Oksana Łyniw to silna osobowość artystyczna. Można się było o tym przekonać 17 kwietnia w Katowicach, kiedy z NOSPR przedstawiła Dziewiątą Antona Brucknera. Artystka specjalizuje się w muzyce poźnoromantycznej wyrosłej z twórczości Richarda Wagnera. Jako pierwsza kobieta wystąpiła bowiem w Bayreuth, gdzie 25 lipca 2021 roku poprowadziła Holendra tułacza wspomnianego kompozytora. Symfonika Brucknera stanowi szczególne wyzwanie dla dyrygentów, aby sprostać jej rozmiarom i nieśpiesznemu rozwojowi.
Pod batutą Łyniw trzy części Symfonii d-moll, nad którą prace przerwała śmierć twórcy, odsłoniły daleko idącą spójność. Feierlich, misterioso odznaczało się znaczną zwartością, a jednocześnie szlachetnym, pełnym brzmieniem, uzyskanym dzięki solidnemu osadzeniu w instrumentach i właściwemu wyważeniu proporcji pomiędzy poszczególnymi sekcjami, przy czym ukraińska artystka z jednakową uwagą odnosiła się do pierwiastka dźwiękowego, jak i czynnika architektonicznego.
Jednocześnie starała się ujawnić wszystko to, co u Brucknera zapowiada już Mahlera, na przykład sygnałowe odzywki instrumentów dętych drewnianych. A w Adagio: Langsam feierlich kulminacje orkiestrowego tutti do pewnego stopnia przypominały klastery z analogicznego ogniwa z Dziesiątej tamtego. Nie sposób wszakże do końca zapanować nad jego nieśpiesznymi przestrzeniami trwającymi mniej więcej tyle, ile dwie poprzednie części razem. A może właśnie dlatego, na tak zarysowanym tle pod koniec jeszcze większe wrażenie wywierało stopniowe wygasanie przebiegu muzycznego w ściszonej dynamice.
Trochę zabrakło mi natomiast demonicznych rysów Scherza, a to ze względu na położenie nacisku przede wszystkim na jego urodę brzmieniową i złagodzenie kontrastu z bardziej rozlewnym i szerzej płynącym triem. Co prawda nie wszystko w tym wykonaniu było perfekcyjne. W skrajnych częściach momentami odczuwało się pewną nerwowość, co usatysfakcjonowałoby George'a Bernarda Shawa, że muzycy okazali się jednak ludźmi. Trudno uwierzyć, że było to pierwsze zmierzenie się dyrygentki z tym dziełem.
Chyba wyrasta nam wybitna interpretatorka twórczości tego kompozytora? Na wzór metafory Mahlera udało się jej w oparciu o niekompletną partyturę Brucknera zbudować z dźwięków w pełni wystarczalny, spójny świat, choć samemu kompozytorowi nie dane było domknąć go finałem. Pierwszą część wypełnił II Koncert fortepianowy na lewą rękę op. 28 Siergieja Bortkiewicza, twórcy o wielokulturowych korzeniach, mogącego zatem uchodzić przede wszystkim za Europejczyka.
To jeden z tych utworów powstałych na zamówienie Paula Wittgensteina, brata Ludwiga, który stracił prawą rękę na pierwszej wojnie. I właśnie ten najbardziej go zadowolił. Posiada on charakter fantazji o łukowej budowie. Dwudziestopięcioletni pianista ukraiński Iłla Owczarenko położył głównie nacisk na monumentalne i wirtuozowskie znamiona tej partytury, te ostatnie najpełniej dochodzące do głosu w kadencjach. Stąd swą liryczną naturę ujawnił dopiero w danej na bis lisztowskiej transkrypcji schubertowskiej pieśni Litania.
Lesław Czapliński