... i śmierci. I to zgodnie z parytetem: lwowski w wykonaniu aktora, a drohobycki z udziałem aktorki, a pokazane 24 kwietnia w ramach XIII Festiwalu Teatru Ukraińskiego w Krakowie. Oczyma klauna Teatru Oko ze Lwowa to autorskie przedstawienie Ołeksandra Czekmariowa (opracowanie, reżyseria i wykonanie), będące adaptacją powieści Heinricha Bölla.
Jej bohater, wędrowny komik, przeżywa głęboki kryzys wewnętrzny, spowodowany konfliktem z zamożną, burżuazyjną rodziną, rozstaniem z kobietą, z którą chciał związać swoje życie, wreszcie brakiem zapotrzebowania na występy, a wszystko to spotęgowane przez uzależnienie od alkoholu. Jego głównym rekwizytem jest walizka, która staje się jakby przenośnym domem, a zarazem symbolem wędrownego trybu życia. Zmienia swoje funkcje, stając się na przykład przenośną wanną, a niebawem może i trumną, jeśli przyjdzie mu targnąć się na życie.
Z kolei beznadziejność sytuacji, w której się znalazł, wyrażają walające się wokół butelki. Przed laty widziałem sceniczną adaptację Zwierzeń clowna w wydaniu Mieczysława Grąbki w Starym Teatrze, a więc mam skalę porównawczą. Tam ożywały przywoływane zdarzenia, nabierając materialnych kształtów. Tu cały ciężar bycia scenicznego spoczywa na słowach, zmieniających się w niekontrolowaną logoreę, albowiem dopóki bohater mówi, tak długo istnieje. Może z tego właśnie powodu trudno się przejąć losem postaci zbudowanej z mowy, mimo że niekiedy przechodzi ona w nieartykułowane dźwięki towarzyszące przemieszczaniu się w przestrzeni i w czasie.
O wiele bardziej interesujące okazały się jednak rozważania o życiu z perspektywy odbierającej je, a więc personifikacji śmierci ukazującej się w wielu wcieleniach za sprawą Tetiany Modżuk z Teatru im. Jurija Drohobycza (Jerzego Kotermaka) w jego rodzinnym mieście. Już w ubiegłym roku można się było przekonać, że scena ta operuje nowoczesnymi środkami wyrazu w celu spotęgowania siły przekazu oraz jego atrakcyjności.
W Rozmowach o życiu Ołeksandra Wojtki zostały one jednak ściśle podporządkowane jego wymowie (insc., scen. i oprac. muz. Ołeksandr Korol). Spektaklowi cały czas towarzyszy muzak, a więc oprawa dźwiękowa kształtująca jego rytm, a co za tym idzie wywołująca odpowiednią aurę, nie pozostającą bez wpływu na stan emocjonalny i nastawienie widzów. W tle pojawiają się ponadto multimedia w postaci projekcji przedstawiających między innymi Jezusa, ale nie są one efektami samymi w sobie, jak to często bywa, lecz posiadającymi dramaturgiczne uzasadnienie.
Na tyle nie są natrętnymi, że nie zakłócają tego, co w teatrze najważniejsze, a więc bezpośredniej relacji pomiędzy aktorem a widzami. Sam tekst może nie jest najwyższej próby, ale dodaje mu skrzydeł niepospolita osobowość artystki. Można było podziwiać nie tylko jej nieograniczone wręcz możliwości do przepoczwarzania się, ale i rzadką dziś świadomość znaczenia wypowiadanego tekstu. Stworzenia wrażenia, iż każde słowo zdaje się być organicznie osadzone w ciele i jedynym możliwym, jakie może paść w danym momencie ze względu na stojącą za nim autentyczną emocję. Przedstawienie to przywraca wiarę w potrzebę istnienia teatru, coraz częściej wystawianą na trudną próbę. I to drugi raz za sprawą teatru ukraińskiego.
Lesław Czapliński