, na ile była to strategia kompozytorska, a na ile dyrygencka, by blues z drugiego ogniwa powoli się wyłaniał zanim się ostatecznie w pełni objawi? Finałowe Freeway Scherzo odznaczało się żywiołową motoryką i jakby zapowiadało motyw przybocznych tytułowego króla Ubu z opery Krzysztofa Pendereckiego. Wydaje mi się, że z orkiestrowego dorobku tego kompozytora na upowszechnienie bardziej zasługują jednakże Symfonia i Koncert fortepianowy, lepiej przysługując się jego muzycznej reputacji.
O ile Wars miał spore doświadczenia z muzyką rozrywkową (jedną z jego piosenek przywołałem w tytule) i filmową jeszcze w kraju, o tyle trudno rozstrzygnąć skalę trudności z dostosowaniem się Wajnberga do norm obowiązujących w Kraju Rad, w tym odwołań do inspiracji folklorystycznych, zwłaszcza iż wraz ze zmianami miejsc zamieszkania przychodziło mu zmieniać kolejne tożsamości muzyczne: białoruską, uzbecką, mołdawską... Czteroczęściowa jest jego suita Melodie polskie op. 47 nr 2.
Składa się jakby z dźwiękowych cieni motywów polskich tańców. Z lekka zaznaczających swą obecność (krakowiak, oberek, kujawiak), by szybko znikać z pola słyszenia. Dopiero w finale rytmy mazurowe stają się dominujące. Czy był wybitnym twórcą?

Niewątpliwie zręcznym i sprawnym instrumentatorem, najlepiej sprawdzającym się w muzyce ilustracyjnej, a więc w filmie (Lecą żurawie) i w operze (Pasażerka, Portret), w znacznej jednak mierze pozostając wtórnym. Jak przystało na dyrygującego kompozytora, w nieco eklektycznych utworach Leonarda Bernsteina przeglądają się reminiscencje z innych autorów, na przykład z Symfonii Psalmów Igora Strawińskiego, a zwłaszcza Orffa w pierwszym z Psalmów dla Chichester.

Orkiestra Filharmonii Krakowskiej jest obecnie w świetnej kondycji. Urzekało w jej wykonaniu zwiewne piano pierwszych skrzypiec otwierające Uwerturę „Maalot“ oraz podobne w dłuższym wprowadzeniu instrumentalnym do trzeciego z Psalmów dla Chichester. Dobrą dyspozycją odznacza się również filharmoniczny Chór przygotowany przez Janusza Wierzgacza, mający szczególnie odpowiedzialne zadanie w końcowym ustępie a cappella. Jego śpiewacy: Lidia Sosnowska, Joanna Święszek-Przeliorz, Bartłomiej Chorąży i Paweł Szarpak z powodzeniem mogli podjąć się partii solowych. Koncert odbył się w ramach Festiwalu 4 Tradycji.
Lesław Czapliński