Dana na inaugurację XXVIII Łódzkich Spotkań Baletowych premiera Supernovej Teatru Wielkiego stanowi dyptyk złożony z dwóch kontrastowych ogniw, choć obydwa utrzymane są w stylistyce dance moderne, polegającej między innymi na stawianiu całej stopy zamiast wspinania się na puenty baletek. Stąd bardzo częste obywanie się bez nich i tańczenie boso.
Moja Babcia, mająca okazję oglądania na żywo Isadory Duncan, prekursorki tego kierunku, opowiadała, że gorszyła ówczesną publiczność nie muślinowa materia narzucona na nagie ciało, ale właśnie bose stopy baleriny. Supernova to przede wszystkim apologia ruchu jako źródła życia. Ale i esencji muzyki i tańca, będących tamtego artystycznymi manifestacjami.
Pierwsza część Echoes w układzie Jacka Przybyłowicza za sprawą kostiumów posiada zalążki czy też rudymenty fabularnych asocjacji. Ujednolicone stroje tancerzy, krojem i dominującym zielonym kolorem przypominające nieco te dwóch ostatnich mężczyzn, którzy przetrwali w Seksmisji, ale i tropikalne uniformy, kojarzące się z ekspedycjami wyruszającym na podbój nieznanych lądów, czy też pionierami-kolonistami zagospodarowującymi bezludne tereny lub wydzierane nieokiełznanej dotąd naturze bądź ich pierwotnym mieszkańcom. Wskazywać na to mógłby sztandar, pod którym zbiera się gromada zdobywców, by dokonywać kolejnych podbojów cudzych ziem, a wraz z rozwojem technologii i poznania może także wszechświata.
Akcja polega na nieustannej grze pomiędzy zbiorowością a wyodrębniającymi się z niej jednostkami, najczęściej łączącymi się w pary. Stąd numery solowe przeplatają się z tymi zespołowymi z udziałem corps de ballet, utrzymując pomiędzy sobą chwiejną równowagę. Poprzez obraz jednoczenia się wspólnoty, kiedy tancerze zajmują miejsca wokół prostokątnego stołu odprawiając jakiś im tylko znany obrzęd, po finałową wizję trwania na przekór wszelkim przeciwnościom, z baleriną kołyszącą się niczym wahadło ponad piramidą utworzoną z ciał i zasnuwaną przez opary pełgającego dymu.
Skojarzenie z metronomem stanowi zarazem powrót do idei muzyki, opartej jak kosmos na matematycznych proporcjach, a zatem stanowiącej jego zasadę. Bardziej uniwersalne przesłanie niesie druga część, prozaicznie zatytułowana Bedroom Folk, w której właśnie światło (Thierry Dreyfus) z tytułu rzeźbi w przestrzeni i dekoracjach oraz przede wszystkim w ciałach tancerzy. To ono tworzy z nich formy podlegające metamorfozom, a także zmienną kolorystykę spektaklu. Pulsującą niczym ostinatowa, elektronicznie generowana oprawa dźwiękowa.
Czternaścioro tancerzy uformowanych jest w dwa rzędy, przy czym ci z drugiego są do pewnego stopnia cieniami-sobowtórami tych z pierwszego. Tu nic nie trwa, lecz podlega nieustannym przekształceniom. Tak rozumiana materia rządzi się sobie właściwymi prawami. Można jedynie odczuwać podziw dla jej estetycznych walorów. Supernova to widowisko, w którym taniec posiada czysto dekoracyjny charakter, przemawiający przede wszystkim do zmysłów, głównie za sprawą swej autonomicznej urody i ekspresji.
Lesław Czapliński