Istnieją spore trudności w odczytywaniu sensu dźwięków wysyłanych przez zwierzęta. Naukowcy są jednak pewni, że te istoty rozumne mówią. Udało się nawet odcyfrować słowo „uuph”, które jest znakiem przywitania wielorybów z grupy humbaków. Dźwięki w wodzie roznoszą się o wiele dalej niż w powietrzu.

Tak powstała instalacja będąca główną atrakcją Pawilonu Polskiego na tegoroczne Biennale w Wenecji. Niedawno zmarła pochodząca z Kamerunu Koyo Kouoh zaproponowała kuratorską koncepcję weneckiego Biennale 2026, opartą na muzycznej metaforze.
Zasugerowała artystom „tonację molową”. Nasi twórcy filmu-instalacji, Daniel Kotowski oraz Bogna Burska, przygotowali zatem subtelne, kontemplacyjne i delikatne przeniesienie idei kuratorki na język filmu, który oparty jest na rytmie i wysokości dźwięków wielorybich zawołań. ―„Próbowałem odwzorować warstwę wizualną i dźwiękową w języku migowym” ―powiedział Daniel Kotowski, który sam jest głuchy. ―„Choreografię tworzyliśmy razem z Alicją Czyczel, a Aleksandra Gryka skomponowała muzykę. Następnie to połączyliśmy, żeby stworzyć wielowarstwowy, polifoniczny superjęzyk, nadjęzyk, który zawiera różne elementy charakterystyczne dla komunikacji wielorybów, osób głuchych i osób słyszących.

W filmie wziął udział Chór w Ruchu. Występujące w nim osoby słyszące i i niesłyszące intonują pieśni humbaków”. Warstwa dźwiękowa jest dosyć dziwna, repetytywna, jak w muzyce tworzonej w stylu minimal. Przy akompaniamencie „pikania” w typie sygnałów aparatu Morse'a chór społeczny wykonuje cztery swobodne podejścia sekundowe zakończone właściwym „słowem” uuph. W oryginalnym, nagranym języku humbaków, to jest coś jak zwyczajowe powitanie „hello” będące zarazem znakiem przynależności do określonego „klanu”, czyli rodziny tych wielkich zwierząt. Nagrania dokonane przez Rogera Payne’a (Songs of the Humpback Whale z 1970 roku), ponoć doprowadziły do zakazu polowań na wieloryby i uratowały je od zagłady. Dziś posłużenie się materiałami przygotowanymi przez naukowców może być tworzywem do inspiracji artystycznej, dźwiękowej czyli muzycznej i wizualnej. Stworzenie filmu Języki z wody to oczywiście tylko interpretacja kodów komunikacyjnych i pieśni wielorybów – podawana jednocześnie w językach fonicznym angielskim i międzynarodowym migowym. W warstwie wizualnej nie mogło zabraknąć wody. Skorzystano z basenu, do którego musiał się zanurzyć cały chór. Zapewne związane z tym były określone koszty – po pierwsze trzeba było zapewnić wszystkim jednakowe kostiumy, także kąpielowe. Może niezbyt szczęśliwy był wybór starego, zdezelowanego basenu, który był wykorzystany na samym początku filmu – gdy pokazywano chór na powierzchni. Potem praca z kamerą była bardziej wyrafinowana, rejestrowano obrazy robione pod wodą z widokiem na powierzchnię i na odwrót. Warstwa muzyczna starała się natomiast sparafrazować „mowę” wielorybów. Aleksandra Gryka stworzyła partyturę dla chóru uwzględniającą złożoność wypowiedzi humbaków, które używają zarejestrowanego kodu: „kliknięcie-pauza-kliknięcie-pauza-kliknięcie-kliknięcie-kliknięcie”. To nie tylko forma konstrukcji samej muzyki, w którą wplecione są także oryginalne dźwięki z nagrania wielorybów, ale zarazem dowód, że te złożone struktury dźwiękowe przypominają światu o inteligencji i bogactwie kultur zwierząt, pokazują, że sztuka może ocalać głosy, które wcześniej pozostawały niesłyszalne.
Joanna Tumiłowicz