Podjęli się tego artyści z Narodowego Zespołu Baletowego z Lizbony, działającego od prawie półwiecza. Postanowiono przedstawić wydarzenia z życia trzech pokoleń rodu Maia, opisanych przez Eçę de Queirósa w sadze rodzinnej pod takim tytułem (scen. i chor. Fernando Duarte). To klasyczna portugalska powieść realistyczna stanowiąca panoramę tamtych czasów.

Powstała mniej więcej w tym samym okresie, co Lalka Bolesława Prusa, na co zwracano uwagę w kuluarach łódzkiego Teatru Wielkiego, gdzie odbywał się występ lizbońskiej kompanii w ramach XXVII Łódzkich Spotkań Baletowych, a na co zwróciła również uwagę prowadząca spotkanie z twórcami red. Barbara Schabowska. Możliwość przekazania skomplikowanej fabuły dotyczącej kwestii społecznych i z zakresu psychiki za pośrednictwem języka tańca klasycznego, operującego ograniczonym repertuarem konwencjonalnych figur, okazuje się niewystarczająca. Zwłaszcza poza obszarem znajomości literackiego pierwowzoru.
Tylko niektóre sytuacje pozostawały czytelne jak odrzucenie syna przez ojca z powodu wyboru żony, obranie zawodu lekarza przez najmłodszego z rodu, na co wskazuje charakterystyczny rekwizyt - torba medyka. A także rozchodzenie się plotek w postaci trzęsących się gazetowych płacht w dłoniach podekscytowanych czytelników. Pozostaje przede wszystkim śledzenie i podziwianie perfekcyjnych technicznie tours en l'air (obrotów w powietrzu), entrechats (krzyżowanych nóg), zataczanych piruetów przez tancerzy czy płynnego przemieszczania się na puentach przez baleriny. Ale jak na trzyaktowe i trwające dwie godziny widowisko wydaje się to za mało.
Zasłużona łódzka krytyczka podsumowała to dosadnie „za dużo w tym naftaliny“, a Jerzy Walfdorff w odniesieniu do tradycji radzieckiej używał określenia „muzeum baletu“, z czym wiązał się tam uznawany za honorowy tytuł „akademicki“. Wyeksponowaniu uległy przyjacielskie relacje Pedra Mai z Tomásem de Alencarem, odtwarzające się pomiędzy jego synem Carlosem a João de Ega, mogące w duchu gender posiadać homoerotyczne podłoże, na co wskazywałyby w obydwu przypadkach ich pas de deux.
Na dodatek to João, być może powodowany zazdrością, ujawnia Carlosowi fakt, że jego kochanka Maria Eduarda jest w rzeczywistości rodzoną siostrą. O panującym wówczas obyczajowym rygoryzmie świadczyłaby dekoracja (José Manuel Costanheira) ściśle obudowująca scenę z trzech stron, jak się okaże złożoną z zasłon.
Kolejne ekscesy młodych członków tej rodziny: samowolny wybór żony wbrew woli ojca, jej ucieczka po jakimś czasie z włoskim księciem, kazirodczy związek jej dzieci, wszystko to stanowi wyłom w akceptowanych społecznie normach, z czym wiąże się zrywanie kolejnych zasłon i wpuszczanie więcej światła - powietrza do panującego zaduchu mieszczańskiej moralności. W tle pojawiają się projekcje (Cristina Piedade), w pierwszym akcie nieprzedstawiające, w drugim figuralne, ale w obydwu przypadkach mające pretekstowy związek z akcją. Dziwić może, iż na oprawę muzyczną złożyły się wyłącznie utwory obcych kompozytorów z tamtej epoki: Camille'a Saint-Saënsa, Césara Francka, Jules'a Masseneta, Gabriela Fauré. Podobno miało to odzwierciedlać kosmopolityczne upodobania i styl życia ówczesnych wyższych sfer w Portugalii. Są to utwory kameralne wykonywane na żywo przez kwintet fortepianowy. Wydaje mi się, że wobec wielowątkowości akcji i wieloosobowego zespołu baletowego bardziej odpowiednim byłby jednak udział orkiestry.
Lesław Czapliński